Agata Kozierańska-Burda i Joanna Łapińska o 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni: rozmowy cieszą najbardziej
- To satysfakcjonujące, że to co robimy, przyciąga uwagę i każdy chce tu być. Ma się wrażenie, że na czas festiwalu świat się zatrzymuje, że wszyscy zjeżdżają do Gdyni - mówi Agata Kozierańska-Burda, dyrektorka Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. - Najważniejsze są chwile, kiedy można z kimś usiąść, porozmawiać i złapać jakąś ważną myśl - przyznaje Joanna Łapińska, dyrektorka artystyczna FPFF i dodaje, że "nie ma tego festiwalu bez dobrego, mocnego polskiego kina".
Festiwal to oczywiście ciężka praca, ale nie tylko. - Mamy takie momenty, kiedy naprawdę śmiejemy się z sytuacji, które notorycznie nam się przytrafiają. Są absurdalne i dotyczą wielu różnych aspektów - zdradza Agata Kozierańska-Burda. - Myślę, że nasi widzowie zobaczą w tym roku, że nie zatrzymaliśmy się, świętując pięćdziesiątkę. 51. festiwal będzie jeszcze świeższy. Mam poczucie, że zrobiłyśmy więcej niż sobie założyłyśmy na początku roku - cieszy się Joanna Łapińska.
O tym, jak wygląda praca na festiwalu w Gdyni, jaki obraz polskiego kina wyłania się z filmów konkursowych, co najbardziej cieszy, co jest wyzwaniem, jak wyglądałby film poświęcony kulisom organizacji festiwalu oraz co trzeba mieć w "zestawie przetrwania" na Gdynię, Agata Kozierańska-Burda i Joanna Łapińska opowiedziały w rozmowie z Anną Kempys.
Anna Kempys, Interia Film: 21 września rozpocznie się 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Gdybyście miały przygotować "zestaw przetrwania" na Gdynię - co obowiązkowo musiałoby się w nim znaleźć?
Joanna Łapińska: - Dużo wody oczywiście!
Agata Kozierańska: - Ja mam taki zestaw przetrwania. Jest kilka rzeczy, które zawsze kupuję przed festiwalem. To są między innymi plastry i to dużo. Zawsze mam w szufladzie coś na ból głowy i na przeziębienie, bo może pojawić się ktoś potrzebujący. I zawsze mam dwa naładowane powerbanki w torebce. To ważne, bo telefon rozładowuje się 2-3 razy dziennie.
Joanna Łapińska: - To prawda. Powerbank jest kluczowy. Ale też płaszcz, szalik plus okulary przeciwsłoneczne, bo nigdy nie wiadomo, jaka będzie pogoda.
To pierwsza edycja, którą przygotowujecie razem od początku do końca…
Joanna Łapińska: - My tego tak nie widzimy. Agata zawsze była bardzo ważną osobą na festiwalu. Była przy wielu kwestiach i właściwie prowadziła je do końca, więc wiele rzeczy i tak razem ustalałyśmy.
Ale jednak jako dyrektorka Agata może teraz decydować o większej liczbie rzeczy niż wtedy, prawda?
Joanna Łapińska: - Ale Agata i tak o wielu rzeczach decydowała. Oczywiście teraz doszła do tego większa odpowiedzialność, ale na co dzień to ona zarządzała festiwalem i podejmowała szereg decyzji. Do Agaty od lat ludzie zwracali się w różnych sprawach.
Agata Kozierańska-Burda: - Warto zaznaczyć, że my z Asią często na etapie produkcji czy organizacji wspólnie planowałyśmy i mówiłyśmy jednym głosem. Potem pojawiał się Leszek [Kopeć, dyrektor FPFF w latach 2003-2025, red.], który podejmował wszystkie decyzje. Teraz ta ścieżka jest skrócona.
Jaka jest granica między pomysłami artystycznymi a tym, co finansowo jest możliwe? Na przykład przychodzisz z jakimś pomysłem, a Agata mówi: "Super, ale na to na pewno nie będzie pieniędzy".
Joanna Łapińska: - Raczej mówi, że trzeba poszukać, albo że trzeba poczekać, albo że trzeba coś zmienić. Dlaczego z Agatą super się pracuje? Bo Agata nie jest tylko panią od budżetu, ale również bardzo aktywnie kreuje wydarzenia. Często jest tak, że przychodzę z pewnym pomysłem i po rozmowie z Agatą ten pomysł się rozrasta, pogłębia. Rozmawiamy oczywiście o budżecie, ale też o każdym elemencie tego wydarzenia, również merytorycznym i razem to budujemy. Myślę, że nasi widzowie zobaczą w tym roku, że nie zatrzymaliśmy się, świętując pięćdziesiątkę. 51. festiwal będzie jeszcze świeższy - ten proces cały czas idzie do przodu. Mam poczucie, że zrobiłyśmy więcej niż sobie założyłyśmy na początku roku.
Agata Kozierańska-Burda: - Dla nas to jest właściwie czwarty rok współpracy. Bardzo szanuję wartość artystyczną i merytoryczną, którą wnosi Asia i festiwal po to jest, żeby właśnie te wartości prezentować. I to Asia jest głównym motorem, który ma kreować festiwal. Ja w zasadzie muszę nadążyć, żeby temu sprostać. Oczywiście nie za wszelką cenę, bo jest ryzyko i odpowiedzialność. Szanujemy swoje przestrzenie i jeśli czegoś nie da się zrobić, to po prostu się nie da. Szukamy rozwiązań, na które nas stać. I faktycznie, udało nam się w tym roku zrealizować sporo rzeczy z naszej listy priorytetów.
W takim razie z czego jesteście szczególnie dumne w tym roku i na co chciałybyście zwrócić uwagę jeszcze przed festiwalem? Bo słyszę, że są takie rzeczy.
Joanna Łapińska: - Bardzo nam zależało, żeby odnowić stronę internetową. W tym roku witamy naszych uczestników nową, funkcjonalną, ładną stroną. Udało nam się też odświeżyć Gazetę Festiwalową i to od razu w dwóch wersjach. Zależało mi na tym, żeby poza wersją papierową, która tym razem będzie wyglądała inaczej, ciekawiej, zbudować też festiwalowy portal, będący doskonałym uzupełnieniem i przestrzenią bieżącego reagowania.
- Są różne drobne elementy, które nas cieszą. Na przykład pojawi się festiwalowy grid i to w dwóch odsłonach, bo krytycy i krytyczki będą oceniali nie tylko filmy z naszych dwóch pełnometrażowych konkursów, ale także krótką formę, którą pokazujemy w konkursie filmów krótkometrażowych. Dlaczego to jest ważne? Bo budujemy kolejną płaszczyznę, gdzie będziemy dyskutować o filmach - zrobi się o nich głośniej, a ich młodzi twórcy dostaną większe wsparcie promocyjne. To jest super ważne.
Agata Kozierańska-Burda: - Cieszę się, że festiwal po trzech latach pierwszej kadencji Asi ma dalej możliwość korzystania z jej wiedzy i że mogę być tego częścią. Czuję, że idziemy w jasno obranym kierunku i mamy plan, który wspólnie realizujemy. Ta ubiegłoroczna pięćdziesiąta edycja poniosła nas dalej. Nie chcemy komuś zaimponować albo wprowadzać jakichś spektakularnych zmian. Padają takie pytania, że jesteśmy tutaj nowe i jak zmieni się festiwal? To nie ma być rewolucja, a ewolucja. Chodzi o naturalną zmianę na festiwalu, która następuje i którą my dostrzegamy.
Joanna Łapińska: - Mam jeszcze trzy przykłady. Rozbudowujemy naszą politykę dostępności, w każdym roku konsekwentnie poprawiamy tę płaszczyznę festiwalu, dodatkowo przy tej edycji ogłosiliśmy konkurs na najlepszą audiodeskrypcję roku. Takie inicjatywy wychodzące poza daty festiwalu są ważne. Jedną z nich jest też "50 na 51". Cieszy ogromnie, że udało nam się kontynuować ten świetny projekt i że buduje się wokół niego społeczność, która dużo intensywniej w tym roku ze sobą pracuje. Kolejnym przedłużeniem naszego myślenia o festiwalu jest projekt "Krótko po Gdyni".
A co to za projekt? Ogólnopolskie tournée filmów nagrodzonych? Tak to sobie wyobrażam.
