"W każdej scenie występuje nawet do 150 statystów. Ci ludzie musieli być na nogach przez 18 godzin, należało ich ubrać, musieli coś robić w tle, nawet jeśli nie łapała tego kamera. To pochłonęło miliony dolarów" - mówił o nominowanym do dziewięciu Oscarów "Wielkim Martym" multimilioner Kevin O'Leary, który debiutował w nim jako aktor. "Dlaczego nie skorzystać ze sztucznej inteligencji? Nie chodzi mi o głównych aktorów. Zamiast wydawać na to 90 milionów dolarów, można wyłożyć tylko 35 milionów, a za resztę nakręcić drugi film".
Wypowiedzi O'Leary'ego to skrajny przykład zaufania w AI, który na pewno nie przysporzył celebrycie popularności w Hollywood, a być może był też jedną z przyczyn oscarowej porażki "Wielkiego Marty'ego". Nie zmienia to jednak faktu, że w ostatnim czasie coraz chętniej mówi się o użyciu sztucznej inteligencji w produkcji filmowej. Warto przypomnieć, że jeszcze w czasie sezonu oscarowego w 2025 roku wiadomość, że wymowa kwestii w języku węgierskim postaci granych przez Adriena Brody'ego i Felicity Jones w "The Brutalist" została poprawiona przez AI, stanowiła dla niektórych skandal. Jeszcze więcej kontrowersji wywołało przedstawienie światu Tilly Norwood, aktorki wykreowanej przez sztuczną inteligencję.
Przeciwnicy sztucznej inteligencji wskazują, że nie jest ona narzędziem kreatywnym. Algorytm bazuje na stworzonych już pracach, najczęściej bez zgody ich twórców. Podobnie jest z wizerunkiem celebrytów. Zwolennicy przekonują, że niesie ona nie tylko korzyści materialne. Według nich może ona pomóc ukończyć projekty, które nie dysponują wielomilionowym budżetem.

Wielkie nazwiska Hollywood eksperymentują z AI
W ostatnim czasie wielu nagradzanych reżyserów przyznaje się do korzystania z nowej technologii lub przedstawia ją w nieco bardziej pozytywnym świetle. Wśród nich jest między innymi James Cameron, twórca "Avatara" i "Titanica". Według niego sztuczna inteligencja może pomóc w realizacji filmów, które mają ograniczenia budżetowe. "Musimy znaleźć sposób, by obciąć wydatki o połowę" - tłumaczył w podcaście "Boz to the Future". "Nie chodzi mi o to, by zwolnić połowę ekipy od efektów specjalnych. Chodzi o skrócenie o połowę czasu potrzebnego do ukończenia danego ujęcia. Dzięki temu tempo pracy i realizacja będą szybsze, a artyści mogą płynnie przechodzić do kolejnych zadań".
Zdanie Camerona podziela aktor i producent Brad Pitt. Według niego kluczową kwestią jest osoba, która korzysta ze sztucznej inteligencji. "Wszystko zależy, kto jest twórcą. Kto za tym stoi, kto opowiada historię" - mówił gwiazdor w rozmowie z "Esquire" z sierpnia 2026 roku. "Ktoś musi powiedzieć 'potrzebuję tutaj więcej takiej emocji', a później potrafić rozpracować sztuczną inteligencję, by pokierować ją w pożądanym przez siebie kierunku. Tak może być, ale efekt może nie wynikać też z moich wyborów i nie być tym, czego szukam w sztuce". Dodał, że słyszał niedawno piosenkę wygenerowaną przez AI, która była "całkiem dobra". "Tyle że miała powtarzalną naturę. To nigdy nie będzie coś takiego, jak słuchanie czyjegoś głosu".
Natomiast George Lucas, ojciec "Gwiezdnych wojen", stwierdził, że sztuczna inteligencja jest przyszłością branży filmowej, od której nie da się uciec. "To znacznie ułatwia robienie filmów. [Narzekanie na AI] to jak mówienie, że zaprzęgi konne są lepsze, bo samochody się psują, potrzebują paliwa, sprawiają mnóstwo problemów. [...] Nic na to nie poradzimy. To postęp, to przyszłość" - mówił reżyser w rozmowie z portalem "A Rabbit's Foot".
Guillermo del Toro krytycznie o AI. "Bójmy się głupoty"
Są jednak twórcy, którzy odrzucają stanowczo AI, nawet jako narzędzie pracy. Guillermo del Toro ogłosił w czasie Comic-Conu w San Diego, że zamierza przedstawić odrestaurowaną wersję swego "Labiryntu Fauna" na dwudziestolecie jego premiery. Zaznaczył, że całą pracę wykonają ludzie. "Chronimy piękno i zbawczą moc sztuki. Nie chodzi o to, kto dostanie pracę. Chronimy ciągłość sztuki. Jeśli pozbawimy całe pokolenie możliwości nauki tego rzemiosła, odetniemy je od historii medium. W jakim celu?" - mówił meksykański reżyser.
