"Dziecko z pyłu": administracji Trumpa ten film by się nie spodobał
Wojenne dzieci, dzieci wrogów - to temat wstydliwy, niewygodny dla polityków i społeczeństwa. Jednym przypominają o niechlubnej historii i politycznej porażce, drugim o stracie, ofiarach i potwornym bólu.
Dwadzieścia lat wojny w Wietnamie (1955-1975) pozostawiło jednak swoje piętno. I niechciane potomstwo. Amerasians nie mogą wtopić się we wspólnotę - od maleńkości byli przez nią marginalizowani, często dyskryminowani. Zostali nie tylko porzuceni przez ojców, ale odrzuceni również przez tych, wśród których później przyszło im żyć. Ze skazą, której przecież nie byli winni. Pozostali z emocjonalnymi ranami, które każą im szukać tożsamości i jakiegokolwiek ukojenia.
Tysiące dzieci porzuconych przez amerykańskich żołnierzy
Nie ma oficjalnych, klarownych statystyk - niektóre źródła wskazują na liczbę stu tysięcy takich osób. Inne mówią nawet o pół miliona. Wietnamscy Amerasians to zresztą nie jedyna grupa, która pozostała po amerykańskich działaniach militarnych, rozsianych po całym świecie. Ale kto chciałby się chwalić liczbami, które tak mocno podważają wartości, jakimi szczyci się armia?
Nie oznacza to, że nie robiono nic. Rząd amerykański uruchomił dwa programy: Amerasian Immigration Act (Ustawa o imigracji dzieci amerykańsko-azjatyckich z 1982 r.) i Amerasian Homecoming Act (Ustawa o powrocie do domu Amerykanów pochodzenia azjatyckiego z 1988 r.). Na ich mocy dzieci z mieszanych związków z wybranych azjatyckich krajów (Korea, Wietnam, Laos, Kambodża, Tajlandia), urodzone w konkretnym przedziale czasowym, mogą z rodzinami imigrować do USA. Albo mogły - administracja Trumpa wprowadziła wiele ograniczeń na tym polu, znacznie utrudniających i tak nienajłatwiejszy proces (wstrzymanie rozpatrywania wniosków i wydawania zielonych kart oraz pozwoleń na pracę).
Praktyka zawsze jest trudniejsza niż prawo, a to ostatnie nie obejmuje wyzwań tożsamościowo-emocjonalnych, a nawet zwykłej logistyki. O nich, przez los jednego człowieka, opowiada Weronika Mliczewska.
Swojego bohatera szukała przez około trzy lata. Sang i jego amerykańska rodzina zgodzili się, żeby reżyserka towarzyszyła im w drodze do zrozumienia przeszłości i budowy nowej więzi. Powstał film niezwykły, pełen troski i odpowiedzialności.
Poza społeczeństwami: wietnamskim i amerykańskim
Sang nie otrzymał nawet świadectwa urodzenia. Matka zgłosiła jego poród dopiero dwa lata po fakcie, dlatego dziś mężczyzna zna jedynie przybliżoną datę swojego przyjścia na świat. Nigdy nie miał łatwego życia - już jako nastolatek musiał nauczyć się radzić sobie sam. Pozbawiony możliwości zdobycia wykształcenia (nie umie ani pisać, ani czytać), jak wielu jemu podobnych dorastał na ulicy. Był sam - jego matka została wysłana do obozu resocjalizacyjnego za kontakty z Amerykanami, zmarła wcześnie.
Dziś Sang jest mężem, ojcem, dziadkiem. Gdy go poznajemy, ma około 50 lat. Czujemy jednak, że pod maską dorosłego kryje się zranione, odrzucone dziecko, tęskniące za nieobecnym ojcem, postacią w wietnamskiej kulturze jeszcze ważniejszą niż w naszej.
