Te dwa blokowe mieszkania połączone niewidzialnym korytarzem to scenografia historii rodzinnej państwa Beksińskich - jednej z najciekawszych zbiorowych biografii końca XX wieku, która zamieniła się w "Ostatnią rodzinę" Jana P. Matuszyńskiego. Naprawdę warto było na niego czekać.
W scenariuszu autorstwa Roberta Bolesty nie ma mowy o budowaniu klasycznych, pomnikowych historyjek o wielkich artystach malarzach i ich niesfornych pociechach. Struktura narracji to zbiór kilkunastu epizodów rozdzielanych kolejnymi punktami w czasie. Wbrew pozorom nie zawsze chodzi o momenty przełomowe. Twórcy "Ostatniej rodziny" nie boją się komunistycznej codzienności lat 80., kolorowych czasów transformacji kolejnej dekady - świat na zewnątrz pojawia się tylko w szczegółach: rekwizytach, drobnych anegdotach. Zosia, Zdzisław i Tomasz żyją przede wszystkim ze sobą i obok siebie. Ich kontakt z przestrzenią publiczną jest albo przypadkowy, albo podyktowany względami zawodowymi.
Z tego właśnie powodu Zdzisław spotyka się z Piotrem Dmochowskim - marszandem, który później napisze o nim książkę i zacznie handlować jego obrazami. Podobnie Tomasz, który dopiero dzięki swojej pasji do muzyki i kina zacznie funkcjonować "na zewnątrz".
"Ostatnią rodzinę" można oczywiście analizować jako majstersztyk aktorski Andrzeja Seweryna, Dawida Ogrodnika i Aleksandry Koniecznej. Na pierwszy rzut oka najważniejsza jest relacja ojciec-syn. Jednak najbardziej fascynującą postacią tej rodzinnej odysei staje się Zofia Beksińska. Kobieta-skała, która ustępuje miejsca wymagającym mężczyznom, pozostaje w cieniu, ale dzień w dzień buduje przestrzeń, w której inni mają szansę funkcjonować. Beksińska jest opoką, strażniczką. Od sceny rozmowy Zdzisława i Zofii na temat tego, czym jest rodzina i miłość rodzinna, ten film staje się specyficznym studium tej właśnie postaci.
Beksiński od pewnego momentu rejestrował wszystkie chwile swojego życia - kamera stała się jego prawą ręką. W filmie Matuszyńskiego te rodzinne nagrania zostały odtworzone. Rejestracja wideo nie miała żadnych granic. Kamera towarzyszyła malarzowi w trakcie awantur rodzinnych, na pogrzebie teściowej czy w trakcie umierania jego matki. Jego żona Zofia była jedyną osobą, która nie chciała być udokumentowana za wszelką cenę.
W "Ostatniej rodzinie" fascynuje przede wszystkim konstrukcja historii rodzinnej, w której pojawia się motyw wiecznego trwania pewnej przestrzeni - domu rodzinnego. W niewielu polskich filmach ostatniej dekady rezygnuje się z mocnych, stereotypowo emocjonalnych i histerycznych momentów na rzecz zbudowania bardzo skomplikowanej, mozaikowej struktury relacji rodzinnych. Związków między ojcem, matką, synem, babkami nie można w przypadku tego obrazu zamknąć w kilku przewidywalnych stwierdzeniach o domowych trudnościach. Tu nie chodzi o dziesięć lat emocji. Ta bardzo intymna obserwacja Beksińskich zamkniętych w swoich bezpiecznych, domowych azylach jednocześnie wzrusza i przeraża. Są epizody, tak jak w przypadku krótkiego kursu prania dla Zdzisława, których nie można zapomnieć, które staną się kultowe.
"Ostatnia rodzina", nagrodzona już na festiwalu w Locarno statuetką dla Andrzeja Seweryna za najlepszą rolę męską, to najprawdopodobniej najbardziej wymagający i wyjątkowy polski film ostatnich lat. Równocześnie staje się czymś w rodzaju epilogu do historii samych Beksińskich, która - także dzięki książce Magdaleny Grzebałkowskiej ("Beksińscy. Portret podwójny") - przestała być zbiorem anegdot o kultowym dziennikarzu muzycznym i jego wybitnym ojcu - artyście, czyli dwóch szaleńcach przełomu XX i XXI wieku.
9/10
"Ostatnia rodzina", reż. Jan P. Matuszyński, Polska 2016, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 30 września 2016




































