Mam wrażenie, że patrzysz na świat sensualnymi obrazami: włosy sztywne od soli, skóra szczypiąca od słońca, gęsia skórka po kąpieli w morzu. Jak opisałabyś swoją Francję?
Joanna Hoffmann, Freakery: Kieruję się zasadą, że właśnie teraz dzieje się to, za czym kiedyś będziemy tęsknić. To, jak postrzegam codzienność, wynika z mojej potrzeby zapamiętywania. Chcę nie tylko patrzeć, ale wszystko dokładnie widzieć tak, żeby po zamknięciu oczu mieć wrażenie prawdziwego doświadczania wszystkimi zmysłami. Idąc tym tropem, moja Francja to nie tylko odwiedzanie miejsc cennych historycznie i kulturowo. To wspomnienie zaparowanych szyb jesienią w paryskim Polidorze, taniec boso w jedynym otwartym bistro na Montmartre czy liczenie, ile osób czyta książki w Ogrodach Luksemburskich. Dzięki uczestniczeniu w tym, co znajduje się poza przewodnikami, łatwiej jest mi wyjść poza kliszę.
Mówisz o sobie, że jesteś flâneurem. Możesz wyjaśnić, o kogo chodzi?
- Flâneur narodził się w XIX-wiecznym Paryżu. To powolny, uważny obserwator miasta, brzydzący się pośpiechem. Na szczęście flanerowanie nie jest reliktem przeszłości, tylko wciąż aktualną formą spędzania wolnego czasu, a może raczej - odnajdywania go na przekór pędowi codzienności. W moim przypadku - flâneuse, czyli żeński odpowiednik flâneura - to spacerowiczka, która bacznie przygląda się światu i traktuje ulicę jak teatr życia.
Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy przeciwwagi dla pośpiechu. Ilość bodźców i wszechobecnych algorytmów tworzy pętlę, w której mimo zmęczenia chcemy być nieustannie dostępni i poinformowani, ze strachu przed tym, że coś nam umknie. W pewnym momencie zrozumiałam, że internet jest nieskończony, a moja uwaga - nie. W końcu zdałam sobie sprawę, że nawet jeśli będę próbowała, nigdy za tym wszystkim nie nadążę, a jedyne momenty, w których czuję się kreatywna i naprawdę odpoczywam, to te bez zasięgu. Wtedy postanowiłam świadomie wybierać treści, które konsumuję i robić to, kiedy mam na to przestrzeń. Nie ma cenniejszej waluty niż nasza uwaga i warto o nią dbać - a czasem w ramach buntu wybierać offline i flanerowanie.

Francuzki uchodzą za ikony stylu, ale rzadko wyglądają tak, jakby bardzo się starały. Na czym polega ten paradoks?
- Z jednej strony jest to pewna klisza, ale z drugiej - Francja stworzyła archetyp nowoczesnej, stylowej kobiety. Dlaczego nas to pociąga? Ponieważ mit francuskiego stylu bazuje na tym, czego brakuje nam przy superszybkich trendach i jeszcze szybszej modzie: czasie poświęconym na budowanie własnego stylu.
Fascynuje nas pozorna prostota zestawów i nonszalancja, z jaką są noszone. Sekret tkwi w selekcji rzeczy dobrej jakości i konsekwentnym powtarzaniu elementów garderoby, z którymi zaczynamy być kojarzeni. Kto nie myśli o Jane Birkin, patrząc na wiklinowy koszyk?
Francuski styl nie odstrasza, bo większość tych rzeczy mamy już w swoich szafach. Nie rodzi też przymusu perfekcji - sprawia raczej wrażenie, jakby mówił: "Mam ciekawsze rzeczy do robienia niż stanie godzinami przed szafą".
Francuski styl często kojarzymy z modą, ale mam wrażenie, że zaczyna się dużo wcześniej - od sposobu patrzenia na świat. Co według ciebie najbardziej definiuje francuską estetykę?
- Moim zdaniem francuska estetyka zaczyna się od przekonania, że codzienność jest warta celebrowania. Zwyczajne piękno jest naturalnym elementem dobrze przeżywanego życia. Nie potrzebujesz restauracji z gwiazdką Michelin, żeby spędzić wartościowy czas z przyjaciółmi. Nie potrzebujesz też drogiej metki, żeby mieć swój ulubiony trencz. Francuzi od wieków traktują smak, piękno i kulturę nie jako luksusowe dodatki, ale integralną część życia.
Drugim ważnym elementem jest zamiłowanie do niuansu. Francuska estetyka nie lubi dosłowności ani nadmiaru. Częściej operuje sugestią, dzięki czemu pozwala patrzeć na świat przez pryzmat własnych doświadczeń.

Za co kochasz francuskie kino? Co jest takiego szczególnego w sposobie opowiadania historii przez Francuzów?
- Lubię to, że francuskie kino często nie prowadzi widza za rękę, tylko zostawia niedopowiedzenia. Oczywiście francuskie filmy to nie tylko produkcje studyjne, ale w wielu czuć oddech i przestrzeń potrzebne opowiadanej historii.
Bohaterowie wymykają się prostym ocenom, a fabuła nie zawsze biegnie linearnie. Chyba wynika to z faktu, że Francja, jako kolebka kina, od początku traktowała film jako ważne narzędzie wyrazu artystycznego i intelektualnego, a nie wyłącznie jarmarczną rozrywkę. Przy tym francuskie kino nie boi się zadawać pytań ani zrywać z filmową tradycją, czego przykładem jest Nowa Fala.
Właśnie trwa w polskich kinach 17. Przegląd Nowego Kina Francuskiego. Która historia uwodzi cię najbardziej?
- Najbardziej ciekawi mnie "Obcy" François Ozona. Lubię historie, które nie dają łatwych odpowiedzi. Po zwiastunie mam wrażenie, że reżyser nie tyle ekranizuje powieść Camusa, ile próbuje sprawdzić, jak jej niepokój rezonuje dzisiaj.
Drugą pozycją jest "Nowa Fala". Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób zostanie przedstawiona historia o tym buntowniczym okresie we francuskim kinie, który na zawsze zmienił sposób opowiadania historii.
Głównym partnerem Przeglądu Nowego Kina Francuskiego jest Peugeot. Z czym kojarzą ci się samochody tej marki?
- Styl samochodów Peugeot kojarzy mi się z towarzyszem, który ma idealnie działać w codzienności i miejskiej przestrzeni. To marka, która rzadko krzyczy - nie musi być ostentacyjna, podobnie jak francuski styl. Nawet gdy proponuje bardziej wyraziste rozwiązania, forma nie jest przerysowana. Peugeot kojarzy mi się też z francuską ideą designu, w której samochód nie jest tylko środkiem transportu, ale elementem kultury wizualnej miasta.
Miałam przyjemność testować model 208 GT i okazał się idealnym towarzyszem podróży. Jazda była relaksująca, a wspierające kierowcę technologie szybko pozwoliły mi zrozumieć, dlaczego ten model tak dobrze odnajduje się w miejskim rytmie.

W twoim świecie ważne miejsce zajmują rzeczy z historią. Masz jakąś pamiątkę z Francji, która ma dla ciebie szczególne znaczenie?
- Mam tradycję przywożenia z podróży płyt winylowych. Najcenniejsze archiwalne wydania muzyki francuskich twórców przyjechały ze mną z Paryża w upalne lato ubiegłego roku. Oprócz zapachów i smaków to właśnie muzyka jest moim ulubionym wehikułem wspomnień.
A miejsce? Zdradź nam, gdzie najchętniej spędzasz czas, kiedy odwiedzasz Francję.
- Pewnie nie będę oryginalna - w Paryżu. Po pierwszej podróży, podczas której zobaczyłam wszystkie obowiązkowe punkty miasta świateł, przy kolejnych wizytach postanowiłam zrezygnować z internetowych rekomendacji i po prostu iść przed siebie, gubiąc się w uliczkach. Mam wrażenie, że właśnie wtapiając się w miejskie życie, można doświadczyć najciekawszego.
Pytanie na koniec: czego Polacy mogliby nauczyć się od Francuzów, a czego Francuzi zazdroszczą nam, Polakom?
- Myślę, że Polacy mogliby nauczyć się od Francuzów, że nie wszystko trzeba optymalizować. Niektóre rzeczy warto robić wolniej. Francuski nawyk pielęgnowania rytuałów sprawia, że codzienność nie staje się wyłącznie listą zadań do wykonania. Francuzi z kolei mogliby patrzeć na Polaków z podziwem za umiejętność działania, adaptacji i przedsiębiorczość. Za zdolność budowania rzeczy od zera bez wielkiej ceremonii.
Jest w tym mniej estetyzowania, a więcej sprawczości.










