"Fluidy": mamy "Sex Education" w domu
Kino young adult, które zrewolucjonizowało anglojęzyczny rynek filmowy, wciąż jest w Polsce materiałem niewyczerpanym. Opowieści o wchodzeniu w dorosłość, zderzeniu młodzieńczych marzeń z rzeczywistością, złamanych sercach i przyjaźniach, które nie przetrwały licealnej burzy hormonów, z jakiegoś powodu lepiej ogląda nam się w realiach amerykańskich highschooli niż na polskim podwórku. Przecież niezdarność pierwszych kroków stawianych na śliskiej, niezbadanej powierzchni zwanej dojrzewaniem, na pewnym etapie dopada nas wszystkich. Beztroska i nieostrożność tępieją wraz z pierwszymi poważnymi błędami, a bunt wobec domowników i poczucie niezrozumienia - z chwilą, w której rodzicielska mądrość zamiast nakazywać, pozwala nastoletniości na płynność i daje przestrzeń do odkrywania i kształtowania samego siebie.
Już sam tytuł debiutu fabularnego Marii Wider sugeruje, że płynność w kontekście dorastania ma dla jej pokolenia kluczowe znaczenie. Z czułością patrzy na zmagania dzisiejszych nastolatków, które bardzo często największą walkę toczą nie z samymi sobą, ale z oczekiwaniami, jakie nakłada na nich presja otoczenia. Szczególnie, że w centrum zainteresowań reżyserka stawia nieheteronormatywność i chęć oswojenia widza z queerowością jako przestrzenią do ciągłego eksperymentowania, negocjowania, a nade wszystko akceptacji wobec własnej, wciąż ewoluującej tożsamości.
Jako że temat transpłciowości i niebinarności w polskim kinie, jak i w polskim społeczeństwie pozostaje wciąż nieoswojony i niedostatecznie trafia do masowej świadomości, Wider miała przed sobą zadanie - jak na debiut - jeszcze bardziej ryzykowne. Mogło się to skończyć pretensjonalnie i demonstracyjnie. Całe szczęście, w przeciwieństwie do większości polskich dzieł traktujących o queerowym doświadczeniu dojrzewania, debiutująca na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni filmowczyni wplata je w fabułę całkowicie naturalnie, pozwala mu po prostu być i rozwijać się w swoim tempie, jednocześnie opowiadając historię znacznie wykraczającą poza ramy coming of age.
Opowieść o dorastaniu bez lukru i sztuczności
Malownicza mazurska wieś, w której wakacje spędza rodzeństwo - nastoletnia Nina (Julia Totoszko) i młodsze niebinarne Miki (Wiktoria Węglowska) - klimatem przypomina beztroskie letnie obozy z tyle kiczowatego, co kultowego "Camp Rocka" czy "Ostatniej piosenki". Pobyt u dawno niewidzianego ojca (Jacek Borcuch) dziewczyna traktuje jako karę od mamy (Roma Gąsiorowska), z którą nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Niespodziewany wyjazd uniemożliwia jej bowiem regularne treningi do zawodów tanecznych i odseparowuje od chłopaka, za którym, jak szybko się okazuje, aż tak bardzo nie tęskni. Wyrzuty wobec ojca, którego zdrada doprowadziła do rozpadu małżeństwa rodziców, rozpalają Ninę do czerwoności. Dziewczyna prowokacyjnie próbuje wyciągnąć z niego powody, dla których porzucił swoich bliskich, szukając najmniejszego pretekstu do kłótni.
Jej nastoletni bunt, z którym po części każdy z nas może się utożsamić, eksploduje w zderzeniu z nowym, niepewnym gruntem: wsią, która budzi wspomnienia z dzieciństwa, rodzinnymi problemami i wakacyjnym crushem, który wywraca jej codzienność do góry nogami. Motyle w brzuchu na widok enigmatycznego Kamila (Jan Sałasiński) to jedyne uczucie, na którym naprawdę jej zależy. Niby przypadkiem odwiedza jego miejsce pracy, pojawia się na tych samych imprezach i gdy tylko nadarza się ku temu okazja, w niezręcznej atmosferze rozstaje się z chłopakiem.
To co wydawało się nowe, ekscytujące i ukrywane przed światem, okazuje się jedynie pustą obietnicą, a dorosłość, ubrana w baśniowe barwy, wymaga od niej wiele poświęcenia.
W tym filmie nastolatki odnajdą siebie
"Fluidy", otwiera się w nowym oknie to powolna, skąpana w delikatnych barwach, przyprószona brokatem opowieść o kluczowej fazie dorastania, w której bańka dziecięcej naiwności pęka w zderzeniu z niesprawiedliwością świata i dwulicowością ludzi wykorzystujących młodość i niedoświadczenie. Miki i Nina odkrywają go na swój piękny i absolutnie indywidualny sposób. To właśnie prostota i przyzwolenie na improwizację sprawia, że debiut fabularny Wider wydaje się być uczuciowo tak bliski nam. Dialogi wymieniane między przedstawicielami pokolenia Z i Alfa, będące zmorą polskiej kinematografii, wypadają szczerze i naturalnie, płyną prosto z serca i prosto w nie trafiają. Największy rozkwit na ekranie przeżywa jednak 21-letnia Julia Totoszko, której zmaganiom kibicujemy, jednocześnie chcąc nią potrząsnąć i wściekając się na jej nieracjonalne decyzje. Reżyserka nie ratuje jej jednak przed błędami młodości, które - choć okropnie bolesne - finalnie motywują ją do otworzenia się przed ojcem i pokazują całe spektrum szarości w dorosłym życiu.
Sztuką jest robić w Polsce indie młodzieżowe kino, które nie boi się sięgać po ryzykowne tematy. Jeszcze większą - nie popaść przy tym w moralizatorstwo, traktując widza jakby ten po raz pierwszy zasiadł w kinowym fotelu i potrzebował podręcznika do interpretacji. Maria Wider rozumie lęki i fantazje nastolatków, jak i nieraz nieudolne starania rodziców w używaniu poprawnych zaimków czy akceptacji odmiennych wyborów swoich pociech. "Fluidy" to czerpiący inspirację z klasyków gatunku film, który potrafi uchwycić moment zawieszenia między dorastaniem a dorosłością, kojąc zmysły i ciepło otulając targane wątpliwościami umysły młodych widzów. Małe, ciche, urokliwe kino, którego najmłodsze pokolenia potrzebują - nawet, jeśli na tym etapie jeszcze o tym nie wiedzą.
7/10
"Fluidy", otwiera się w nowym oknie, reż. Maria Wider, Polska 2026, dystrybucja: Kino Świat, premiera: 21 września 2026 roku.











!["Godzilla Minus Zero" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NE9HACHI2SUX3-C401.webp)

