Protagonistą "LARP-u" jest nastoletni Sergiusz (Filip Zaręba), uczeń technikum w średniej wielkości mieście, który mierzy się z typowymi problemami życia szkolnego i nastoletniego. Wywodzący się z majętnej rodziny Gozno (Hubert Łapacz) uprzykrza mu czas między lekcjami, natomiast w domu ojciec Hubert (Andrzej Konopka) nie ukrywa, że nie jest zadowolony z pasji syna. Bo największą radością w życiu Sergiusza są LARP-y, w których wciela się w elfickiego łucznika i razem z grupą znajomych pokonuje hordy orków. Punktem zwrotnym w życiu młodzieńca jest dołączenie do jego klasy Heleny (Martyna Byczkowska), w której szybko się zakochuje. Niestety, nerdowi zawsze wiatr w oczy – dziewczyna zaczyna kumplować się z ekipą Gonza. Mimo to Sergiusz ma wrażenie, że coś iskrzy między nim i nową koleżanką.
"LARP. