Biblijny horror łamie schematy. Widzowie wyjdą z kin oburzeni

"Syn przeznaczenia" /materiały prasowe

Pierwsze kuszenie Chrystusa - taki mógłby być podtytuł "Syna przeznaczenia" Lofty’ego Nathana. Zainspirowanemu apokryficzną Ewangelią Tomasza horrorowi o wiele bliżej jest do kontrowersyjnego filmu Martina Scorsesego, niż do religijnych czytanek z logo christian movie.

Kilkanaście lat temu "Syn przeznaczenia" wywołałby pewnie niemałe kontrowersje. Maryję gra przecież tutaj gwiazda pop FKA Twigs, natomiast nastoletni Chłopiec (Noah Jupe) dopiero dojrzewa do myśli, że jest kimś wyjątkowym. W heretyckiej (z puntu widzenia katolickiej ortodoksji) ekranizacji powieści Nikosa Kazandzakisa "Ostatnie kuszenie Chrystusa" w ujęciu Martina Scorsesego, Jezus był rozdarty między człowieczeństwo i boskość. Bał się swojego losu na Golgocie i jego ostatnim kuszeniem była wizja założenia rodziny z ukochaną kobietą. Film wywołał realny skandal i na jakiś czas popsuł relacje Scorsesego z kościołem. Dziś żyjemy w czasach laickich i postchrześcijańskich, w których pozycja pogrążonego w swoich problemach Kościoła katolickiego jest mocno osłabiona. "Syn przeznaczenia" wywoła co najwyżej wzruszenie ramion.

Reklama

"Syn przeznaczenia": demoniczny horror o Jezusie. Odważny i inspirujący

Szkoda, bo film Nathana powinien wywołać choćby minimalny religijny ferment. Jest to kino formalnie odważne i inspirujące (choć tylko momentami) do teologicznej dysputy o człowieczeństwie Jezusa i jego relacji z Józefem, w którego wciela się sam Nicolas Cage, również producent tego skromnego (10 milionów dolarów budżetu) biblijnego horroru. To zresztą ciekawe pomieszanie gatunków, mające swój początek w przełomowej "Pasji" Mela Gibsona, który ukazując szatana i jego wysłanników w postaciach opętanych małolatów, sięgnął po stylistykę kina grozy klasy B. Pochodzący z egipskiej rodziny należącej do Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego Lofty Nathan postanowił całościowo opowiedzieć o pominiętym w kanonicznych Ewangeliach okresie życia Jezusa za pomocą gatunku, jakim jest demoniczny horror.

"Syn przeznaczenia" opowiada dwie historie. Pierwsza to zmaganie się Józefa ze swoją wiarą. Józef jest cieślą, który z jednej strony stara się być bogobojnym człowiekiem, ale z drugiej, by zarobić na rodzinę, tułającą się od czasu prześladowań Heroda, wykonuje zlecenia pogan, co jest jawnym bałwochwalstwem. Józef musi też poradzić sobie z tajemnicą narodzin dziecka, którego nie jest biologicznym ojcem. Dziecka, którego ojcem ma być sam Jahwe. 

Druga historia opowiada o dorastaniu nastolatka, szukającego swojej tożsamości. Chłopiec zmaga się z surowym ojcem i szuka pocieszenia u bezwzględnie kochającej matki, ale też czuje, że nie wie kim jest. Typowe dla nastolatka, nieprawdaż? Tyle że on typowy nie jest. Powoli rodzą się w nim "moce" uzdrawiające trędowatych i wskrzeszające owady. Jest tym przerażony, ale (w przeciwieństwie do Jezusa z filmu Scorsesego) jeszcze świadomie z Bogiem się nie wadzi.

Nie porównuję artystycznie świetnego filmu Scorsesego do horroru Nathana. To zupełnie inna filmowa parafia. Jedno natomiast oba dzieła łączy - postać kusicielki o urodzie niewinnej dziewczyny. Chłopiec spotyka tajemniczą postać (Isla Johnson), która próbuje go przeciągnąć na swoją stronę, pokazując, że ludzkość jest niewarta obrony. U Scorsesego kuszeniem była cielesność. W "Synu przeznaczenia" cena za odejście od Boga jest bardzo niejasna i w ostatecznym rozrachunku mało przekonująca. Tyle że wiecznie zmagający się z własną religijnością Scorsese i scenarzysta Paul Schrader mieli ambicje dotknięcia głębokiej teologicznej prawdy, natomiast Nathan skupia się na wizualnym aspekcie walki z demonem. Ba, jest nawet pojedynek Chłopca z szatanem. Na gołe pięści!

"Syn przeznaczenia" może wywołać oburzenie

"Syn przeznaczenia" w interesujący sposób dotyka tematu misji Józefa, cielesnego i duchowego dojrzewania nastoletniego Jezusa i przeobrażenia się Maryi w Matkę Boską. W finale nakłada ona nawet na głowę niebieski welon. Jest to gatunkowo klasyczny horror z jump scare'ami, scenami egzorcyzmów i demonicznymi straszydłami. Nawet Nicolas Cage nie mógł odmówić sobie przyjemności wybuchu furii, co jest jego (memicznym już) znakiem rozpoznawczym. Wychowani na ckliwych produkcjach z logo christian movie (serial "Biblia" czy katechetyczne koszmarki, jak "Bóg nie umarł") będą pewnie oburzeni samym pomysłem, by kawałek historii Jezusa opowiadać za pomocą horroru. Miłośnicy poprawnych teologicznie i monumentalnych dzieł Franco Zeffirelliego ("Jezus z Nazaretu") i George'a Stevensa ("Opowieść naszych czasów") powinni również wizję Nathana omijać szerokim łukiem.

Co natomiast z kinomanami wychowanymi na odważnych opowieściach o Jezusie, które kręcili tacy mistrzowie jak Scorsese, Pasolini, Wajda, Gibson czy grupa Monty Python? Artystycznie mogą być rozczarowani, ale ja akurat należę nie tylko do miłośników kina wymienionych filmowców, ale też kocham trashowe horrory. "Syn przeznaczenia" jest tanim biblijnym kinem kręconym na udającej Judeę Krecie, gdzie zresztą swoje muzeum ma Nikos Kazandzakis. Może jego duch unosił się nad tym zdumiewającym dziełem o nastolatku, który walczy z demonicznymi wężami?

7/10

"Syn przeznaczenia" ("The Carpenter's Son"), reż. Lotfy Nathan, Wielka Brytania, Francja 2025, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 28 listopada 2025 roku.

Zobacz też:

Nieopowiedziana część historii Polski. Ten film pokazuje szokującą prawdę 

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL