Francuskich reżyserów bardziej niż akcja interesuje człowiek. Zamiast dynamicznego tempa dostajemy przestrzeń na obserwację bohaterów, a w miejscu prostych odpowiedzi pojawiają się pytania i niejednoznaczności. Francuskie filmy nierzadko sprawiają wrażenie nagranych przez przypadek. Jakby kamera nie rejestrowała fikcji, tylko fragmenty czyjejś codzienności. Czasem wystarczy dosłownie jedna scena, by widz nie miał wątpliwości: to musi być produkcja znad Sekwany.
17. edycja Przeglądu Nowego Kina Francuskiego okazją do poznania francuskiej kinematografii
Miłośnicy filmów znad Sekwany, a także osoby, które dopiero chcą ją poznać, mogą w pełni zanurzyć się w tej wyjątkowej atmosferze. 17. edycja Przeglądu Nowego Kina Francuskiego trwa w dniach 10-30 czerwca 2026 roku w trzynastu miastach w Polsce: Warszawie, Białymstoku, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Szczecinie, Toruniu, Wrocławiu i Zamościu.
W programie znajdziemy się najciekawsze współczesne produkcje francuskie, w tym aż cztery tytuły premierowe: "Obcy" François Ozona, "Przeżyj to sam" Oliviera Nakache i Erica Toledano, "Guru" Yanna Gozlana oraz "Mi Amor" Guillaume'a Nicloux. Partnerem wydarzenia jest Peugeot, co wydaje się naturalnym połączeniem świata motoryzacji i kultury. Marka od lat czerpie bowiem z francuskiego dziedzictwa, łącząc design, technologię i emocje, czyli wartości, które od dekad definiują również tamtejsze kino. Ale… na czym dokładnie polega jego sekret?
Niezwyczajna zwyczajność
W kinie amerykańskim główny bohater często ratuje świat. W kinie francuskim - próbuje raczej przetrwać kolejny dzień. Paradoksalnie bywa to jednak ciekawsze od kolejnego starcia z zagrożeniem z kosmosu. Bo wymyślane przez reżyserów i scenarzystów znad Sekwany historie są z jednej strony wiarygodne, z drugiej - angażujące. Wielkie emocje potrafią skrywać się w drobiazgach: w rozmowie podczas spaceru, w samotnym śniadaniu czy w oczekiwaniu na telefon, który być może nigdy nie zadzwoni.
Francuska kinematografia ma wyjątkową umiejętność wyciągania dramatyzmu z codzienności. Nie potrzebuje zaskakujących zwrotów akcji, by utrzymać uwagę widza. Jak się okazuje, kluczowym wydarzeniem może być… zmiana spojrzenia na własne życie. Albo jedna szczera rozmowa po latach milczenia. Tam, gdzie inni widzą zwykłą rutynę, francuscy autorzy widzą potencjał.
Miłość bez prostych happy endów
Jeśli istnieje temat, który francuskie kino eksploruje od lat, będą to relacje międzyludzkie. Tyle że zamiast bajkowych romansów filmowcy wolą pokazywać miłość jako coś skomplikowanego, niewygodnego, a nawet bolesnego. Bohaterowie się kochają, ale też uciekają od siebie, zdradzają i... wracają. Bywa, iż sami nie do końca wiedzą, czego chcą. Prawie zawsze prowadzą jednak niekończące się rozmowy o uczuciach.

W historiach snutych przez francuskich artystów liczy się niewypowiedziane napięcie ukryte między słowami. Bo krępujące milczenie przy romantycznej kolacji przy świecach potrafi - nomen omen - powiedzieć więcej niż wielka deklaracja miłości. Francuskie kino uwielbia emocjonalne półcienie, szarości i dwuznaczności. Nie dzieli ludzi na dobrych i złych. Nie podpowiada też widzowi, komu kibicować. Relacje są tu pełne sprzeczności. Dokładnie tak, jak w życiu.
Boleśnie prawdziwi bohaterowie, dialogi wyjęte z życia i żyjące własnym życiem miasta
Francuskie kino od dekad ma słabość do niedoskonałości. Bohater nie musi być silny ani odważny. Nie musi być nawet sympatyczny. To ludzie pełni sprzeczności i popełniający błędy, ale i sabotujący własne szczęście. I tu tkwi bodaj największa różnica między francuskim kinem a większością innych kinematografii - nikt nie próbuje tworzyć idealnych wzorców. Człowiek musi być autentyczny, nawet jeśli momentami irytuje, a widz nie ma ochoty mu kibicować. Sam musi zdecydować, co myśli o bohaterze.
Francuskie kino kocha rozmowy. Długie, inteligentne, chaotyczne i pozornie prowadzące donikąd. Bohaterowie potrafią dyskutować o filozofii, związkach, polityce czy samotności. Ale też o kompletnych drobiazgach - i to przez kilka minut w ramach jednej sceny. Co kluczowe, widz się przy tym nie nudzi, ponieważ dialog staje się narzędziem budowania napięcia.
Nie sposób wreszcie mówić o kinie znad Sekwany bez wspomnienia o przestrzeni. Paryż, Marsylia czy małe prowincjonalne miasteczka nie są bowiem wyłącznie tłem dla wydarzeń. Są pełnoprawnymi bohaterami wielu produkcji. Przestrzenie wpływają nie tylko na sposób, w jaki postaci postrzegają świat, ale również na podejmowane przez nich decyzje. Wąskie uliczki, światła kawiarni, stare kamienice czy zatłoczone stacje metra budują klimat w stopniu porównywalnym do dialogów.
Emocje ważniejsze niż fabuła
Bardzo często sednem francuskich filmów nie są wydarzenia, ale emocjonalne podróże bohaterów. Liczy się atmosfera, napięcie między postaciami i to, co dzieje się pod powierzchnią. Co więcej, francuskie kino rzadko spieszy się z opowiadaniem historii. Częściej daje widzowi czas, by stopniowo poczuć świat protagonistów.
To podejście sprawia, że filmy znad Sekwany, owszem, bywają wymagające, ale też są znacznie bardziej satysfakcjonujące. Francuskie kino ufa inteligencji widza i nie podaje wszystkiego na tacy. Nie każda scena prowadzi do konkretnego punktu zwrotnego. Nie wszystko zostaje wyjaśnione.
Widzowie po seansie często nie pamiętają konkretnych wydarzeń rozgrywających się na ekranie. Pamiętają natomiast emocje, które towarzyszyły im podczas oglądania. A to zostaje w pamięci dłużej niż najbardziej nawet spektakularne efekty specjalne.









