Głównym bohaterem filmu "Postój" jest Mario (Mikołaj Chroboczek), który ma bardzo ciężki dzień. Szef wzywa go pilnie do pracy, a dziewczyna zaczęła właśnie rodzić. W dodatku łapie gumę i musi zatrzymać się na tytułowym postoju. Tam zostaje oskarżony o porwanie kilkuletniego chłopca. Wszystko w dniu finału mistrzostw świata w piłce nożnej, w którym Brazylia mierzy się z Polską.
W filmie w reżyserii Adama Uryniaka zagrali także Michał Czernecki oraz Andrzej Kłak. Słyszymy również komentarz Dariusza Szpakowskiego.
"Postój" brał udział w Konkursie Perspektywy podczas 51. edycji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Chroboczek i Czernecki w rozmowie z Interią opowiedzieli o kulisach pracy na planie i współpracy z reżyserem. Zdradzili, co przekonało ich do wzięcia udziału w projekcie.
Mikołaj Chroboczek i Michał Czernecki o pracy na planie filmu "Postój"
Justyna Miś, Interia: W jakim momencie spotykamy waszych bohaterów? Jaki bagaż ze sobą niosą i co się w nich kotłuje? Bo ewidentnie się coś kotłuje.
Mikołaj Chroboczek: - Spotykamy mojego bohatera, Maria, w takim momencie podbramkowym, bo wraca po kilku nocach ciężkiej pracy do domu. W jego życiu ma się pojawić dziecko - jego żona jest w ciąży i za chwilkę ma rodzić. Po drodze rozwala mu się samochód na kompletnym pustkowiu. Zaczyna się lawina różnych wydarzeń, które spowodują, że będzie mu jeszcze trudniej się stamtąd wydostać.
Michał Czernecki: - Mirek, grany przeze mnie, jest w momencie granicznym. Zanim pomyślał, to już zrobił, a teraz czas ucieka i facet musi się zdecydować, czy pójść za ciosem, czy z tej drogi, którą obrał niejako w impulsywny sposób, zejść. Panowie spotykają się w tak różnych, a jednocześnie w jakiś sposób podobnych momentach. Graniczność czy ważkość tych chwil ich do siebie upodabnia.
To już kolejny raz, kiedy spotykacie się na planie. Jaka panowała atmosfera? Jednak wasi bohaterowie przez większość filmu raczej się ze sobą ścierają...
Michał Czernecki: - Czy tego człowieka prywatnie da się nie lubić? Pewnie tak, natomiast ja nikogo takiego jeszcze nie poznałem. Mikołaj jest aktorem bardzo zdyscyplinowanym, zawsze świetnie przygotowanym. [...] Nas obu cechuje dystans do tej pracy, który jest bezcenny. Nasza praca jest tak naprawdę zwieńczeniem pracy bardzo wielu ludzi. My na planie wypowiadamy jakieś słowa, a tak naprawdę naszym obowiązkiem jest to, co mówił kiedyś Jacek Braciak: nauczyć się na pamięć tekstu i go po prostu wypowiedzieć, używając swojego temperamentu i wrażliwości. Ale ktoś nas ubiera, ktoś nas maluje, ktoś robi scenografię. My nie tworzymy tego wszystkiego. W tej twórczości możemy polegać na sobie nawzajem i to jest taki partner wymarzony, który pomiędzy ujęciami spuści ciśnienie, rozładuje atmosferę. Zresztą mam taką ambicję, żeby za pośrednictwem tego skrótu, którym są social media, żeby państwo troszkę zakosztowali tego, jak między ujęciami się zachowujemy względem siebie. Myślę, że akurat "Postój" jest dobrą do tego okazją, bo wszystkie te sceny są nacechowane albo przemocą, albo wysokim napięciem międzyludzkim. A to, co robimy pomiędzy, to jest ta nasza higiena pracy aktorskiej.
