Za nami blisko dwa tygodnie kinowych wrażeń we Wrocławiu - 26. Międzynarodowy Festiwal Filmowy TAURON Nowe Horyzonty dobiegł końca. Na zakończenie odbył się premierowy pokaz najnowszej produkcji Agnieszki Smoczyńskiej, która już od kilku tygodni podbija międzynarodowe festiwale. "Hot Spot" otrzymał m.in. Specjalne Wyróżnienie Jury w Konkursie Głównym na 30. Fantasia International Film Festival w Kanadzie, gdzie miał swoją światową premierę. Teraz zaskoczył widzów Nowych Horyzontów, a już we wrześniu powalczy o Złote Lwy w ramach Konkursu Głównego 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Pod koniec tego samego miesiąca trafi wreszcie na ekrany polskich kin.
2 sierpnia odbył się drugi pokaz filmu "Hot Spot" w ramach Nowych Horyzontów, podczas którego obecni byli twórcy dzieła. Najpierw zapowiedzieli seans, a po zobaczeniu przez festiwalowiczów obrazu odpowiedzieli na ich wnikliwe pytania w ramach specjalnej sesji Q&A. W trakcie projekcji na próżno było szukać wolnych miejsc (sala, w której odbywała się projekcja, mieści ponad 560 osób), a wcześniej kolejka do wejścia sięgała schodów i pierwszego piętra wrocławskiego kina. Spotkanie z twórcami cieszyło się więc ogromnym powodzeniem, a chętnych do zadawania pytań wśród publiki nie brakowało.
"Bardzo dziękujemy za tak liczne przybycie. Bardzo dziękujemy również Nowym Horyzontom za zaproszenie, bo faktycznie jest tak, że przyjeżdżamy tutaj i oglądamy filmy od 20 lat - jest to ogromny zaszczyt i radość" - zapowiadała Agnieszka Smoczyńska przed seansem.
"Nad tym filmem pracowaliśmy kilka lat. Robert Bolesto jest pomysłodawcą i stworzył cały ten świat. Pamiętam, jak przeczytałam scenariusz, to bardzo mnie poruszyło, że opowiada o dzisiaj, teraz, w sposób przewrotny i metaforyczny, że opowiada o naszych lękach, ale też o naszych radościach. Opowiada o dwóch dniach z życia mężczyzny w dość późnym, średnim wieku, i jego rodziny. Nie chcę mówić zbyt dużo, żeby nie spojlerować. Mam tylko nadzieję, że państwo zanurzycie się w ten świat, że będziecie się w nim czasem czuć komfortowo, czasem nie. I bardzo serdecznie zapraszam na rozmowę po seansie" - dodała reżyserka "Hot Spota".
W spotkaniu w ramach 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty uczestniczyli oprócz Agnieszki Smoczyńskiej: Andrzej Konopka (odtwórca głównej roli), Robert Bolestro (scenarzysta), Zuzanna Wrońska (muzyka), Beata Liszewska (montaż) i Jakub Kijowski (zdjęcia).
Spotkanie z twórcami filmu "Hot Spot" w ramach 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty
Pierwsze pytania w sesji Q&A zadawane były przez prowadzącą. Do mikrofonu wywołany został najpierw Robert Bolesto - pomysłodawca "Hot Spota". Scenarzysta został zapytany, jakie zmiany zaszły w świecie przez ostatnich sześć czy osiem lat pracy nas dziełem, które jednocześnie utwierdziły go w przekonaniu, że to jest dobry kierunek scenariusza. "Najpierw to miał być thriller erotyczny - trochę zostało, ale niedużo. To znaczy ja uważam, że i tak tam jest dużo. To było najważniejsze" - odpowiedział żartobliwie twórca. Prowadząca dopytała go jednak o zmiany, które zachodziły na przestrzeni lat w scenariuszu i o to, czy zmuszony był zmieniać swoją koncepcję pod wpływem rozwijającego się świata. "Nie aktualizowałem, tylko z kolejną wersją pisałem świeże rzeczy. To powstawało od 2016 r. Pierwszym punktem zapalnym było pojawienie się słowa postprawda. To lewica to zaczęła i to mnie bardzo interesowało. Teraz już wszyscy wiemy, co to jest fake news, a wtedy jeszcze to nie było takie oczywiste. Chciałem zrobić taki scenariusz, który był fake newsem po prostu" - podsumował Bolesto.
