Sam Neill wygrał walkę z rakiem. Bał się o swoje życie
Trzy lata temu Sam Neill ("Park Jurajski", "Opętanie", "Peaky Blinders") poinformował media o problemach zdrowotnych i zmaganiach z poważną chorobą. Aktor wyznał, że rok wcześniej wykryto u niego rzadką, agresywną odmianę nowotworu, która początkowo jest trudna do wykrycia, co utrudnia postawienie diagnozy. O tym, że jego życie jest zagrożone, dowiedział się dopiero wtedy, gdy rak był już w III stadium.
Niemal od razu po diagnozie aktor udał się na chemioterapię, co było dla niego trudnym przeżyciem.
"Czułem się wtedy strasznie, ale dzięki temu przeżyłem" - mówił w rozmowie z australijską stacją telewizyjną 7NEWS.
Niedługo później okazało się jednak, że podjęte leczenie nie przynosi zamierzonych skutków. Wdrożenie nowej terapii stało się koniecznością.
"Byłem wtedy mocno zagubiony, bo wyglądało na to, że to koniec. Z oczywistych powodów nie była to idealna sytuacja" - wspominał.
Sam Neill: zmiana leczenia przywróciła mu nadzieję. Dziś jest już zdrowy
Przełomem okazało się rozpoczęcie innowacyjnej terapii CAR-T (Chimeric Antigen Receptor T-cells), które modyfikuje genetycznie komórki krwi. To dzięki niej Neill mógł ogłosić światu radosne nowiny.
"Właśnie byłem na badaniach. Okazało się, że w moim organizmie nie ma śladu raka. To niezwykłe. Ta terapia to nauka w najlepszym wydaniu" - przekazał.
"Pora nakręcić kolejny film" - dodał zaraz potem z entuzjazmem, ciesząc się z nowej szansy danej przez życie.
Zobacz też:
Nie wszystkie filmowe panny młode żyją długo i szczęśliwie