"Figura ojca w kulturze Wietnamczyków jest idealizowana i niesie kluczowe znaczenie w budowaniu własnej tożsamości. Jej brak oznacza więcej konsekwencji niż nieobecność rodzica. Oznacza niemożność znalezienia własnego miejsca w świecie, brak przynależności społecznej i akceptacji ze strony innych" - mówiła mi reżyserka w rozmowie dla "Magazynu Filmowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich" po premierze na Krakowskim Festiwalu Filmowym, gdzie dokument zdobył statuetki Złotego Lajkonika i Srebrnego Rogu.
Od chwili, kiedy w 2019 roku dzięki wynikom badań DNA (zrobionych nielegalnie, bo nie pozwala na to wietnamskie prawo) Sang poznaje imię i nazwisko ojca, marzy już tylko o kontakcie z nim. Może tak otrzyma wreszcie miłość, której nigdy nie zaznał?
Przygląda się zdjęciom starszego mężczyzny - szuka w nich jakiegokolwiek podobieństwa do siebie. Podczas pierwszej rozmowy wideo, nagrywanej przez reżyserkę, jego twarz rozpromienia uśmiech, w oczach jest nadzieja. Nie gaśnie nawet wtedy, gdy Nelson mówi mu, że nie pamięta jego matki. Nie kojarzy kobiety ze zdjęcia.
W wyczekiwaną przez całe życie relację Sang wchodzi z sercem na dłoni, całym sobą, z pełnym zaangażowaniem.
Trauma i nowa nadzieja
Przyrodnie rodzeństwo wydaje się do Sanga przychylnie nastawione. Ojciec - zmaga się ze swoimi demonami. Jest ciężko chory. Odczuwa wstyd. Ma raczej radykalne poglądy. Pomimo wszystko chce poznać niechcianego syna. Nie odrzuca przeszłości, choć ukrywał ją przez lata. To jego trauma, która wpłynęła na życie jego amerykańskiej rodziny. Rozmowa, którą odbywa na ten temat z amerykańskimi dziećmi (dorosłymi), jest zresztą jednym z najbardziej poruszających momentów w filmie i pokazuje, jak wielkim zaufaniem bohaterowie obdarzyli Polkę. A może posłużyli się nią i jej kamerą jak terapeutą? A może chcieli, jak sami twierdzą, dać przykład innym, podobnym rodzinom weteranów?
Niezależnie od ich motywacji, Weronika Mliczewska zrealizowała portret niezwykle prawdziwy, w którym na plan pierwszy przebija się człowiek i jego "droga do domu", do "siebie".

"Dziecko z pyłu": blisko człowieka
O tym samym temacie mógłby powstać zupełnie inny film: surowy, oskarżycielski, mocno politycznie zaangażowany, podważający działania zarówno strony wietnamskiej, jak i amerykańskiej.
Mliczewska wybrała jednak człowieka i emocje. Perspektywę Wietnamczyka. Nie pozwala, by polityka, która doprowadziła do tej sytuacji i skazała tysiące ludzi na tak wielkie wyzwania, dalej ich niszczyła. To nie do nich należy naprawianie wyrządzonego zła. To oni jednak mają w sobie siłę, by je przezwyciężyć i nie pozwolić, żeby przeszłość przekreśliła przyszłość. Nawet jeśli nie jest ona tym, czego się spodziewają. Sang decyduje się na wyjazd do USA, gdzie konfrontacja z inną kulturą i rzeczywistością mocno go zaskakuje. Zwycięża jednak nadzieja. Ją przede wszystkim daje film Mliczewskiej.
Może właśnie takie kino - wyważone, bardziej rozumiejące i bliskie jednostce, a nie "walczące" - jest w stanie zmienić świat?
7/10
"Dziecko z pyłu", reż. Weronika Mliczewska, Polska, Wietnam, Szwecja, Czechy, Katar 2025, dystrybucja: Fundacja Filmowa Turbina, premiera kinowa: 17 kwietnia 2026 roku.












