Dopiero co na nasze ekrany wróciło "Do utraty tchu", a już można szukać seansów przypominających znacznie młodszy film, z 2012 roku, "Frances Ha". Urocze kino dla wrażliwych dusz i serc, marzycieli wszelkiej maści, którzy nie wpisują się w społeczny schemat. Ten film płynie! Tańczy razem z bohaterką przez życiowe zawirowania. Z lupą szukać takiej energii wśród nowych premier.
Noah Baumbach i Greta Gerwig we "Frances Ha" składają hołd marzeniom, młodości, nowofalowej wolności, nonszalancji, delikatności, Nowemu Jorkowi i jego mieszkańcom, artystom i redaktorom, przyjaciółkom i współlokatorom. Tworzą opowieść allenowską w duchu (tego dawnego, neurotycznego Allena, spacerującego po Wielkim Jabłku razem z Annie Hall). Wszystko w ich filmie jest "pospolite", zwykłe, ale zarazem magiczne. To zresztą jedno z ulubionych słów Frances, 27-latki, której nie układa się tak, jakby chciała, a kolejne nadzieje i więzi rozwiewa niechęć rzeczywistości. Przyjaciółka się wyprowadza, z chłopakiem jej drogi się rozchodzą, taneczne sny skazane są na (wieczne) czekanie…
Dawnych filmów siła!
Zastanawialiście się, skąd tak wiele filmów sprzed lat gości znowu na ekranach? Chyba właśnie stąd. Dzieła realizowane dekadę, dwie, pięć temu niosą więcej oryginalności i swobody niż niejeden dzisiejszy "produkt filmowy", zrealizowany z rozmachem (owszem), gwiazdami (tego lata bodaj trzy-cztery nazwiska obstawiły wszystkie superprodukcje) i nazbyt często pod dyktando rad generowanych przez LLMy. Perfekcyjnie i przewidywalnie aż do znużenia. Filmy i seriale na jedną modłę. Bez pasji. I nie ma się co dziwić, że potem widzowie kina omijają albo w trakcie seansu częściej niż na ekran z filmem patrzą na ekran telefonu ze społecznościową papką.
Bywają wyjątki, oczywiście, jak ostatnio "Obsesja", niskobudżetowy horror "człowieka znikąd" - Curry'ego Barkera, który szturmem zdobył box office. Nie brakuje świetnych shortów (niedługo ma ich być w kinach więcej) i zaskakujących dokumentów z bohaterami i historiami, których żaden algorytm nie wygeneruje. Ale… Może ujmę to tak, gdybym z kinem zetknęła się po raz pierwszy w jego dzisiejszej formie, nie wiem, czy zakochałabym się w nim tak, jak przed laty. A we "Frances Ha" zakochać się na pewno można. Na pewno przejrzeć i odnaleźć może się w niej każdy, kto nie skreśla w swoim życiu kolejnych punktów dorosłości wedle społecznego schematu: szkoła, praca, kariera, związek, wspólny weekendowy wypad typu city break, mieszkanie na kredyt, samochód, dziecko, pies, kot, wakacje all-inclusive, kolejny kredyt na dom tym razem, wnuki i grób. Wszystko w określonej dekadzie życia. Nie, Frances idzie swoją krętą ścieżką.
Obłędna Greta Gerwig
To film przekorny. Może trochę lekkomyślny, naiwny nawet, prosty, przede wszystkim jednak rozmarzony jak jego bohaterka. I to jest jego supermoc. I to jest antidotum, które Noah i Greta dają nam dziś, tyle lat po premierze. Fantastyczny prezent. Idealny też na zakończenie wakacji.
Greta Gerwig jako Frances jest obłędna. Gra na granicy paradokumentalnej inscenizacji. Razem z Noah Baumbachem napisała scenariusz, stąd może tak naturalnie wypada przed kamerą? Są też partnerami życiowymi, może więc reżyserowana jest z większą niż zwykła aktorka uważnością - miłością? Nie czuć tu aktorstwa, warsztatu, wyrachowania, kreacji - jest za to dziewczyna, od której nie można oderwać wzroku. I film, który tak chce się przytulić, do serca. I zabrać ze sobą i swoimi rozczarowaniami, niedopasowaniem, własną drogą. Kto marzy i nie poddaje się różnym narzucanym z zewnątrz wytycznym, we Frances znajdzie swoją siostrzaną duszę.
Ujmuje też "Frances Ha" swoim stylem. Budżetowo najdrożej musiała wypaść wyprawa ekipy do Paryża, gdzie rozgrywa się kilka scen. Ale kto spodziewa się pocztówkowych widoków, niech zapomni. Kamera prowadzona przez Sama Levy'ego skupia się na bohaterce i jej zmęczeniu, śmiechu, rozedrganiu, "myślach nieuczesanych". Pomagają też w tym czarno-białe zdjęcia, bez zbędnych rozpraszaczy, nie przeestetyzowane, jak w kinie Pawła Pawlikowskiego, raczej "nowofalowo spontaniczne".
Po latach
Oglądana dziś "Frances Ha" pokazuje też, jak bardzo zmienił się świat. Na niekorzyść. Technologie w tym filmie nigdy nie wychodzą przed ludzi i spotkanie z nimi. Frances jest do szpiku kości społeczną istotą. Rozmowa wymaga patrzenia sobie w twarz, a nie w ekraniki. Frances bywa niezrozumiana, bywa traktowana jako szalona dziewczyna, sama siebie też tak traktuje, ale nie jest ani przez chwilę zamknięta w cyfrowym bunkrze z pozbawionym uczuć i cielesności czatem oraz rolkami influencerów. Wskakuje w życie, jakiekolwiek by ono nie było.
Dla Grety Gerwig film stał się trampoliną do międzynarodowej sławy. Ciągle gra, ale przede wszystkim pisze scenariusze i reżyseruje. Wywołała spore zainteresowanie "Lady Bird", "Małymi kobietkami" i "Barbie". Noah Baumbach wzmocnił swoją pozycję niezależnego reżysera, podejmującego delikatne tematy ludzkich relacji, które nie układają się jak w bajkach. O ile "Frances Ha" zachwyca, to jego kolejne dzieło - "Historia małżeńska" - jest chyba jednym z najważniejszych i najprawdziwszych filmów o rozpadzie związku w historii kina. Swoją drogą w głównej roli męskiej w tym dramacie wystąpił Adam Driver. We "Frances Ha" też się pojawia, jako jeden z przyjaciół dziewczyny. I dla niego był to początek zawrotnej kariery. Był to też czas, gdy aktor dołączył do obsady - jakże bliskich w duchu "Frances Ha" "Dziewczyn" (taka to widać była energia artystyczna Nowego Jorku tamtej dekady), a potem... To chyba jednak odrębne opowieści.
Warto. Trzeba. I dziękować tylko dystrybutorom, że sięgają po klasykę - tę młodziutką (jak "Frances Ha") i starszą (jak "Do utraty tchu" czy "Rozmowa"), zwłaszcza że jej dostępność bywa pozorna. Wypożyczalni DVD brak. Na kanałach filmowych rządzi ramówka, a na platformach albo jej w ogóle nie ma, albo trzeba się przekopać przez biblioteki. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, czego szukać, co przecież nie zawsze jest oczywiste. W sukurs przychodzi tych kilka firm dystrybucyjnych, które dokonują naprawdę świetnych kuratorskich wyborów. I znowu można się w kinie zakochać. Znowu na sali kinowej może być magicznie.
8,5/10
"Frances Ha", reż. Noah Baumbach, USA 2011, dystrybutor: Gravity Films, premiera kinowa: 21 sierpnia 2026 roku.













