"To jest cały tydzień bardzo intensywnej pracy" - mówił o swoim czasie na festiwalu reżyser "Byle nie było śladów". Rzeczywiście, w czasie wydarzenia przypadło mu kilka funkcji. Jest przewodniczącym jury filmów mikrobudżetowych. Rozpoczyna swoją trzyletnią kadencję jako przewodniczący Rady Programowej Festiwalu, ciała doradczego dla Komitetu Organizacyjnego wydarzenia. Weźmie udział w debacie o debiutach. A także przedstawi film "Nic śmiesznego" Marka Koterskiego w ramach sekcji "Mistrzowska piątka".
Dlaczego Jan P. Matuszyński uwielbia "Nic śmiesznego"?
"To jest taki film, który lubię mieć z tyłu głowy, między innymi dlatego, żeby mi się w głowie nie poprzewracało. On w sposób dobitny pokazuje, jak przyziemną i czasami straszną pracą jest robienie filmów. I to jest jedna z wielu rzeczy, która mnie w tym filmie podrywa" - tłumaczył swój wybór Matuszyński.
"Pamiętam, jak ten film zobaczyłem pierwszy raz... Chyba w liceum? Nie mogłem uwierzyć w to, że ktoś powymyślał takie dyrdymały, że to się może dziać na planie filmowym. No i z biegiem lat, im byłem bliżej szkoły filmowej, jak byłem w szkole, to już byłem [...] pewien, że chyba to jest zgodne z prawdą. A teraz mam takie przekonanie [...] że te anegdoty, to jest jednak łagodniejsza wersja tego, jak było naprawdę" - kontynuował twórca "Ostatniej rodziny".
Matuszyński wyjawił także, dlaczego kocha polskie kino. "Bo jest najbliżej nas. Mam takie poczucie, że nasza branża, nasze kino coraz bardziej się rozwija. [...] Regularnie pojawia się w Wenecji na przykład" - wyliczał. "Mi to kino jest bliskie, bo to część mojej pracy i wydaje mi się, że nasze filmy, szczególnie w ostatnich latach, są na takim poziomie, że czujemy się częścią większego świata. I dodaje to [...] otuchy w tych czasami mrocznych czasach, w których żyjemy".










!["Buntownik" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MMPXK7MKY6X9F-C401.webp)