Kolejne pytanie prowadząca skierowała do Agnieszki Smoczyńskiej, która zmierzyła się z wyjaśnieniem, jak udało jej się zachować konwencję, w której zaczęła film od szczęśliwych, zabawnych i pełnych spokoju scen, aby z każdą kolejną minutą produkcji dawkować niepokój. "Ta konwencja była zapisana w scenariuszu i wynikała z Dżony'ego jako głównej postaci. Ponieważ on jako postać był zapisany, ale też to, jak wygląda, jak się zachowuje [...] bardzo dużym wyzwaniem było przejście granicy i odważenie się, żeby tak pokazać detektywa, a nie w płaszczu, niewidzialnego, który ma podglądać i się przemykać. U nas to była taka gwiazda rocka... No może nie była, bo ciągle z nadzieją (śmiech)" - ujawniła Smoczyńska.
"To był pierwszy krok. Później rozmawialiśmy z Robertem, że to ma być mieszanina gatunków - nie wyłącznie thriller, ale też antykryminał, czyli historia, gdzie ta zagadka kryminalna jest kompletnie nieważna. Od początku było też zapisane, że historia ma przyspieszać bardzo dynamicznie pod koniec. Dla mnie, jako twórczyni, jak myślałam o tym świecie i budowaniu tej konwencji, to był to na pewno Dżony, który spotyka taką kobietę, jak Rana - dwa kompletnie różne światy, które muszą się ze sobą zderzyć, które wydaje nam się, że są nie do pogodzenia, a muszą nawiązać ze sobą kontakt" - dodała reżyserka.
Andrzej Konopka z kolei wypowiedział się od strony aktorskiej, poruszając temat grania w języku angielskim i u boku partnerów z różnych krajów. "Ja oczywiście byłem na początku przerażony, jak przeczytałem scenariusz i padła taka propozycja. Aktor w Polsce jest kształcony o metody psychologiczne, a niektóre sytuacje zapisane w scenariuszu były mocno za ten schemat wykraczające. Poza tym to był taki świat, którego siłą rzeczy nie znamy. Zawsze jak jest świat historyczny, można o tym poczytać, zainspirować się, obejrzeć ryciny, poczytać pieniążka. Niektóre rzeczy tu musiałem sobie wymyślić i, krótko mówiąc, odważyć się, wskoczyć w to" - zaczął aktor.
"Jedno z moich pierwszych pytań, jakie padły do Agnieszki, było o język. Bo jak wiemy, jest on rzeczą podstawową, bazową w naszym życiu. Zapytałem, jak oni będą rozmawiać ze sobą, bojąc się o mój angielski w filmie. Bałem się tego, że będę udawał... Będę kolejnym polskim aktorem, który mówi z nowojorskim akcentem, co jest oczywiście nie do podrobienia i zostanie zdemaskowane po pierwszym słowie. Zaproponowałem więc, że może ci bohaterowie mówiliby ze swoimi akcentami. To też się zgadzało z tym, co Robert napisał, że każdy z tych ludzi przychodzi skądś indziej" - kontynuował Konopka.
Beata Liszewska, zajmująca się w "Hot Spocie" montażem, opowiedziała o pierwszym tego typu projekcie w jej karierze. "Dla mnie zaskakującym doświadczeniem było to, że wszyscy biorą udział w procesie nie tylko montażu, ale w ogóle powstawania filmu. Ja zaczęłam montaż od pierwszego dnia zdjęciowego, byłyśmy w stałym kontakcie z Agą, ale jak zakończyły się zdjęcia, to też w tym procesie uczestniczyli wszyscy. Robert, jako scenarzysta - mi się to nigdy wcześniej nie zdarzyło - też brał udział w montażu. Ten świat jest tak skomplikowany, że żeby te zasady funkcjonowania nie zostały przekroczone [...] to Robert mi opowiadał o tym świecie" - opowiedziała Beata Liszewska.
