Piątkowy wieczór w Polsce jeszcze nigdy nie był tak krwawy. Gdy ktoś na imprezę zamiast chipsów przynosi maskę i kuszę, beztroska noc zmienia się w walkę o przetrwanie. Technologia zawodzi – morderca przejmuje kontrolę nad systemem bezpieczeństwa. Drzwi się zamykają, okna blokują, a dom zmienia się w więzienie.
"13 dni do wakacji" nie jest typowym slasherem, w którym Bartosz M. Kowalski bawi się gatunkiem, jak w swoich poprzednich horrorach. Jego film jest niepokojąco zimny, bezwzględny i naprawdę szokuje w finale.
Czytaj więcej