Review bombing to rodzaj aktywności internetowej polegającej na zalaniu wybranego dzieła popkultury negatywnymi opiniami i ocenami. Najczęściej nie wynikają one jednak z poziomu jego realizacji. Ważniejsze są kwestie kulturowe lub polityczne - podjęty temat, casting, kontekst fabuły. Wszystko, co wywołuje silne i skrajne emocje. Biorący udział w review bombingu zwykle nie zapoznają się nawet z krytykowanym dziełem. Liczy się zniechęcenie do niego jak największej ilości osób.
W kontekście przemysłu filmowego zalew negatywnych opinii jest widoczny na portalach społecznościowych pozwalających na ocenianie kolejnych tytułów, na przykład zagranicznych Internet Movie Data Base i Rotten Tomatoes oraz polskim Filmwebie. Jednym z pierwszych przykładów była akcja fanów "Mrocznego Rycerza" wymierzona w "Ojca Chrzestnego" w 2008 roku. W rankingu stu najlepiej ocenianych produkcji Internet Movie Data Base dzieło Francisa Forda Coppoli zajmowało przez długi czas pierwsze miejsce. Po premierze drugiej części przygód Batmana od Christophera Nolana jego zwolennicy zaczęli wystawiać otwarciu sagi rodziny Corleone najniższe możliwe oceny. Wszystko po to, by "Mroczny Rycerz" stanął na szczycie rankingu. Udało im się osiągnąć ich cel - przynajmniej na jakiś czas.

Twórcy "Odysei" dystansowali się od hejtu w sieci
Z review bombingiem spotykają się często wysokobudżetowe produkcje. Dotknął on zarówno filmów, które odniosły sukces ("Gwiezdne wojny, epizod VIII: Ostatni Jedi", "Kapitan Marvel"), jak i tych, które nie spotkały się z zainteresowaniem widzów ("Marvels", aktorska "Królewna Śnieżka"). Ostatnio mierzyła się z nim "Odyseja" Christophera Nolana, która weszła do kin na całym świecie 17 lipca 2026 roku.
Brytyjski reżyser naraził się internautom, obsadzając w roli Heleny Trojańskiej i jej siostry Klitajmestry wywodzącą się z Kenii Lupitę Nyong'o, laureatkę Oscara za drugoplanową kreację w "Zniewolonym". Sytuację zaogniły plotki, że w Achillesa wcieli się Elliot Page, transpłciowy aktor. Okazała się ona nieprawdziwa. Page zagrał Sinona, greckiego żołnierza. "Moglibyście mi zapłacić, żebym zatopił ten film, a i tak bym na to nie wpadł" - napisał Kevin Sorbo, dawny gwiazdor serialu "Hercules". Z kolei Elon Musk zarzucił Nolanowi, że casting wynika z jego chęci zdobycia najważniejszych nagród. Nie odniósł się do faktu, że jego poprzedni film, "Oppenheimer", otrzymał siedem Oscarów, w tym za najlepszy film i reżyserię, chociaż w głównej obsadzie nie znaleźli się przedstawiciele mniejszości.
Chociaż oskarżenia Muska nie mają wiele z rzeczywistością, hejt wokół castingu "Odysei" narastał. Nyong'o nie zamierzała się do niego odnosić. "To mitologiczna opowieść. Bardzo popieram intencje Chrisa i jego wersję tej historii. Nasza obsada jest reprezentatywna dla świata. Nie tracę czasu na wymyślanie argumentów na swoją obronę. Krytyka zawsze będzie się pojawiać. [...] Obsada jest taka, jaka jest. Zajmujemy się epicką narracją naszych czasów" - stwierdziła w wywiadzie dla "Elle". Podobnego zdania był Nolan. "Takie rzeczy pojawiają się, zanim ludzie zobaczą film. Nie mają one znaczenia, bo nikt z komentujących nie wie, jak wygląda ukończone dzieło" - stwierdził reżyser w rozmowie z "The Telegraph". Dodał, że spotykał się z podobnymi emocjami, gdy zaczynał pracę nad adaptacją komiksów o Batmanie.