"Ja na przykład montowałam scenę, oglądaliśmy ją wspólnie i Lenar (sound designer - przyp. red.) brał ją na warsztat. Spotykaliśmy się wtedy w montażowni i rozmawialiśmy wspólnie, co można przemontować, jaki on ma pomysł na dźwięk, jak ja mogę to poprawić w montażu, żeby wyszło jak najlepiej. Plus jeszcze Zuza z Marcinem, którzy pisali muzykę. Andrzej też brał udział w montażu. Wszyscy byliśmy jak takie trybiki w perfekcyjnym szwajcarskim zegarku" - podsumowała montażystka.
Zuzanna Wrońska, która współpracowała z Marcinem Macukiem nad muzyką do filmu, opowiedziała o wyzwaniach, jakie towarzyszyły im jako twórcom dźwiękowym. "Najważniejsze dla nas było połączenie tych dwóch światów [...], mając historię NeoSoulowców, którzy komunikują się w sposób naturalny, muzyczny, żywy, autentyczny i są chórem ludzi, którzy są przeciwko światu, który jest techniczny i bardzo syntetyczny. To było chyba największym problemem, żeby te dwa elementy mogły ze sobą współgrać i żeby to było strawne razem" - podkreśliła. Twórczyni wyjawiła też, jakich wpływów muzycznych możemy doszukać się w filmie. "Inspiracje z lat 80. czy fascynacje retro instrumentami oraz samplerami. Mix od Davida Bowiego przez Louie Anderson, przez Pata Metheny'ego. Ale też inspiracje, takie jak muzyka z 'Miami Vice'" - powiedziała podczas spotkania. Jednocześnie dodała, że wraz z Maricnem Macukiem skupiali się na aspekcie emocjonalnym i postaciach wymyślonych przez Roberta Bolesto - to na nich samych i ich charakterach zbudowanych zostało sporo kompozycji.
Prowadząca zapytała następnie o inspiracje Jakuba Kijowskiego. Twórca zaznaczył, że nie wzorował się w swojej pracy na żadnym wcześniej stworzonym świecie. "Myśleliśmy, żeby nie popaść w manierę podrabiania żadnego z dotychczasowych obrazów [...] Posługiwanie się małymi znakami, to było coś, na co sobie pozwalaliśmy i co lubimy, to były cytaty z innych filmów. Ale staraliśmy się, żeby film jako całość był opowiedziany na nowo, jako nasza indywidualna wypowiedź" - podkreślił Kijowski. Wyznał przed publicznością także, jaką atmosferę i klimat dzieła najbardziej chciał uzyskać. "Dużo mojego wysiłku było w tym, żeby ten film wyglądał, jakby było sucho, gorąco, jakby wszystko było spalone słońcem" - powiedział.
Autor zdjęć ujawnił również, kiedy w teamie wykreowała się konkretna wizja na to, jak świat przedstawiony w "Hot Spocie" ma wyglądać. "Przełomem było, gdy sobie ustaliliśmy, że to będzie retrofuturyzm. Nie taki futuryzm, w którym ludzie latają, samochody latają i tak dalej. To jest ciekawe, bo tu wizja przyszłości jest niepokojąca przez to, że my sobie zdajemy sprawę, że ta świetność cywilizacji już minęła" - skwitował Kijowski.
Po pokazie "Hot Spota" na festiwalu Nowych Horyzontów odbyła się sesja Q&A z twórcami. O co pytali widzowie?