Mikołaj Chroboczek: - Bardzo się cieszę, że mogłem znowu z Michałem pracować, bo wcześniej podziwiałem go jako zawodowego aktora i marzyłem o tym. Mamy podobne poczucie bardzo dziwnego humoru. Lubimy się wydurniać. Materiał, który jest do nakręcenia, jest przez nas na pewno przepracowany, sumiennie przeanalizowany. Obaj przychodzimy bardzo przygotowani na ten plan i wiemy, czego się od nas oczekuje i co będziemy robili. Gdzie tylko się da, kiedy jest przerwa, kiedy jest moment oddechu, można troszeczkę się powydurniać, powygłupiać, uśmiechnąć się i razem po prostu fantastycznie spędzić czas, żeby ta praca nie była tylko pracą, tylko żeby była też przyjemnością.

Michał Czernecki: - Mikołaj ma taką unikalną cechę. To znaczy, ten człowiek jest w stanie - i to nie jest moja opinia, tylko szeroko cytowana - zupełnie ze śmiertelnie poważną, kamienną twarzą takie niestworzone historie opowiadać. To nie są tylko bzdury, te historie są często zagmatwane. Mikołaj osiąga ten stan, ja muszę do niego dojrzeć. Jestem w stanie, ale ty masz to od razu, tak spod palca. Nie jest pani w stanie rozróżnić, czy on mówi prawdę, czy zmyśla.
Mikołaj Chroboczek: - Ja robię to z przyjemnością. To się nazywa wkręcanie. Michał w to wchodzi. Kolejne piętro temu nadaje i razem zaczynamy te wymyślone, głupie historie konfabulować do granicy absurdu. Aż któryś wreszcie pęknie i zaczyna się śmiać do rozpuku. To jest nasza przyjemnostka, takie nasze hobby. Bardzo to lubimy robić, gdy się widzimy. Właśnie nawet jak jest sytuacja śmiertelnie poważna i tutaj jakieś dramatyczne losy bohaterów są do opowiedzenia na ekranie, no to trzeba poszukać pewnego rodzaju równoważenia tego w tych właśnie głupotach i małych przyjemnostkach.
Mnie prywatnie bardzo łatwo wkręcić.
Michał Czernecki: - To się jeszcze dzisiaj może zdarzyć.
Może się dzisiaj zdarzyć [śmiech]. Wspaniale słyszeć to wszystko. Myślę, że każdy by sobie życzył takiego planu. W tym wszystkim jest osoba reżysera, czyli Adam Uryniak. Jak oceniacie jego debiut?
Michał Czernecki: - Adam Uryniak jest człowiekiem, który umiejętnie łączy w sobie dwie pozornie wykluczające się cechy: pokorę i pewność siebie. One są u niego połączone w zbalansowany sposób, co u debiutanta jest rzadkością. Z mojego doświadczenia wynika, że ktoś kompletnie nic nie wie, a przed wszystkimi i przed sobą udaje, że jest odwrotnie. Aktorzy natychmiast to dekodują i rodzi się konflikt. To nie jest ani dobry, ani wymarzony początek współpracy. Natomiast druga opcja też jest taka, że ktoś naprawdę wszystko wie. Ja się nie spotkałem z czymś takim w przypadku debiutanta. Zresztą byłoby to dosyć dziwne, żeby ktoś, robiąc pierwszy poważny fabularny projekt, wiedział wszystko i na wszystko miał odpowiedź. Adam potrafi to zrównoważyć, potrafi to rozładować, ma też poczucie humoru. Ten scenariusz jest najlepszym na to dowodem. Oczywiście są momenty, kiedy na planie pracuje się w napięciu. Nie pomaga nam pogoda, nie pomaga nam czas, który ucieka bezlitośnie. Myślę, że poczucie humoru, jakiś rodzaj dystansu i pokory właśnie wobec tego, czego się jeszcze nie wie, albo że w jakimś kluczowym momencie zaufa się intuicji czy doświadczeniu aktorów, których się zatrudniło, to są rzeczy, które są po pierwsze bezcenne, a po drugie budują atmosferę tego planu. Ma się takie poczucie, że pracuje się na wspólny sukces, że jesteśmy drużyną, która dokądś zmierza. W kilku przypadkach nasze wspólne poszukiwania zaprowadziły nas w miejsca, o których nawet nie marzyliśmy, że do nich dojdziemy.
