Przesłuchanie
Pokój przesłuchań. Zupełnie inny niż ten, jakie znamy z setek kryminalnych produkcyjniaków. Nie ciasne pomieszczenie, z ostrym oświetleniem, prostym stołem pośrodku, kamerą, ale przestronna sala, przypominająca swoim układem teatr: z miejscem na scenę i na widownię. Na komisariatach rozwiązanie raczej niespotykane, zgoła nigdy. Ale bez takiej scenografii nie rozegrałaby się jedna z najsłynniejszych scen w historii kina.
Ona - zabójczo piękna i pewna siebie pisarka krwawych kryminałów Catherine Tramell (Sharon Stone). Oni - spoceni, spięci i pełni pożądania, w tym detektyw Nick Curran (Michael Douglas). Są przekonani, że do nich należy władza. Tymczasem to ona dyryguje tym show. Najpierw zapala papierosa. Nie wolno? Aresztujecie mnie? "Nick, też chcesz zapalić?" - zwraca się bezczelnie do gliniarza, którego poznała kilka dni wcześniej i który w drodze na komisariat mówił jej, że rzucił palenie.
Napięcie rośnie, aż w końcu Catherine przekłada nogę na nogę. W mini. Bez bielizny. I bez nieśmiałości. Czy kochała ofiarę morderstwa? Nie. Uprawiali seks. Ona to lubi.
Można było to wyciąć
"Ta scena sprawiła, że zostałam ikoną, ale nie przyniosła mi szacunku" - mówiła Sharon Stone w rozmowie dla "Business Insidera" w minionym roku. Mijają dekady, a gwiazda ciągle jest przepytywana z "Nagiego instynktu".
Mogła nie zgodzić się na wykorzystanie ujęcia, w które - jak twierdzi - została wmanewrowana, ale nigdy się na to nie zdecydowała. "Jestem przekonana, że w tamtym momencie nikt z nas tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy, co dokładnie uchwyciliśmy. Kiedy Paul [Verhoeven, reżyser - przyp. red.] je zobaczył, nie chciał z niego rezygnować, ale jednocześnie bał się mi je pokazać. W pewnym sensie to rozumiem" - wspominała w tym samym wywiadzie.
Pierwszą jej reakcją na scenę było wymierzenie reżyserowi policzka. "Kiedy już się uspokoiłam, nie zażądałam usunięcia sceny, choć miałam do tego pełne prawo" - dodawała. Skontaktowała się z prawnikiem. "Myślałam o tym przez kilka dni i w głębi serca wiedziałam, że Paul ma rację. Nienawidziłam tego, że ta scena istnieje - jeszcze bardziej tego, że mi ją odebrał, zamiast pozwolić mi samej zdecydować. Ale miał rację" - mówiła z kolei w rozmowie z cyklu "Za drzwiami Actors Studio".
Manipulacja?
Kulisy realizacji nie są do końca jasne. Każdy opowiada nieco inną historię, dodaje inny detal. Przez lata opowieść ewoluuje. Scena rzekomo nie była zamierzona, w co dziś - w czasach koordynatorów intymności na planach, dbających o każdy milimetr aktorskiego ciała - trudno uwierzyć. Ale to były lata 90. Inne realia i świadomość, inna kultura pracy. Nikt o koordynatorach intymności nawet nie marzył.
Zaczęło się zwyczajnie. Kamera! Akcja! Stop! Zdejmij majtki, bo zarysowują się pod sukienką, światło fatalnie się załamuje. Dubel! Sharon zdejmuje bieliznę. Gra.
Podobno była zapewniana, że kamera co najwyżej zasugeruje nagość, ale nic nie pokaże. Wszak odpowiednie ustawienie kąta obiektywu i jego typ zmieniają całą perspektywę, budują różne kadry. Decyzja nie należy do aktora.