Większość portali filmowych pozwoliła na wystawianie ocen "Odysei" 15 lipca, w dniu, w którym spadło embargo na recenzje filmu. Chociaż krytycy wypowiadali się w ogromnej większości bardzo pochlebne, serwisy zalała fala skrajnie negatywnych opinii i najniższych ocean. Czytaliśmy w nich o poprawności politycznej, ataku na zachodnią cywilizację oraz forsowaniu lewicowej ideologii. Review bombing nie zniechęcił jednak widzów do wizyty w kinie. Po swoim pierwszym weekendzie film zarobił na całym świecie 264 miliony dolarów. Spotkał się także z bardzo pozytywnym odbiorem kinowej publiczności. Co ciekawe, treści wymierzone w "Odyseję" szybko przestały być masowo powielane. Inaczej było w przypadku np. "Królewny Śnieżki" Marca Webba, którą także spotkał internetowy hejt za casting. Gdy film okazał się frekwencyjnym i artystycznym rozczarowaniem, ataki trwały długo po jego zniknięciu z kin.

Review bombing po polsku
Review Bombing dotknął także polskie produkcje. Najlepszym przykładem jest "Zielona granica", nagrodzone na festiwalu w Wenecji dzieło Agnieszki Holland z 2023 roku. Film skupiał się na kryzysie na granicy Unii Europejskiej i Białorusi, do którego doszło w 2021 roku. Przedstawiał go z perspektywy uchodźców, członka straży granicznej, oraz psycholożki, która włącza się w pomoc migrantom. W Polsce produkcja spotkała się z dobrym przyjęciem wśród recenzentów i przedstawicieli środowiska filmowego. Krytykowali go jednak ówcześnie rządzący politycy. "Zielonej granicy" zarzucano atak na polski mundur oraz wpisywanie się w rosyjską propagandę. Negatywne stanowisko wyrazili także przedstawiciele Straży Granicznej RP.
Światowa premiera "Zielonej granicy" odbyła się 5 września podczas festiwalu w Wenecji. Film wszedł do polskich kin 17 dni później. Jednak jeszcze przed jego debiutem w rodzimych kinach doczekał się blisko ośmiu tysięcy negatywnych opinii w portalu Filmweb. W rezultacie serwis zablokował czasowo możliwość wystawienia ocen dla filmu Holland. "Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, iż jest to zmasowany atak. Nigdy do tej pory nie spotkaliśmy się z tak potężną akcją wymierzoną przeciwko jakiemuś konkretnemu filmowi" - mówił Łukasz Muszyński, wówczas zastępca redaktora naczelnego Filmwebu dla TOK FM. Dodał, że wcześniej zdarzało się, by użytkownicy wystawili niskie oceny bez oglądania filmu, na przykład przy okazji premier "Wałęsy. Człowieka z nadziei" Andrzeja Wajdy lub "Smoleńska" Antoniego Krauzego. "Natomiast w przypadku 'Zielonej granicy' jest to doprowadzone do ekstremum" - zaznaczył.
"Zablokowaliśmy dodawanie komentarzy pod wszelkimi newsami o 'Zielonej Granicy'. Zablokowaliśmy także komentarze pod ocenami krytyków, ponieważ w dużej mierze nie tyle wyrażały one opinie, ile składały się z samych inwektyw. [...] Biorąc pod uwagę, że film był pokazywany do tej pory jedynie na festiwalu w Wenecji, mamy prawo podejrzewać, iż większość oceniających nie widziała go" - kontynuował Muszyński.
Z kolei Monika Łuczak, manager ds. projektów specjalnych portalu Filmweb, przyznała w rozmowie z "Wirtualnymi mediami", że decyzja spotkała się ze zrozumieniem większości użytkowników. "Oczywiście zdarzały się głosy krytyczne na forum czy też w mediach społecznościowych, ale były to indywidualne przypadki. Zdecydowana większość użytkowników zrozumiała, dlaczego podjęliśmy taką decyzję, i ją zaakceptowała". Dodała, że negatywne oceny i komentarze dotyczące filmu Holland, które zostały zamieszczone przed polską premierą, pochodziły przede wszystkim od indywidualnych osób, a nie tzw. multikont.
Internetowy hejt nie zniknie
Niestety, review bombing jest stałym zjawiskiem w przemyśle rozrywkowym. Nic nie wskazuje, by miał on zniknąć w przyszłości. Pozostaje zachęcać, by potencjalni widzowie nie dali porwać się fali negatywnych emocji i sami wydali werdykt - po seansie.