Mikołaj Chroboczek: - Pojawił się reżyser z bardzo konsekwentną wizją i bardzo precyzyjnym scenariuszem. Razem z Arturem Michalikiem, który jest współautorem. Ktoś, kto wiedział, co chce zrobić i przede wszystkim, jaką obsadą chce to opowiedzieć. To, że nas dobrał i zamarzył o tym, żeby tak, a nie inaczej ten film obsadzić, to też świadczy o jego wyczuciu i intuicji. To jest jedna sprawa. Druga sprawa jest taka, że tam, gdzie pojawiały się wątpliwości, tam nam, aktorom, często pozwalał poszukać rozwiązań, wyimprowizować coś, zdać się na intuicję, dołożyć swoją cegiełkę. Czuliśmy się dosyć twórczo na tym planie i to jest rzadkie. Zazwyczaj reżyser młody, który się dopiero wykluwa z jajka, poszukuje i trochę się uczy na tym planie, właściwie stawia pierwsze kroki. Tutaj było zupełnie inaczej.
Co w takim razie przyciąga was do debiutów? Bo to jest jednak ryzyko...
Michał Czernecki: - Scenariusz na pewno. Tak jak Mikołaj, miałem wrażenie, że ten jest precyzyjny. Bardzo mi się podobała rama czasowa, którą wyznacza nam to spotkanie, czyli finał Mistrzostw Świata między Polską a Brazylią. Co już jest zabawne, zwłaszcza w kontekście ostatniego mundialu, do którego Polska nawet nie weszła. Ustawienie konfliktu w najgorszym dla wszystkich dniu, jakimś kluczowym, jest jak przesilenie w świecie przedstawionym. Odbywa się mecz, jest księżyc, to się dzieje w nocy, czyli w takim czasie, kiedy do głosu dochodzą ukryte w nas namiętności. Nie wiadomo, czy człowiek śni, czy jest na jawie. Zwłaszcza Mario, który nie śpi od dwóch dni. Ja kiedyś nie spałem 72 godziny i zaręczam państwu, że nie jest to stan przyjemny, a też jest to stan, w którym widzi się i słyszy rzeczy, które nie istnieją. To jest trochę świat duchów. Czytając ten tekst, a potem rozmawiając z facetem, który wie, czego jeszcze nie wie. Wie, z kim by chciał to robić, co jest też umiejętnością i charyzmą Adama, która pozwoliła mu dopiąć swego. Że rzeczywiście głosem komentatora jest legendarny Dariusz Szpakowski. Że Olaf Lubaszenko jest głosem ojca. Jeżeli to jest tekst dobry, to zyskuje się ludzi, których się sobie wymarzyło w obsadzie. To jest taka cecha Adama, która zjedna mu jeszcze niejednego aktora i niejednego producenta w tym kraju. Taką mamy nadzieję.
Mikołaj Chroboczek: - Ja jeszcze tylko dodam, że nie ma nic przyjemniejszego dla aktora niż bohater, który jest tak mocno złożony i któremu nie wszystko się udaje, który ciągle musi pokonywać jakieś przeciwności, który ciągle się musi mierzyć z problemami. To są bardzo po prostu interesujące rzeczy do zagrania. Bohater, któremu wszystko się udaje i który, jakby to rozrysować na tablicy, idzie taką linią od punktu A do punktu B bez żadnej sinusoidy, jest nudny i nieciekawy. To nas donikąd nie doprowadzi. Też widza można w ten sposób troszeczkę znudzić - będzie miał poczucie, że wie już, dokąd to zmierza. A kiedy ciągle się temu widzowi wytrąca tę pewność i bohater się ciągle gubi w wydarzeniach, akcji, to jest bardzo interesujące i do grania, i do oglądania. Tego się spodziewałem jeszcze na etapie czytania scenariusza. Dzisiaj go pierwszy raz obejrzałem i mam wrażenie, że taki właśnie jest.

