"Miłe kobiety": w centrum rodzinnego chaosu. Magiczno-realistyczne kino o kobietach
"Chciałam opowiedzieć o kobietach, które na co dzień noszą na barkach tyle, że aż dziw, że jeszcze stoją" - wiosną, jeszcze przed premierą "Miłych kobiet" na festiwalu Mastercard Off Camera, mówiła współreżyserka i autorka scenariusza Maria Wojtyszko. Ekran wypełniają kobiety fantastyczne, charakterne, wyraziste. Czy to kino kobiece? Na pewno, w Krakowie nawet Wojtyszko odebrała Nagrodę Female Voice, ale nie tylko dla kobiet.
"Ja daję radę"
"Mają panie kogoś do pomocy?" - ratownik medyczny pyta Milenę, do której babki po zasłabnięciu przyjechał. "Nie, nie, ja daję radę" - mężczyzna słyszy krótką odpowiedź. Wierzy w nią tak samo, jak widzowie...
Milena (Anita Sokołowska - ależ rola, jak wielobarwna, przebojowa) ma sporo na głowie. Sama "ogarnia" wszystko: dwójkę dzieci (kilkuletniego Jasia i maturzystkę Hanię / Aleksy Łabęcki i Julia Totoszko), leciwą babkę Wandę (fenomenalna Barbara Wrzesińska), która marzy już o śmierci i stara się wyjść jej na spotkanie z otwartymi ramionami i wiertarką w dłoni, a także matkę Ewę (Lidia Bogaczówna), która przed laty porzuciła córki i zostawiła je pod opieką męża alkoholika. Teraz Ewa niespodziewanie staje pod drzwiami. Jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Z doskoku Milena pomaga też siostrze Oldze (Anna Smołowik) - w zaawansowanej ciąży. I bardzo źle tę ciążę znoszącą, zmuszoną do ciągłego odpoczynku, pełną różnych lęków, zaczytaną w "Co ze mną nie tak" Joanny Flis. Mąż Olgi Alek (Dobromir Dymecki) nie do końca dorósł do swojej roli - ubiera się jak nastolatek, co gorsza, tak też się zachowuje. Przerasta go chyba wszystko, co się dookoła dzieje i co wymaga większego zaangażowania, cierpliwości, chwili refleksji, co nie zawsze jest komfortowe i łatwe. Najbardziej interesuje go flirt z Hanią, odwzajemniony i przypieczętowany niezwykłym światełkiem (ale cicho sza o tym, co to za światełko, dość napisać, że to szalenie oryginalny pomysł, może nawet odrobinę kontrowersyjny, na swój sposób uroczy, na pewno zabawny).
W tej wielopokoleniowej rodzinie, zamieszkującej jedną posesję, jest jeszcze mąż Mileny - Michał (Marcin Czarnik), chwilowo nieobecny, na odwyku. Gdy się zjawi… czy trzeba pisać, że nie stanie się raczej pomocną dłonią, zbawcą i odciążeniem? Nie zapominajmy też o pracy - Milena jest prawniczką, ale nie dziwi, że w natłoku domowych spraw i obowiązków, dram, dramatów i niewyjaśnionych zjawisk nie wyrabia się z terminami, siedzi po nocy, a chwilami… Tego też nie zdradzę. Jest w tej historii jeszcze jeden wątek, który może zmienić wszystko.
Po prostu młyn. Jak to w rodzinie
Nie każda rodzina żyje wspólnie, w sporym i naprawdę pięknym domu z ogrodem niczym z powieści Frances Hodgson Burnett. Nie w każdej funkcjonują obok siebie cztery pokolenia. Nie w każdej matki porzucają dzieci, a mężczyźni zjawiają się tylko jako jeszcze jedno źródło zamieszania. Niemniej Marii Wojtyszko i Jakubowi Krofcie udaje się w "Miłych kobietach", w dramaturgicznej soczewce, skupić historię przesiąkniętą życiową prawdą.
Najważniejsza jest Milena. Anita Sokołowska daje jej swoją charyzmę, dowcip, ciało, ożywia jej tęsknoty, marzenia i pragnienia. Wiedzie prym, zarządza tą nieustannie fałszującą orkiestrą z wprawą, którą mają tylko kobiety. Gasi pożar za pożarem, odkładając swoje potrzeby na setny plan, zbliża się do granic załamania nerwowego, niemniej ciągle trzyma batutę.
Pomimo nagromadzenia problemów, a może właśnie dzięki temu, na pewno dzięki dystansowi, świetnym dialogom (babcia Wanda bije wszystkich na głowę), aktorom i zburzeniu czwartej ściany, łatwo jest się w tym filmie rozgościć. Łatwo poczuć się dobrze, swojsko wśród postaci. Jasne, że dalecy są od ideału, Alkiem na pewno chciałoby się mocno potrząsnąć, ale przecież - jak wiemy od czasów "Pół żartem, pół serio" - nikt nie jest doskonały.
"Miłe kobiety" to debiut intrygujący, wyreżyserowany i przedstawiony z zaskakującą swobodą i wielką wrażliwością. Ma w sobie coś z bajki - też w kolorach (domu, strojów, zdjęć), stylizacji, tych wątkach dodatkowych, o których tu celowo nie chcę za wiele pisać. Bajki niepozbawionej, oczywiście, swojego morału. I światełka - dla bohaterek, bohaterów i widzów.
7/10
"Miłe kobiety", otwiera się w nowym oknie, reż. Maria Wojtyszko i Jakub Krofta, Polska 2026.









!["Godzilla Minus Zero" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NE9HACHI2SUX3-C401.webp)