Scenarzysta Joe Eszterhas w książce "Hollywood Animal" stwierdził, że on takiego pomysłu nie zawarł w oryginalnym scenariuszu, że to sprawka Verhoevena. Reżyser temu nie zaprzecza, ale przedstawia inne stanowisko. Indiewire cytuje jego wypowiedź: "Sharon doskonale wiedziała, co robimy. Powiedziałem jej, że scenę zainspirowała historia kobiety, którą znałem jako student. Na imprezach często zakładała nogę na nogę bez bielizny. Kiedy mój przyjaciel zwrócił jej uwagę, że widać intymne części jej ciała, odpowiedziała: 'Oczywiście - właśnie dlatego to robię'. Wtedy Sharon i ja postanowiliśmy stworzyć podobną sekwencję". "Krąży wiele wersji na ten temat, ale pozwolę sobie zauważyć, że jestem posiadaczką rzeczonej waginy i są one bzdurne" - ripostowała aktorka.
Nie oznacza to, że Stone została we wszystko wmanipulowana. Mówiła po latach: "Wiedziałam, w jakim filmie gram. Na litość boską - walczyłam o tę rolę, a przez cały ten czas tylko reżyser był po mojej stronie".
Szczęśliwa trzynastka
Kiedy poszukiwano odtwórczyni roli Catherine, Stone miała już ponad dekadę regularnych występów przed kamerą. Widzowie znali ją z pojedynczych odcinków takich hitów serialowych, jak "Magnum" czy "Detektyw Remington Steele" oraz filmów "Kopalnie króla Salomona" (zagrała u boku Richarda Chamberlaina) czy "Pamięć absolutna" (wystąpiła z Arnoldem Schwarzeneggerem, swoją drogą film wyreżyserował Verhoeven). Dla Michaela Douglasa, który miał sporo do powiedzenia w temacie obsady nie tylko jako aktor, ale i jeden z producentów filmu, było to za mało. Chciał grać z gwiazdą równą sobie i kimś, z kim będzie mógł "podzielić" ewentualne ataki na produkcję. Długo nie chciał nawet wziąć udziału w próbie ze Stone. "Byłam przy nim nikim" - pisała w swoich wspomnieniach "The Beauty of Living Twice" aktorka.
Według "Esquire" była trzynastą kandydatką do roli. Przed nią rozważano m.in. takie aktorki, jak Michelle Pfeiffer, Geena Davis, Ellen Barkin, Kim Basinger (już po występie w równie odważnym erotycznie filmie "Dziewięć i pół tygodnia" z 1986 roku), a nawet mistrzyni komedii romantycznych Meg Ryan. Żadna z nich nie chciała jednak zgodzić się na udział w tak bezpruderyjnym filmie. Wiedziały, że producenci nie przewidują dublerek ciała.
Stone to nie zraziło. W autobiografii opisała, jak jej manager włamał się do biura castingu produkcji i ukradł kopię scenariusza. Wiedziała, że istnieje, bo Hollywood buzowało od plotek na jego temat. O prawa stoczył się zażarty bój: Joe Eszterhas ostatecznie sprzedał je za gigantyczne na tamte czasy 3 miliony dolarów. Stone chciała w tym być. Chciał jej agent, który przez siedem miesięcy - ponoć codziennie - wydzwaniał w tej sprawie do Verhoevena.
Nadużycia
Stone miała w sobie pewność siebie i odwagę, żeby stać się Catherine, ale plan wspomina jako koszmar. Mówiono do niej np. Karen, co w Stanach uchodzi za jednoznacznie pejoratywne określenie. Niektóre źródła podają, że zwracał się do niej tak producent liniowy, inne, że sam Paul Verhoeven. Na pewno filmowiec przypominał aktorce, że nie była pierwszym wyborem. "Nawet nie drugim, nie trzecim. Byłaś trzynasta do roli w tym filmie" - powtarzał.
Nadużyć było więcej. Douglas za swoją pracę otrzymał 14 milionów dolarów, a w kontrakcie miał zastrzeżony udział w ujęciach typu full frontal, czyli ukazujących mężczyznę w pełnej krasie, od przodu.
Stone dostała pół miliona i, jak wiadomo, nic z wyglądu jej ciała nie pozostało tajemnicą. Na niej też skupiła się uwaga po premierze produkcji. Do dziś to zainteresowanie trwa.
Wiele do życzenia według dzisiejszych standardów pozostawia sposób pracy nad najtrudniejszymi scenami, jak chociażby otwarciem, w którym po intensywnym zbliżeniu dochodzi do mordu. Choreografia? Przedyskutowanie tego, co się dzieje, co ma się stać?
