Ikoniczna scena z naszyjnikiem w "Pretty Woman"
Jeśli ktoś miałby wskazać najbardziej pamiętny moment filmu, wiele osób bez wahania powie: czerwone sukienki, elegancki hotel, Edward podaje Vivian pudełko z biżuterią, a kiedy ona zachwycona sięga po klejnot… Richard Gere błyskawicznie zamyka wieczko. Julia Roberts odruchowo cofa rękę i wybucha śmiechem. Kamera łapie to idealnie, scena żyje własnym rytmem, a widz ma wrażenie, że ogląda coś absolutnie prawdziwego.
Ta reakcja wygląda tak naturalnie, że trudno uwierzyć, iż to był zaplanowany element. W obiegu od lat funkcjonuje ciekawostka, że ten moment był improwizacją Gere'a, a śmiech Roberts był szczery, spontaniczny i tak dobry, że twórcy postanowili zostawić go w filmie.
Richard Gere i Julia Roberts: chemia, która napędziła film
"Pretty Woman" nie byłoby "Pretty Woman", gdyby nie aktorski duet. To film, który sprzedaje się energią między dwójką bohaterów, jego kontrolowany chłód kontra jej żywiołowość i błysk w oku. Z perspektywy widza wszystko działa lekko, ale tu liczy się detal, spojrzenie, pauza, uśmiech, drobna złośliwość.
Richard Gere w tamtym okresie miał już status gwiazdy. Publiczność znała go jako ekranowego amanta z kinowym magnetyzmem i pewną dorosłą elegancją. Julia Roberts była natomiast w momencie, gdy każdy kolejny film mógł wynieść ją na sam szczyt. Miała już na koncie role, które zwracały uwagę, ale potrzebowała produkcji, która zrobi z niej globalny symbol.
"Pretty Woman" było dla niej trampoliną do sławy, a scena z naszyjnikiem stała się jednym z obrazków, które ugruntowały jej wizerunek: naturalna, śmiejąca się, błyskawicznie łapiąca kontakt z kamerą i partnerem.
To też świetny przykład, jak w komedii romantycznej wygrywa spontaniczność. Widz nie chce oglądać wyłącznie pięknych kadrów - chce czuć, że bohaterowie są żywi. A tu mamy żywą reakcję, zaskoczenie, rozbawienie, natychmiastowe rozładowanie napięcia. Taki śmiech buduje sympatię do postaci w sekund.
"Pretty Woman" stało się klasykiem kina
"Pretty Woman" to klasyk lat 90. w najczystszej postaci - bajkowa opowieść o spotkaniu dwóch światów, w Los Angeles, w luksusowych wnętrzach, z muzyką, którą da się nucić po seansie. Reżyserem był Garry Marshall, człowiek, który świetnie czuł tempo komedii i wiedział, kiedy dodać serce, a kiedy puścić oko do widza.

Ciekawostką jest też to, że film wcale nie miał być tak lekki. Wczesne założenia historii miały podobno znacznie mroczniejszy ton, a dopiero później całość skręciła w stronę romantycznej baśni. I patrząc na to, jak bardzo "Pretty Woman" stał0 się popkulturowym kojącym seansem, trudno dziś uwierzyć, że mogło być inaczej.
Richard Gere mógł nie zagrać w filmie?
Richard Gere, dzięki takim filmom jak "Amerykański żigolak" czy "Oficer i dżentelmen", trafił na piedestał gwiazd i stał się ikoną męskiej atrakcyjności. On sam jednak nie miał ochoty zostać na stałe w tej szufladce. Dlatego, gdy pojawiła się propozycja zagrania Edwarda Lewisa nie odczytał tego jako wyzwania, tylko jako ryzyko. Bał się, że wyjdzie z tego przewidywalna historia i film zostanie potraktowany jak cukierkowa baśń dla dorosłych, a nie ambitny projekt. Twórcy próbowali go przeciągnąć na swoją stronę, ale Gere przez dłuższy czas mówił "nie". Uważał, że jego kariera powinna iść w stronę cięższych tematów, a romans z domieszką komedii zupełnie nie pasuje do kierunku, w którym chciał się rozwijać.
Przełom przyszedł wtedy, gdy poznał Julię Roberts, która dopiero wchodziła do hollywoodzkiej ligi. Miała 21 lat, ale jej swoboda, charyzma i naturalny urok zrobiły na nim wyraźne wrażenie. Reżyser Garry Marshall doprowadził do ich rozmowy w cztery oczy. Gere później przyznał, że to właśnie ona była decydującym argumentem, który skłonił go do roli zmieniającej jego zawodowy kurs.
Nawet przy całym swoim profesjonalizmie Gere miał momenty, w których stawiał twarde granice. Jedną z najbardziej problematycznych okazała się scena w wannie, w której Edward rozmawia z Vivian. To nie była sekwencja akcji, ale miała pokazać delikatniejszą, mniej kontrolującą stronę bohatera. Z relacji kostiumografa Dana Lestera wynika, że plan zakładał ujęcie Edwarda siedzącego w wannie w sposób naturalny dla kąpieli, czyli bez ubrania. Ekipa uznała to za oczywiste.

Gere natychmiast się sprzeciwił i oznajmił, że w tej formie tego nie zagra. Argumentował, że pełna nagość nie wnosi nic kluczowego do opowieści i w romantycznej komedii byłaby niepotrzebnym przekroczeniem. Zaproponował rozwiązanie pośrednie - osłonięcie pianą lub innym zabiegiem, który pozwoli zachować intymność, ale nie epatować nią w kadrze. Finalnie scena weszła do filmu.
Zobacz też: Na ten film czekają wszyscy fani Marvela. Disney pokazał pierwszy zwiastun







!["Posłani" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSSXVVHREPCLY-C401.webp)