Joanna Łapińska: - To nasze kolejne ogólnopolskie wydarzenie. Tym razem dedykowane filmom z konkursu krótkich metraży. Wystartujemy już na jesieni i będziemy równocześnie w dwóch przestrzeniach: część filmów pokazana zostanie w partnerskich kinach w całej Polsce, większy wybór równolegle dostępny będzie na platformie VOD TVP. Skąd pomysł? W Gdyni krótka forma cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, zarówno widzowie jednak, jak i twórcy, twórczynie tych filmów zwracają uwagę na ograniczoną ich dostępność poza obiegiem festiwalowym. "Krótko po Gdyni" jest więc odpowiedzią na tę potrzebę.

W Konkursie Głównym jest 16 filmów, 8 w Perspektywach i 28 krótkich metraży. Jaki obraz polskiego kina wyłania się z tego zestawu? Czy jakieś tematy, gatunki są wiodące? Czy coś was zaskakuje, albo może brakuje czegoś, o czym filmowcy powinni waszym zdaniem opowiadać?
Joanna Łapińska: - Jest podobnie do roku poprzedniego. Poruszamy się ciągle w tych samych przestrzeniach, mówimy o dużej różnorodności i to zarówno tematycznej, jak i stylistycznej. Wybrzmiewa kino gatunkowe. To jest też kolejna edycja, która stoi kinem młodych i pokazuje to duża liczba debiutów, które prezentujemy w obu konkursach. Młodość mówi swoim specyficznym językiem i są elementy, które łączą te wypowiedzi. Trochę to już wybrzmiało w ubiegłym roku, kiedy głośno dyskutowany był debiut Emi Buchwald "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej", otwiera się w nowym oknie czy kilka lat temu przy okazji debiutu Marii Zbąskiej "To nie mój film", otwiera się w nowym oknie. Co nowego się pojawia? Humor. Podkreśliłabym obecność humoru we współczesnym kinie. Często stosują go właśnie osoby młode. Dużo jest też historii o lękach współczesności i to zarówno bliskich nam, bardzo osobistych, intymnych, ale też takich rzuconych szerzej na rzeczywistość i świat, w którym żyjemy.
Agata Kozierańska-Burda: - Cieszy mnie, że zmienia się kino historyczne. Te opowieści pokazywane są teraz przez nieco inny pryzmat, scenarzyści i reżyserzy szukają innego sposobu dotarcia do widza. Te historie często zniechęcały, a stają się naprawdę ciekawsze. Miło jest też popatrzeć na twarze reżyserów, reżyserek młodego pokolenia. Kiedyś miało się poczucie, że to są ludzie jakby z innego świata, a teraz te osoby są nam bliskie. Kontakt z nimi podczas spotkań z publicznością jest dużo łatwiejszy. Nasi widzowie uczą się z twórcami rozmawiać i ta rozmowa zdecydowanie robi się łatwiejsza.
Porozmawiajmy o jurorach. W Konkursie Głównym w jury jest siedem osób, w Perspektywach - trzy. Jak dobieracie taki skład? Jaki jest klucz?
Joanna Łapińska: - Nasze składy jurorskie są zróżnicowane zarówno pod względem profesji, jak i wieku oraz płci. Mają gwarantować bardzo szerokie spojrzenie i różne doświadczenia po to, żeby czegoś istotnego nie przegapić, połączyć różne wrażliwości. Bo nie jest to proste zadanie. Sama mam doświadczenia bycia jurorką i zdarzało się, że filmy, które najbardziej mnie poruszyły, nie zostały nagrodzone, bo na przykład nie poruszały kogoś innego, chociaż wydawało się, że mamy podobne wrażliwości.
I wtedy w Gdyni przyznajesz Złotego Pazura…
Joanna Łapińska: - Mówisz o jeszcze innej sytuacji. Tak, mamy nagrodę Złoty Pazur, którą rzeczywiście mam przyjemność osobiście przyznawać. Zależy nam, żeby jury było maksymalnie różnorodne, ciekawe i otwarte. Myślę, że mieliśmy naprawdę ciekawe osobowości w jury w ostatnich latach.
Agata Kozierańska-Burda: - Bywa, że skład jest wypadkową dostępności proponowanych przez nas osób. Ale mam poczucie, że filmy będą oceniać profesjonaliści i profesjonalistki, z których głosem się liczymy.
A co was najbardziej cieszy? Zadowolenie branży? Dużo gwiazd na festiwalu? Publikacje w mediach? A może to, kiedy słyszycie kłócących się widzów pod Teatrem Muzycznym, dyskutujących o jakimś filmie?