Jakie są wasze odczucia po zobaczeniu filmu? Jakie głosy słyszycie od widzów?
Michał Czernecki: - Najważniejszy głos był chyba męski. Fajnie, że się o tej męskości i ojcostwie mówi, że ten film nie stawia żadnych diagnoz, tylko pokazuje możliwe drogi, którymi jako ojciec i jako syn możemy podążyć. Czy to są drogi dobre, czy złe, to nie nam to oceniać. Ten film żadnych diagnoz ani ocen nikomu nie wystawia. On nikogo nie przekreśla. Każda z tych postaci podstawia Mario takie czarne zwierciadło, w którym on się może przejrzeć i zobaczyć, czy takim ojcem albo takim synem przypadkiem nie był i czy takim ojcem przypadkiem się nie staje. To jest dosyć prosta, ale skuteczna konstrukcja. To nie jest tylko męskie kino, bo kobiety też tam są. Wbrew temu, co na spotkaniu powiedziała jedna z pań, że kobiety są nieobecne, myślę, że są obecne. Co prawda nie ma ich na ekranie, poza oczywiście kurą Matyldą, natomiast one są bardzo mocno obecne i zaznaczają swoją siłę, nawet często przytłaczają tych mężczyzn. Nie ma żadnej aktorki fizycznie, natomiast to, że one są i zaznaczają swoją obecność, zmieniają losy naszych bohaterów, jest niepodważalne.
- Ten film miał określony budżet. To powoduje, że czegoś w nim momentami brakuje. Ma się takie wrażenie, że tu by brakowało takiego jednego ujęcia, jakiegoś łączącego, spajającego, dopowiadającego. Po prostu nie wystarczyło nam czasu. W większości moich scen wiem, gdzie tych ujęć brakuje, ale to są technikalia z reguły. Albo takie ujęcia, których widz aż tak mocno odczuwać nie będzie. Adam tym filmem udowadnia, że zasługuje na dużo większy budżet i na opowiadanie historii w taki sposób, żeby już niczego tam nie brakowało.
Mikołaj Chroboczek: - Tym bardziej że niczego tutaj nie brakuje pod względem widowiska. To jest kino trochę gatunkowe. Jest w nim dużo bardzo wartkiej akcji, intensywnego tempa, wyrazistych postaci, wyrazistych problemów, wyrazistych sytuacji. Właśnie tego poczucia, że gdzieś to będzie zmierzało, ale nagle zaczyna zmierzać zupełnie w innym kierunku. Jest bardzo dużo zaskoczeń. Pomimo że znam scenariusz, to pozwalam sobie wejść w ten film na tyle, żeby pozwolić się mu zaskoczyć. To jest na poziomie kina rozrywkowego bardzo interesująca pozycja. Poza tym jest też dosyć pogłębione rozmowy o męskości, o ojcostwie, o archetypie mężczyzny w rodzinie, bo to też tam wszystko jest. Ale jest jeszcze ta warstwa fajnej, wartkiej, intensywnej, wyrazistej rozrywki i komedii. Jest tam też dużo bardzo zabawnych sytuacji, śmiesznych dialogów i widownia dzisiaj w wielu momentach wybuchnęła śmiechem. A to miód na nasze serce, bo o to też walczyliśmy.





!["Syrenka Picassa" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NEZK2I1N5RI8K-C401.webp)



!["Narnia: Siostrzeniec czarodzieja" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NEVVQWUMIOXNI-C401.webp)


