Ty i Eskil Vogt jesteście najlepszymi przyjaciółmi i współscenarzystami od czasów nastoletnich. Teraz tworzycie historię kina. Przez cały ten czas robiliście filmy po swojemu. Co ten Oscar oznacza dla ciebie osobiście i jak wielkim momentem jest to dla norweskiego kina?
Joachim Trier: - Jestem bardzo dumny. To pierwszy Oscar dla norweskiego pełnometrażowego filmu fabularnego. Eskil i ja pracujemy razem od wczesnych lat dwudziestych - prawie 30 lat. Dlatego wiele dla mnie znaczy, że ja i cały zespół, z którym pracuję od lat, dostajemy takie uznanie. Jestem naprawdę wzruszony. Powiedziałem też w przemówieniu, że jestem po prostu fanem kina. Dorastałem, oglądając filmy. To był dla mnie sposób radzenia sobie z życiem. A robienie filmów jest kolejnym poziomem mierzenia się z rzeczywistością. Myślę, że wiele dzieci marzących o robieniu filmów stoi przed lustrem w łazience z szczoteczką do zębów i udaje, że odbiera Oscara. I nagle to dzieje się naprawdę. I oto jesteśmy.
Jak podsumowałbyś tę drogę - od, jak sam siebie określasz, "norweskiego filmowego nerda", do tego momentu?
- W tym roku wiele nagród było zaskoczeniem. To wspaniałe, bo oznacza, że w Oscarach bierze udział wiele dobrych filmów i naprawdę nie wiadomo, kto wygra. Są różne prognozy, ale ostatecznie nigdy nie masz pewności. Dlatego to wielki zaszczyt, kiedy to się wydarza. Starałem się też w przemówieniu wspomnieć pozostałe cztery filmy z tej kategorii, które są wspaniałe. Ich twórcy stali się w trakcie tej podróży moimi przyjaciółmi. Ten sezon nagród był trochę jak wędrowny obóz letni dla reżyserów - spędzaliśmy razem dużo czasu i poznaliśmy się bardzo dobrze. Ale to nie zmniejsza faktu, że jestem ogromnie dumny z Oscara. Jestem też bardzo dumny z mojego zespołu - wielu ludzi ciężko pracowało przy tym filmie, szczególnie aktorzy. Za mną na scenie był Anders Danielsen Lie, mój wieloletni przyjaciel i współpracownik przy czterech filmach. Byli też Renate Reinsve, Stellan Skarsgård, Elle Fanning, Inga [Ibsdotter Lilleaas], a także Andreas na widowni. Ci aktorzy wnieśli do filmu coś bardzo osobistego. To nagroda, którą dzielimy wszyscy. Byłem bardzo dumny i szczęśliwy, ale też trochę zaskoczony. Miałem kilka rzeczy na sercu, które chciałem powiedzieć. Przy takich momentach trochę tracisz świadomość, bo to ogromne przeżycie. Ale jestem naprawdę szczęśliwy.
Dlaczego w swoim przemówieniu zacytowałeś Jamesa Baldwina i mówiłeś o tym, jakich polityków powinniśmy wybierać? I drugie pytanie - jak będziesz dziś świętował?
- Najpierw łatwiejsza odpowiedź. Będę świętował z obsadą - wielu z nich jest tutaj. Jest nas chyba 60-70 osób. Dlaczego zacytowałem Baldwina? Uważam, że żyjemy w momencie, kiedy mamy więcej informacji niż kiedykolwiek o krzywdach wyrządzanych dzieciom i o wielu wojnach. Mam dwójkę małych dzieci. Powiem coś osobistego: ja i wiele osób wokół mnie często płaczemy, nawet co tydzień albo codziennie, czując bezradność, gdy widzimy: cierpienie dzieci w Palestynie, ludzi w Ukrainie, ludzi w Sudanie. I wielu innych miejscach. Nie chodzi o to, które konflikty wymieniam, a których nie. Każde dziecko, które ginie w wojnie, jest odpowiedzialnością wszystkich dorosłych, którzy wybierają polityków. Żyjemy też w czasach powrotu silnych autorytarnych przywódców. Myślę o Hannah Arendt, która analizowała to, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej. Moja własna rodzina również bardzo wtedy cierpiała. Mój dziadek był bojownikiem ruchu oporu podczas wojny. Kiedy jesteś młody, myślisz, że te rzeczy należą do przeszłości. Ale one wydarzyły się całkiem niedawno - i niestety powtarzają się w historii. Jako artysta nie jestem politykiem. Ale wierzę, że ponad podziałami powinniśmy bardziej współpracować, aby chronić dzieci w sytuacjach konfliktów i w społeczeństwie w ogóle.

Gratulacje. Jednym z najważniejszych elementów filmu jest jego ogromna emocjonalna siła. Jakie emocje czujesz teraz i co było dla ciebie najbardziej satysfakcjonujące w całej tej drodze?
- Jestem teraz bardzo wzruszony. Powoli zaczynam to rozumieć. To trochę szok. Podróżuję z tym filmem od momentu Cannes. To już chyba osiem albo dziesięć miesięcy od maja zeszłego roku. Najbardziej satysfakcjonujące jest to, że wśród całej promocji i nagród najważniejsze było dotarcie z tym filmem do widzów. To teraz zdecydowanie najczęściej oglądany norweski film w kinach na świecie. Jestem dumny, że nasi dystrybutorzy wspierają doświadczenie kinowe. Kręcę na taśmie 35 mm - jestem trochę oldschoolowy. Uwielbiam chodzić do kina i oglądać filmy na wielkim ekranie. Zabieram tam też moje dzieci. One to kochają i chcą wracać. Doświadczenie kinowe jest dziś trochę zagrożone. Dlatego jestem bardzo dumny, że ludzie przychodzą do kin, żeby zobaczyć nasz film. W wielu krajach - więcej niż się spodziewaliśmy. To dla nas bardzo wiele znaczy.