Joanna Łapińska: - Rozmowy cieszą najbardziej. Duże emocje związane z filmami, momenty, kiedy ktoś przychodzi i mówi, że albo właśnie odkrył super film, albo obejrzał coś po latach, co go nadal zachwyca, albo spotkał kogoś istotnego, albo uczestniczył w wydarzeniu, które na długo zapamięta. To są najcenniejsze dla mnie momenty.
Agata Kozierańska-Burda: - Ja lubię patrzeć na tłumy w każdym festiwalowym miejscu. To jest takie satysfakcjonujące, że to co robimy, przyciąga uwagę i każdy chce tu być. Ma się wrażenie, że na czas festiwalu świat się zatrzymuje, że wszyscy zjeżdżają do Gdyni i żadne inne tematy nie funkcjonują. W mojej przestrzeni dzieje się tylko festiwal. I mam wrażenie, że dla wielu osób też tak to wygląda. Po prostu są w Gdyni, tu i teraz. To jest dla mnie duża radość.
Joanna Łapińska: - My oczywiście biegamy cały czas z miejsca do miejsca i ta intensywność jest naprawdę duża, ale najważniejsze są chwile, kiedy można z kimś usiąść, porozmawiać i złapać ważną myśl.
Porozmawiajmy o was. Czy pamiętacie taki moment, w którym pojawiła się myśl, że chciałybyście swoje życie zawodowe związać z filmem? A może to był przypadek?
Agata Kozierańska-Burda: - U mnie to był przypadek. Miałam pracować w warszawskiej korporacji, w dziale logistyki jakiejś międzynarodowej firmy. To miał być handel zagraniczny, jakaś funkcja ekonomiczna, gospodarcza. To był kierunek, w którym szłam, ale trochę zboczyłam z drogi.
A co się stało?
Agata Kozierańska-Burda: - Szukałam pracy na wakacje. Festiwal jest we wrześniu, więc to idealny moment, żeby student mógł pracować po skończonej sesji, od czerwca do końca września, i potem wrócić na studia. I taką pracę, mając 21 lat, znalazłam w sekretariacie festiwalu. I zostałam.
Joanna Łapińska: - A ja zawsze zawodowo chciałam związać się z filmem, aczkolwiek nigdy nie podejrzewałam, że mogę pracować w takiej roli. Pierwszym małym krokiem miał być wolontariat na drugiej edycji Nowych Horyzontów, które wtedy przenosiły się z Sanoka do Cieszyna. Pierwsze w życiu CV, pierwszy w życiu list motywacyjny złożyłam w firmie Gutek Film. Kończyłam wtedy piąty rok psychologii w Warszawie, a jednocześnie studiowałam filmoznawstwo w Łodzi i zastanawiałam się, co dalej. Byłam zdziwiona, kiedy 1 czerwca zadzwonił mój telefon i usłyszałam: "Dzień dobry, tutaj Roman Gutek", który zaprosił mnie na spotkanie. Pomyślałam, to dziwne, że dyrektor festiwalu osobiście spotyka się ze wszystkimi wolontariuszami. Już w drugiej części spotkania zorientowałam się jednak, że nie rozmawiamy o wolontariacie, tylko że chodzi o coś więcej - stanowisko, które się wtedy nazywało koordynatorka festiwalu. Naprawdę nie wiedziałam, na co się decyduję. Po tygodniu uważałam, że pracuję tam już od zawsze. I to było super.
A pamiętacie taki moment, kiedy poczułyście, że jesteście zawodowo w tym miejscu, w którym chcecie być? Że to nie jest tylko wakacyjna przygoda?
Agata Kozierańska-Burda: - W moim przypadku dość szybko. Wciągnęła mnie ta festiwalowa atmosfera, zespół i adrenalina, która towarzyszy organizacji festiwalu. I satysfakcja, która przychodzi potem. Szybko zorientowałam się, że chcę iść tą drogą, ale nadal rozwijając się pod kątem zarządzania festiwalem i organizacją. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby iść w kierunku filmoznawczym. Pomimo tego, że filmy zawsze mnie interesowały i lubiłam kino wiem, że to nie jest obszar dla mnie. Przyjacielska atmosfera zbudowana wokół zespołu i ludzie, z którymi po prostu chciałam spędzać czas - dosyć szybko poczułam, że to jest moje miejsce.