Ponoć Bill Cable, który partnerował w scenie Stone, zemdlał w jej trakcie. Reżyser wymagał furii. Ona zadawała "ciosy", aż spanikowała, że naprawdę go zabiła.
Opowieści z planu, w których prawda miesza się z emocjami i fantazją jest naprawdę dużo. Dotyczą nie tylko Stone, ale i Jeanne Tripplehorn, która zagrała dr Beth Garner, policyjną psycholożkę romansującą z Curranem. Z nią też nikt specjalnie nie rozmawiał. To był naprawdę toksyczny plan. Na pewno z dzisiejszej perspektywy.
Społeczność LGBT mówi nie
"Nagi instynkt" wzbudził też sprzeciw społeczności LGBTQ+. Film był dla niej kolejnym mocno wątpliwym portretem osób nieheteroseksualnych w hollywoodzkim kinie. To temat na odrębny artykuł, dość jednak napisać, że postaci tego typu były przez dekady albo w ogóle nieobecne na ekranie, albo przedstawiane oględnie rzecz ujmując negatywnie jako zagrożenie destabilizujące porządek. Często były na różne sposoby "karane", w najlepszym razie umierały (jak np. w słynnej "Filadelfii" z 1993 roku z Tomem Hanksem).
U Paula Verhoevena główna biseksualna bohaterka podejrzewana jest o bycie wcieleniem zła, a zachowania towarzyszącej jej lesbijki Roxy (Leilani Sarelle) znajdują się na przecięciu podglądactwa, zaborczości i niestabilności emocjonalnej.
Protesty grup LGBTQ+ pojawiły się jeszcze zanim film trafił do kin. Toczyły się rozmowy z Eszterhasem, miał wprowadzić jakieś zmiany, które jednak nie znalazły się w ostatecznej wersji opowieści. W trakcie zdjęć oraz po premierze doszło do serii manifestacji i pikiet. Producenci próbowali nawet doprowadzić do aresztowania najbardziej oburzonych działaczy. Na szczęście do tego nie doszło. Lata 90…
Konsekwencje
Rola Catherine dała Sharon Stone złoty bilet do sławy, ale pozycję aktorki, która jest zdolna do budowy różnych postaci, nie tylko rozbierających się femme fatale, musiała sobie "wydreptać", aż do oscarowej nominacji za kreację w "Kasynie" (1995) Martina Scorsese. Dziś w dorobku ma niemal 160 kreacji, jest producentką, filantropką, autorką.
Brzemię tej, która rozbiera się przed kamerą, dźwigała jednak długo.
Najwyższą cenę zapłaciła w życiu prywatnym. W 2023 roku ujawniła publicznie, że udział w "Nagim instynkcie" przyczynił się do utracenia przez nią prawa do opieki nad synem. Sędzia pytał chłopca czy wie, że mama gra w filmach o seksie…
Śmiało czy pruderyjnie?
Czy dziś, gdy seks wylewa się z co drugiego popularnego serialu i filmu (nie mówiąc o takich twórcach kina artystycznego, jak Gaspar Noé, czy Lars von Trier, którzy nie dają żadnej przestrzeni na niedopowiedzenie) ten ułamek sekundy jeszcze elektryzuje? Czy elektryzuje sam film? A może "Nagi instynkt" jest jeszcze jednym przykładem tzw. kina męskiego spojrzenia, w którym kobiety są spychane do roli obiektów pożądania i pozbawiane podmiotowości i sprawczości?
Jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Trudno "Nagi instynkt" oglądać w oderwaniu od kontekstu - zarówno produkcyjnego, jak i kulturowego. To przykład kina, które swoją popularność zbudowało po części kosztem tych, którzy nie mieli pełnej kontroli nad własnym wizerunkiem. Oskarżenia, które wysuwa Stone są poważne, aczkolwiek… twórcy najwyraźniej doszli do porozumienia, przepracowali dawne żale i - nie tuszując przeszłości - potrafią o sobie mówić w superlatywach.