Po wyczerpujących odpowiedziach twórców na pytania prowadzącej spotkanie przyszedł czas na przekazanie mikrofonu publiczności. Jedna z widzek w ramach Q&A zapytała o zakończenie filmu i pojawiające się w nim elementy, oczekując pewnych wyjaśnień. "Bo tak było napisane w scenariuszu" - odpowiedział żartobliwie Andrzej Konopka, wywołując śmiech na sali. "Ten film jest bardzo spójny w środku. [...] Jak państwo tam dobrze pogrzebiecie, to jest to świetnie wymyślone i się trzyma kupy. Ale niektóre rzeczy wydają się niezrozumiałe, bo moim zdaniem logika tego filmu to logika snu. Coś się zdarza, znam miejsce, znam ludzi, ale to wszystko zachowuje się w dziwny sposób, pojawiają się rzeczy niesamowite, tego snu nie rozumiem, co mnie wprawia w dygot i metafizyczny lęk" - wyjaśnił aktor grający Dżony'ego.
Padło również pytanie o miejsce, w którym kręcono niektóre ze scen "Hot Spota". Okazało się, że jest to rzeczywiste, opuszczone wiele lat temu lotnisko. "To jest Ellinikon w Atenach. Prawdziwe lotnisko i tam naprawdę był obóz dla uchodźców. Ono było kiedyś symbolem Aten i kapitalizmu. Pamiętam, jak producentka pokazała mi, że dokładnie w tych miejscach, gdzie my byliśmy, był obóz dla uchodźców. W momencie, gdy kręciliśmy, tam wjeżdżały buldożery - stąd są też niektóre dźwięki, postanowiłam je wykorzystać. [...] Teraz będą tam domy dla bogaczy, w ogromnej przestrzeni nad samym morzem. I park rozrywki" - wyznała Agnieszka Smoczyńska.
Jeden z widzów dopytał jeszcze o miejsce kręcenia akcji, chcąc dowiedzieć się, jak twórcy wpadli na pomysł nagrania "Hot Spota" w Grecji. "Najpierw to było zapisane w Polsce - w Modlinie, w bazie wojskowej. Robert zapisał też, że nie ma roślinności i nie ma zwierząt w tym świecie. Ja sobie zawsze to wyobrażałam właśnie na ziemi greckiej. Byliśmy razem z Robertem na takim festiwalu Oxbelly i tam poznałam grecką producentkę, zaczęłam opowiadać jej o tym. [...] Ona mi właśnie wtedy pokazała zdjęcie tego Ellinikonu" - opowiedziała reżyserka dzieła, dodając po chwili, jak wyglądała ich pierwsza wizyta w miejscu nagrań. "Tam były pożary wtedy. Pamiętam, jak wjechaliśmy w ten spalony las, to przeraziła nas grobowa cisza, to, że tam nie ma żadnego zwierzęcia w przyrodzie" - wyznała Smoczyńska.
Na koniec widzka zapytała o typologię świata "Hot Spota", skupiając się na biobotach występujących w filmie. Scenarzysta, Robert Bolesto, opowiedział, że są to wytwory powstałe z połączenia maszyny z białkiem zwierzęcym. "Wyszliśmy z prostej rzeczy - że to jest taki odkurzacz, który zje wszystko. W pierwszych wersjach scenariusza był taki pomysł, że będą po kolei jadły miasto, które jest już puste i zaczną jeść budynki, żeby uzyskać energię" - wyjawił twórca.
O czym opowiada film "Hot Spot" Agnieszki Smoczyńskiej?
"Hot Spot" to futurystyczny thriller science-fiction, który skłania widza do refleksji nad relacją człowieka i nowych technologii. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, gdzie porządek społeczny i - jak powiedziała sama reżyserka - "władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza" są nadzorowane przez świadomą sztuczną inteligencję, nazywaną Głową. Główny bohater, Dżony, będący detektywem prowadzącym śledztwo w sprawie morderstwa w ośrodku dla uchodźców, trafia na trop kobiety, która może zagrozić cyfrowemu systemowi.
