Wcześniej zaznaczał, że "żyjemy w niebezpiecznych czasach". "Czasach, gdy wstydzimy się swych emocji, gdy mówi się nam, że sztuka nie jest ważna i można ją robić za pomocą durnej aplikacji" - skarżył się na Lumière Film Festival w 2025 roku. Dodał wtedy, że sztuczna inteligencja nadaje się do tworzenia "ładnych wygaszaczy ekranów". "Gdy ludzie mówią, że boją się AI, nie chodzi im o technologię. Boją się głupoty" - mówił na Annecy Animation Film Festival w 2023 roku.

Aktorzy obawiają się o wykorzystanie swego wizerunku
Jedną z pierwszych organizacji, która wskazywała na niebezpieczeństwa płynące z rozwoju sztucznej inteligencji, była Gildia Aktorów (SAG-AFTRA). Związek zawodowy zwracał uwagę na kradzież wizerunku wykonawców i wykorzystanie go bez ich zgody. Mówił o tym między innymi Matthew McConaughey w grudniu 2025 roku. "Powtarzam: zastrzeż swój wizerunek. Głos, wygląd i tak dalej. Zastrzeż to wszystko. Zrób, co konieczne, żeby nie mogli cię ukraść, gdy sięgną po AI" - mówił zdobywca Oscara za rolę w "Witaj w klubie". Wyraził także pewność, że sztuczna inteligencja zagości na rozdaniu nagród Akademii. I to szybciej, niż większość z nas przewiduje.
"Jestem pewny, że [sztuczna inteligencja] wejdzie do naszego fachu. Czy dostanie własną kategorię [oscarową]? Czy za jakieś pięć lat będzie 'najlepszy film zrealizowany przez sztuczną inteligencję'? 'Najlepszy aktor wygenerowany przez sztuczną inteligencję'? Myślę, że może się tak stać. Wytwory sztucznej inteligencji będą przed naszym nosem, a my nie będziemy sobie zdawali z tego sprawy. Będą tak realistyczne, że nie zauważymy różnicy".
Z kolei Pitt wyznał, że zawsze wymagał od wytwórni zniszczenia cyfrowej kopii jego wizerunku. "Przez ostatnie 20 lat byłem wielokrotnie skanowany [na potrzeby postprodukcji] i zawsze zaznaczałem to w moim kontrakcie: '[kopie] należą do mnie i zamierzam je zniszczyć'. [...] Przez ten cały czas dbałem, by były niszczone, bo jestem paranoicznym chłopakiem z Ozark" - mówił dla "Esquire".
List przeciwko nieetycznemu wykorzystaniu wizerunku gwiazd
W styczniu 2026 roku ponad 700 gwiazd podpisało list protestujący przeciwko wykorzystaniu twórczości przez sztuczną inteligencję bez zgody artystów. Wśród jego sygnatariuszy byli między innymi Scarlett Johansson, Cate Blanchett i Joseph Gordon-Levitt.
"Kradzież naszej pracy to nie innowacja. To przestępstwo" - pisali. "Społeczność kreatywna Stanów Zjednoczonych budzi zazdrość na całym świecie. Zamiast chronić i szanować ten cenny zasób, niektóre z największych firm technologicznych - często wspierane przez prywatnych inwestorów - wykorzystują amerykańskich autorów do budowy platform sztucznej inteligencji, nie zważając na przepisy prawa autorskiego".
Zwracali jednocześnie uwagę, że istnieje możliwość rozwoju technologii przy jednoczesnym poszanowaniu praw twórców. "Dzięki umowom licencyjnym i partnerstwom niektóre firmy zajmujące się AI obrały odpowiedzialną i etyczną drogę pozyskiwania treści oraz materiałów, z których chcą korzystać" - czytamy w liście.
Prace nad ustawą przeciwko nielegalnemu wykorzystaniu wizerunku i głosu
Problem wykorzystania wizerunku znanych osób był jednym z motywów przewodnich podczas strajku w 2023 roku. Obecnie w Kongresie USA jest opracowywany tzw. "NO FAKES Act" (skrót od "Nurture Originals, Foster Art, and Keep Entertainment Safe Act" czyli "ustawa o wspieraniu oryginalnych produktów, sztuki i zapewnieniu bezpiecznej rozrywki"), który ma za zadanie chronić wszystkich obywateli przed wykorzystaniem ich wizerunku i głosu bez ich zgody. Inicjatywa zyskała poparcie Demokratów i Republikanów.
Zakazywałaby ona między innymi tworzenia cyfrowych replik i eksploatacji wizerunku po śmierci oraz wyznaczała kary wobec twórców nielegalnych deepfake'ów i innych materiałów stworzonych przez AI.
W czerwcu 2026 roku projekt ustawy został jednogłośnie przyjęty przez senacką Komisję Sądownictwa. Nie jest jednak jasne, kiedy - i czy w ogóle - projekt trafi pod obrady Senatu.











