Urodzona 28 września 1967 roku aktorka jest córką znanego z "Chłopców z ferajny" Paula Sorvino. Karierę rozpoczęła na początku lat 90. XX wieku. Większą rozpoznawalność przyniosły jej małe role w serialu dla młodzieży "Swans Crossing" oraz filmie "Quiz Show". W 1995 roku wystąpiła w komedii "Jej wysokość Afrodyta" Woody'ego Allena. Film opowiadał o dziennikarzu sportowym (w tej roli sam reżyser), który stara się odnaleźć biologiczną matkę swojego adaptowanego syna-geniusza. Ku jego zaskoczeniu okazuje się nią Linda, niezbyt lotna pracownica seksualna.

Mira Sorvino i trudna praca na planie "Jej wysokości Afrodyty"
Mira Sorvino pojawiła się na castingu w Nowym Jorku, jednak Allen nie zdecydował się na jej angaż. Nie chciała jednak zrezygnować. Gdy dowiedziała się, że reżyser poleciał szukać odtwórczyni roli Lindy do Londynu, pojawiła się i tam - tym razem w odpowiedniej charakteryzacji i kostiumie postaci. Allen nie miał wątpliwości.
Aktorka wspominała pracę nad "Jej wysokością Afrodytą" jako skrajnie stresującą. Przyznała, że każdej nocy płakała i modliła się - a następnego dnia znów zjawiała się na planie. Sama opracowała także głos swojej postaci - niezwykle wysoki i irytujący. Po czterech tygodniach zdjęć Allen poprosił o jego zmianę. Odpowiedziała mu, że chciała nieco złagodzić go w końcowych scenach, by pokazać ewolucję swej postaci. Zaciekawiło ją jednak, dlaczego zwrócił jej uwagę dopiero teraz. Spora część zdjęć była już zrealizowana. Allen odpowiedział spokojnie, że jego budżet przewiduje nagłe wypadki, w tym realizację całego filmu od początku.

Mira Sorvino ofiarą "oscarowej klątwy"?
"Jej wysokość Afrodyta" spotkała się z ciepłym przyjęciem krytyki. Chwalono przede wszystkim rolę Sorvino, która szybko stała się faworytką w wyścigu po najważniejsze wyróżnienia. Występ u Allena przyniósł jej Złoty Glob i Oscara. "Skoro daliście mi tę nagrodę, nagrodziliście też mojego ojca Paula Sorvino, który nauczył mnie wszystkiego, co wiem o aktorstwie" - powiedziała, odbierając złotą statuetkę. Po tych słowach jej ojciec, który był na widowni, zalał się łzami.
W kolejnych latach Sorvino wystąpiła w szeregu produkcji, w tym w "Mutancie", anglojęzycznym debiucie Guillermo del Toro, oraz kultowej komedii "Romy i Michele na zjeździe absolwentów". Nigdy nie powtórzyła jednak sukcesu, który przyniosło jej dzieło Allena. Przez wiele lat podawano ją jako przykład tak zwanej "oscarowej klątwy" - kariery, która nie rozwinęła się po otrzymaniu najważniejszej nagrody amerykańskiego przemysłu filmowego.

Mira Sorvino o Harveyu Weinsteinie. "Nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali jego działań"
W 2017 roku Sorvino przyznała, że była jedną z osób nękanych przez producenta Harveya Weinsteina. Aktorka opisała, co ją spotkało, w artykule opublikowanym przez magazyn "The Hollywood Reporter". "Nie znam kobiety [w tym przemyśle], która nie ma żadnych takich doświadczeń" - napisała w nim. Zwróciła także uwagę, że nikt nie zdawał sobie sprawy, ile osób zostało skrzywdzonych przez Weinsteina.
"Przez długi czas wiedziałam tylko o sobie. Później jedna młoda kobieta opowiedziała mi o swoich doświadczeniach. Znam Ashley Judd od lat. Nakręciłyśmy film 'Norma Jean & Marilyn' (1996), jak się okazało po naszych doświadczeniach z Harveyem. Nigdy nie opowiedziałyśmy o nich sobie. Nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali jego działań. Nie sądzę, by aktorzy wiedzieli. Może osoby, które prowadziły nasze kariery, do których zwracamy się w zaufaniu: 'mam problem, co zrobić?' - może one wiedziały" - czytamy w jej tekście.
Dodała, że gdy doszło do sytuacji z Weinsteinem, trwał festiwal w Toronto, a wszyscy przygotowywali się do premiery "Jej wysokości Afrodyty". "Byłam młoda, miałam dwadzieścia kilka lat. […] Gdy dochodzi do takiej sytuacji z twoim nowym szefem, który przewodził wytwórni i twojej kampanii oscarowej, myślisz: 'nie chcę go urazić, nie chcę go zdenerwować, chcę wyjść z tego pomieszczenia z poczuciem jakiejś godności'. I nagle dociera do ciebie, że Harvey Weinstein masuje twoje plecy. […] Nie przyjmujesz wtedy pozycji do walki. Chcesz po prostu uciec. Dlatego zarzuty wobec kobiet, które zabrały teraz głos, są niesprawiedliwe. Wszystkie ofiary powinny być zachęcane do mówienia o swej tragedii, kiedy one o tym zdecydują, ponieważ to bardzo, bardzo trudne. Nie należy ich zawstydzać lub winić" - czytamy w dalszej części jej artykułu.
Dodała, że zachowanie Weinsteina zmieniło się, gdy zaczęła spotykać się z Quentinem Tarantino. "Cieszyłam się, że mam swojego obrońcę. Pewnie dlatego Harvey zaniechał kolejnych prób. Nie chciał zadzierać z dziewczyną swej największej gwiazdy" - stwierdziła. Zaznaczyła także, że Weinstein słynął z niszczenia ludzi, którzy mogli mu zaszkodzić lub zaszli mu za skórę. Nie wie jednak, czy tylko on miał on wpływ na jej karierę. Mimo Oscara nie otrzymała kolejnych propozycji od wytwórni Miramax, a po zakończeniu jej związku z Tarantino kontakt zupełnie się urwał. Jednak w czasie ośmiu lat urodziła czwórkę dzieci. Był to jej wybór, bo zawsze pragnęła dużej rodziny. Nie może jednak udawać, że nie przełożyło się to na spadek proponowanych jej ról.

Mira Sorvino przyznała, że jest ofiarą napaści
W 2019 roku Sorvino przyznała, że była ofiarą napaści podczas randki. Zdecydowała się opowiedzieć publicznie o swojej tragedii w ramach poparcia dla wprowadzenia surowszych kar za przestępstwa seksualne w stanie Nowy Jork. Zaznaczyła, że nie będzie wchodziła w szczegóły, ale zależy jej na tym, by pomóc innym.
"Jest wiele osób, które przetrwały to, co ja, i potrzebują sprawiedliwości. Potrzebują poczucia, że mogą mieć czas na poradzenie sobie ze swoją traumą" - mówiła podczas konferencji prasowej, w której towarzyszył jej Andrew Cuomo, ówczesny gubernator Nowego Jorku.