Czy seks, który widać na ekranie, przełamuje dziś granice? Na pewno ciągle może kogoś onieśmielić, ze względu na krwawy kontekst - poruszyć, ale wystarczy włączyć pierwszy lepszy odcinek "Gry o tron" albo "Bridgertonów", żeby zobaczyć więcej. Pierwszy lepszy horror czy film gore też pokaże więcej krwi. Niemniej w tamtych latach, mimo mody na thrillery erotyczne zapoczątkowanej w latach 80. - sam Douglas zagrał wcześniej razem z Glenn Close w "Fatalnym zauroczeniu" (1987), a później we "W sieci" (1994) z Demi Moore) - "Nagi instynkt" na pewno nie był filmem pruderyjnym. I zapewne przyczynił się do tego, że dziś erotyka jest tak wszechobecna w mainstreamie.
Zobacz również:
Scenariusz do dziś może być wzorem
Do najpotężniejszych atutów produkcji należy scenariusz. Joe Eszterhas, który wcześniej pracował jako reporter kryminalny, napisał go ponoć w 13 dni. Do dziś imponuje konstrukcją - wiele w nim zwodniczych tropów, niedopowiedzeń i relacji opartych na nieustannej grze. Napisany jest z precyzją, której dziś zbyt często brakuje w popularnych filmach i serialach, bazujących na tłumaczeniu widzowi, co ogląda i co się dzieje... Mimo zbyt płytkiego i stereotypowego potraktowania postaci dr Garner i Roxy, potrafi zaskakiwać i intrygować. Teatrum, które proponuje, bywa kiczowate, ale zarazem doskonale spełnia swoją rolę i buduje napięcie. Nawet kiedy wraca się do tego filmu, można ciągle coś nowego w nim odnaleźć.
Dzieło na pewno warte jest też uwagi jako "rozmowa" z kinem noir i produkcjami realizowanymi w czasach surowego Kodeksu Haysa, kontrolującego każdy ekranowy pocałunek, bohatera wykraczającego poza normy i oczekiwania. Podczas dyskusji towarzyszącej przedpremierowemu pokazowi "Nagiego instynktu" w krakowskim kinie Mikro dr hab Patrycja Włodek wymieniła film Verhoevena jako jeden z czołowych przykładów kina neo-noir. W sieci znaleźć można ogrom pasjonujących porównań i zestawień kadrów z tej produkcji z kadrami np. z Hitchocka. To podróż ciekawa sama w sobie.
Nie ma drugiej takiej postaci w kinie
Nad wszystkim, każdą interpretacją, recenzją, opowieścią o "Nagim instynkcie" góruje Catherine Tramell. W interpretacji Sharon Stone nie ma sobie równych. Pomijając charyzmę, odwagę, a może po prostu znakomite aktorstwo Stone, to Eszterhas naprawdę stworzył niesamowitą postać. Pozwolił jej zaistnieć na ekranie samodzielnie, dał jej pieniądze, niezależność, swobodę w podejmowaniu decyzji, świadomą seksualność. Ta kobieta nie jest ofiarą - to ona dyktuje warunki. To ona kontroluje mężczyzn i ich pożądanie. Kontroluje też… widzów.
Można oczywiście "Nagi instynkt" krytykować. Jest za co. Ale jest też za co chwalić. Tego filmu nie da się zamknąć w sztywnych ramach, ocenić zero-jedynkowo. Nie da się w nich zamknąć postaci Catherine. Nieustannie poza nie wykracza. Być może to właśnie ona przyczyniła się do stopniowej zmiany podejścia filmowców do obecności kobiet na ekranie? Pozostaje bohaterką ikoniczną, i to nawet gdyby wyciąć TO UJĘCIE. Bo może nic z tego, co widzimy na ekranie, "tak naprawdę" się nie wydarzyło? Może wszystko było tylko fikcją, nową książką, którą właśnie pisała, a my daliśmy się nabrać.










!["Willow i tajemniczy las" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MO6U21JOQQIAV-C401.webp)
!["Niesamowita historia Mumbo Jumbo" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MO6RYGCBJRA5W-C401.webp)
!["Jutro będę odważny" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MO652KON89J0D-C401.webp)



