"Kino Niepokorne: Gatunek i niezależność", czyli "50 na 51" w kinie Wisła w Warszawie
Organizatorzy przeglądu proponują powrót do tytułów, które mimo upływu lat wciąż wywołują żywe dyskusje i zachowują swój styl. Widzowie w kinie Wisła obejrzą trzy filmy, które w momencie premiery stanowiły rodzaj buntu wobec obowiązującej estetyki. Od partyzanckiej energii lat 90., przez oniryczne gry z konwencją westernu, aż po superprodukcję, która stała się u nas fenomenem popkulturowym - każda z tych propozycji udowadnia, że rodzime kino to także przestrzeń dla autorskich mitologii gatunkowych. To rzadka okazja, by skonfrontować się z tymi drapieżnymi wizjami w profesjonalnych warunkach kinowych.
Uzupełnieniem seansów będą spotkania z twórcami prowadzone przez krytyka filmowego Mateusza Demskiego. Rozmowy z zaproszonymi gośćmi pozwolą zajrzeć za kulisy produkcji, odczytać te filmy na nowo i zastanowić się, jak czas wpłynął na ich odbiór.
"Klątwa Doliny Węży" (1987), reż. Marek Piestrak - pokaz 19 maja
"Klątwa Doliny Węży" w reżyserii Marka Piestraka to film-legenda, który w latach 80. gromadził miliony widzów, balansując na cienkiej granicy między przygodowym rozmachem a niezamierzoną groteską. Tym razem jednak seans zyskuje nowy wymiar dzięki autorskiej narracji rapera Łony, która miała swoją premierę w listopadzie 2025 roku na Festiwalu Korelacje we Wrocławiu. Nie jest to występ na żywo - głos Łony został na stałe wpleciony w ścieżkę dźwiękową filmu.
Łona wyłapuje różne absurdy (jak to, że wietnamscy mnisi nagle mówią czystą polszczyzną), dopowiada myśli bohaterów i komentuje dawne efekty specjalne z dzisiejszym dystansem. Dzięki temu ten klasyk ogląda się zupełnie inaczej - to już nie tylko "stary film", ale świetna, inteligentna zabawa konwencją.
Sama fabuła to klasyczne kino nowej przygody: wyprawa do wietnamskiej dżungli w poszukiwaniu artefaktu pozaziemskiego pochodzenia, starożytne manuskrypty i walka o przetrwanie. W obsadzie zobaczymy legendy: Romana Wilhelmiego, Krzysztofa Kolbergera oraz Ewę Sałacką.
"Eukaliptus" (2001), reż. Marcin Krzyształowicz - pokaz 20 maja
Jeśli polskie kino posiada swojego "białego kruka", to jest nim bez wątpienia "Eukaliptus". To surrealistyczny western erotyczny, który w ciągu ćwierćwiecza od swojej premiery doczekał się zaledwie kilku publicznych pokazów. Film Marcina Krzyształowicza to próba przeszczepienia estetyki amerykańskiego westernu na nasz grunt.
Akcja dzieje się w mitycznym miasteczku Rio Bravo, gdzie duszna atmosfera pożądania miesza się z sennymi wizjami. To, co najbardziej zdumiewa w "Eukaliptusie", to jego obsada. W filmie zagrali najwięksi polscy aktorzy: Jan Peszek, Krzysztof Globisz, Adam Ferency, Renata Dancewicz, Henryk Talar oraz Dorota Stalińska. Zobaczyliśmy ich w rolach, jakich nigdy wcześniej ani później nie zdecydowali się przyjąć - groteskowych i bezkompromisowych.
Warto podkreślić status tego tajemniczego filmu, o którym wielu słyszało, ale niemal nikt nie widział. Nie jest on dostępny ani na festiwalowych pokazach, ani w serwisach VOD. To propozycja dla widzów szukających w kinie czystej formy, zabawy konwencją i odwagi w eksperymentowaniu z gatunkiem.
"Kallafiorr" (1999), reż. Jacek Borcuch - pokaz 21 maja
"Kallafiorr" w reżyserii Jacka Borcucha to coś więcej niż film - to symbol pewnej epoki i absolutny fundament polskiego kina niezależnego. Powstał na przełomie wieków, w czasach, gdy polskie kino komercyjne dopiero szukało swojego języka, a wielkie produkcje historyczne dominowały na ekranach.
Fabuła to absurdalny splot wydarzeń, który wciąga dwójkę przyjaciół w niebezpieczną intrygę kryminalną. Ale to nie scenariusz był tu najważniejszy, lecz atmosfera - duszny, warszawski off, autentyczność i poczucie, że wszystko jest możliwe. Na ekranie widzimy samego Jacka Borcucha oraz fenomenalnego Andrzeja Chyrę w jednej z jego najbardziej wyrazistych, wczesnych ról, która zapowiadała jego późniejszą wielką karierę.
Dla mediów i krytyków "Kallafiorr" to doskonały pretekst do rozmowy o narodzinach niezależności w Polsce. To dowód na to, że determinacja i wizja mogą zastąpić gigantyczny budżet.
Organizatorem "50 na 51" jest Pomorska Fundacja Filmowa w Gdyni - producent Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Interia jest jednym z patronów medialnych projektu.