Joanna Łapińska: - Ja od razu czułam, że chcę to robić. Dostałam więcej niż marzyłam. Wszystko mnie tam fascynowało i jakkolwiek było trudne i bardzo męczące, w ogóle nie miało to znaczenia. Ważne było, że to jest to. Jedynym zaskoczeniem było to, że kiedy pracuje się przy festiwalu, nie ma czasu na oglądanie filmów w trakcie imprezy!
Agata Kozierańska-Burda: - Nie ogląda się filmów, kiedy pracuje się przy organizacji festiwalu. Niestety… Przez 20 lat obejrzałam chyba pół filmu. Kiedyś poszłam na seans o godz. 22:00, bo myślałam, że o tej porze naprawdę już nic się nie wydarzy. Po 40 minutach i kilku uporczywych telefonach, musiałam wyjść…
Gdynia to gigantyczny maraton, szczególnie dla was. Co robicie pierwszego dnia po zakończeniu festiwalu?
Joanna Łapińska: - W niedzielę o godzinie 11:00 w hotelu Gdynia spotyka się cały festiwalowy zespół i jemy długie śniadanie, podczas którego nie dowierzamy, że to już koniec. Choć tylko pozornie, oczywiście nadal jest masa rzeczy do zrobienia - rozliczenia, wysyłka różnych rzeczy, które były sprowadzone na festiwal. To nie jest tak, że przestajemy pracować i nic się nie dzieje. Ja już wiem, że w tygodniu pofestiwalowym będę najpierw w Krakowie, potem w Katowicach. Pracuję nad następnymi projektami. Zawsze jest mi też trochę smutno... Nazywam to syndromem postkolonijnym. Pamiętacie takie uczucie?
Agata Kozierańska-Burda: - Ja mam depresję pofestiwalową.
Joanna Łapińska: - Widzisz, to jest dokładnie to samo - brak czegoś.
Agata Kozierańska-Burda: - To jest trudny moment, pojawia się takie uczucie, że nie do końca wiesz, co ci jest. Masz syndrom odstawienia. Brakuje adrenaliny i takiego momentu, kiedy jesteś absolutnie potrzebna i w coś zaangażowana - to się nagle ucina i wszystko zwalnia. Potrzebuję mniej więcej dwa tygodnie na dojście do siebie. Wiele osób od razu po festiwalu musi się odciąć, wziąć wolne, zostać w domu, odespać albo wyjechać. Ja działam jak lądujący samolot - zwalniam powoli i dopiero w drugiej części października czuję, że jestem gotowa wyczyścić głowę. Wtedy biorę kilka dni wolnego. Wcześniej jest sporo rzeczy do ogarnięcia i mam poczucie, że powinnam być kapitanem, który schodzi ostatni i że przede wszystkim muszę dać ludziom odpocząć - sobie to prawo daję jako ostatnia.
Jak wyobrażacie sobie festiwal za pięć lat? Czy w związku z tym, jak szybko zmienia się technologia i jak bardzo mocno w nasze życie wchodzą platformy streamingowe, tradycyjny festiwal filmowy będzie miał rację bytu?
Joanna Łapińska: - Oczywiście, że będzie miał rację bytu. Mówimy nie tylko o prezentacji filmów, ale także o spotkaniu i wymianie myśli, więc tu nic się nie zmieni. Bardzo wyraźnie wyobrażam sobie festiwal za pięć lat - to będzie naprawdę silna marka, jeszcze bardziej rozpoznawalna i zaznaczająca swoją obecność w każdym miesiącu, również po jego zakończeniu. Choć już teraz rozmawiamy o świetnie działającym wydarzeniu kulturalnym. Jego wyjątkowość polega na tym, że doskonale łączy świat widzów ze światem środowiska filmowego. Te dwie mocne grupy spotykają się w Gdyni i przenikają - każda jest wyrazista, każda jest bardzo ważna.
Agata Kozierańska-Burda: - Za pięć lat, czyli w 2031 roku, tak? To nas może nie być. Bo ja mam kadencję do 2029, a ty do 2030...
Joanna Łapińska: - Ale wiecie, co jest najważniejsze? Żebyśmy nadal mogli pokazywać filmy. Żeby te "czarne" głosy na temat przyszłości polskiej kinematografii okazały się wyłącznie krakaniem, które się nigdy nie ziści. To jest najważniejsze, bo jeśli nie będzie szerokiego, różnorodnego, ciekawego polskiego kina, to ten festiwal straci na tym. Nie ma tego festiwalu bez dobrego, mocnego polskiego kina.
