Brad Pitt w "Wywiadzie z wampirem". Rola wyglądała jak marzenie
"Wywiad z wampirem" z 1994 roku miał wszystko, co zapowiada wielki kinowy hit: popularną powieść Anne Rice, gotycki klimat, duży budżet i obsadę z pierwszych stron gazet. Na ekranie pojawili się Brad Pitt, Tom Cruise, Kirsten Dunst, Antonio Banderas i Christian Slater.
Dla widzów film był mroczną, elegancką opowieścią o nieśmiertelności, samotności i cenie wiecznego życia. Dla aktorów oznaczał jednak długie dni zdjęciowe, ciężką charakteryzację i pracę w warunkach, które z romantyczną wizją kina miały niewiele wspólnego.
Brad Pitt wcielił się w Louisa, wampira rozdartego, smutnego i pełnego wyrzutów sumienia. To rola bardziej wyciszona niż efektowna. Obok charyzmatycznego Lestata granego przez Toma Cruise'a Louis miał być sumieniem tej historii, a nie jej największym showmanem.

Brad Pitt chciał zrezygnować. Praca na planie mocno go przytłoczyła
Po latach Brad Pitt nie ukrywał, że udział w "Wywiadzie z wampirem" był dla niego wyjątkowo trudnym doświadczeniem. Aktor wspominał ciemność, szkła kontaktowe, ciężki makijaż i emocjonalny ciężar samej postaci.
Zdjęcia często odbywały się nocą, a to oznaczało odwrócony rytm dnia i zmęczenie, które narastało z tygodnia na tydzień. Do tego dochodziła charakteryzacja, peruki, kostiumy i konieczność utrzymywania wizerunku wampira w niemal każdym ujęciu.
Pitt miał w pewnym momencie rozważać odejście z filmu. Szybko okazało się jednak, że przy tak dużej produkcji nie jest to prosta decyzja. W grę wchodziły kontrakty, koszty przestojów i ogromne pieniądze. Aktor miał usłyszeć, że rezygnacja z roli oznaczałaby dla niego bardzo wysoką cenę.
Louis był trudniejszy, niż mogło się wydawać
Na pierwszy rzut oka rola Louisa mogła wyglądać jak prestiżowa szansa. W praktyce była wymagająca, bo opierała się na smutku, milczeniu i wewnętrznym napięciu. To nie był bohater, który błyszczy dowcipem albo siłą. Louis przez większość filmu dźwiga własne poczucie winy.
Pitt musiał grać bardzo oszczędnie. Wiele emocji kryło się w spojrzeniu, pauzie i sposobie poruszania się. Taka rola bywa niewdzięczna, bo nie daje aktorowi prostych scen do popisu, a jednocześnie wymaga stałej koncentracji.
Paradoks polega na tym, że właśnie to zmęczenie i melancholia dobrze zadziałały na ekranie. Louis wygląda jak ktoś, kto naprawdę jest przytłoczony własnym losem. Widzowie dostali więc bohatera pięknego, chłodnego i smutnego, choć za kulisami ten efekt kosztował Pitta znacznie więcej, niż można było przypuszczać.
Tom Cruise skradł uwagę jako Lestat
Dodatkowym wyzwaniem była konstrukcja filmu. Lestat, grany przez Toma Cruise'a, jest postacią bardziej drapieżną, teatralną i przebojową. Wchodzi na ekran z energią kogoś, kto lubi swoje wampirze życie i potrafi zdominować każdą scenę.
Louis jest jego przeciwieństwem. Ma wątpliwości, cierpi i nie potrafi pogodzić się z tym, kim się stał. Dla opowieści ten kontrast był potrzebny, ale dla aktora mógł być trudny. Cruise miał rolę bardziej efektowną, Pitt musiał udźwignąć ciężar ciszy i smutku.
Dziś właśnie to zestawienie uważa się za jedną z największych sił filmu. Lestat i Louis są jak dwa różne oblicza nieśmiertelności: jeden się nią bawi, drugi płaci za nią każdego dnia.
Film, z którego chciał uciec, stał się klasykiem
"Wywiad z wampirem" do dziś pozostaje jednym z najważniejszych filmów o wampirach lat 90. Nie jest zwykłym horrorem, bardziej przypomina mroczną, elegancką opowieść o samotności, pragnieniu i życiu bez końca.
Brad Pitt może nie wspominał pracy na planie z zachwytem, ale jego Louis zapisał się w pamięci widzów. To jedna z tych ról, które z czasem nabrały dodatkowego znaczenia, bo za pięknymi kadrami kryła się prawdziwa frustracja i zmęczenie aktora.
Hollywood zna wiele takich historii. Film, który dla widzów staje się klasykiem, dla aktora bywa najtrudniejszym zawodowym doświadczeniem. W przypadku "Wywiadu z wampirem" ten paradoks widać wyjątkowo wyraźnie: Brad Pitt chciał odejść, ale został, a widzowie dostali jedną z najbardziej pamiętnych ról w jego karierze.