Agata Kozierańska-Burda: - Najważniejsze, żeby festiwal po prostu trwał i miał sprzyjające warunki do rozwoju. Jeżeli miałabym czegoś życzyć festiwalowi za pięć lat, to żeby mógł nadal funkcjonować w takiej formule i współpracy z różnymi decydentami. Żeby atmosfera wokół festiwalu zmierzała do dialogu. Żeby to było nasze wspólne dobro.
A jakie trzy słowa najbardziej kojarzą się wam z festiwalem?
Joanna Łapińska: - Moje trzy słowa to: szerokie spojrzenie, młodość, stabilizacja i mocna marka. To właściwie cztery… Tak chciałabym widzieć ten festiwal. To są dla mnie bardzo ważne przestrzenie, o których trzeba myśleć.
Agata Kozierańska-Burda: - Festiwal na pewno kojarzy mi się ze spotkaniem, dialogiem. Sam film bez spotkania z twórcą, bez rozmowy, to nie jest to, czego my chcemy, ani czego oczekuje widz. Dla mnie te trzy słowa to spotkanie czy dialog, poza tym młodość, nowe pokolenie. To bardzo interesujące, jak zmienia się dialog przez pryzmat młodego i starszego pokolenia. A trzecie słowo? Stabilizacja - to chyba bym z tobą współdzieliła.
Joanna Łapińska: - Ja bym chciała, żeby spotkanie to było moje trzecie słowo, choć mam już cztery.
Agata Kozierańska-Burda: - Czyli mamy dwa wspólne słowa. Super. A tak przez pryzmat zupełnie przyziemny, to myślę, że festiwal jest dla nas ogromnym wysiłkiem.
Joanna Łapińska: - Ale też radością.
Agata Kozierańska-Burda: - Tak, wysiłkiem i ciężką pracą, a jednocześnie satysfakcją i radością. Kocham ten festiwal i jednocześnie go nie znoszę.
Joanna Łapińska: - To prawda, słyszysz w tym naszą pasję? Kiedy o tym rozmawiamy?
Słyszę pasję bardzo wyraźnie.
Joanna Łapińska: - I myślę, że nie tylko u nas. Gdybyś porozmawiała z całym zespołem, wszędzie czuć tę pasję. Są takie momenty tuż przed festiwalem, kiedy siedzimy do późnego wieczora, pracujemy i cały czas dyskutujemy o tej imprezie. To po prostu się nie kończy.
Agata Kozierańska-Burda: - Przed festiwalem wszystkie inne rzeczy schodzą na dalszy plan. Najlepiej czujemy w swoim towarzystwie. Wszystkie inne osoby wydają się być z innej planety. Czym one się zajmują? Nie wiedzą, że jest festiwal? Jest nam ze sobą dobrze, bo współdzielimy problemy.
Gdyby miał powstać pełnometrażowy film o kulisach organizacji festiwalu w Gdyni, to jaki gatunek by reprezentował? To byłaby komedia, kryminał, horror czy dramat?
Agata Kozierańska-Burda: - Myślę, że to musiałby być serial, bo w filmie absolutnie nie da się tego zamknąć. Mamy takie momenty, kiedy naprawdę śmiejemy się z sytuacji, które notorycznie nam się przytrafiają. Są absurdalne i dotyczą wielu różnych aspektów. Więc dałoby się zrobić z tego komedię, ale myślę, że mógłby powstać też niezły horror, a dramat to przede wszystkim. Można byłoby też pokazać festiwal jako komedię romantyczną i romans, bo wiele takich związków tu się zrodziło i to są bardzo ciekawe historie.
Joanna Łapińska: - Właśnie, są festiwalowe dzieci.
Agata Kozierańska-Burda: - Nasze dzieci też na różnym etapie festiwalu się przewijały, więc historia familijna też mogłaby powstać. Kto co lubi.
*****
51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, otwiera się w nowym oknie w Gdyni odbędzie się w dniach 21-26 września 2026 roku. Producentem festiwalu jest Pomorska Fundacja Filmowa w Gdyni. Interia jest patronem medialnym festiwalu.




!["NAZA" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NF0GRS6K9ME6M-C401.webp)






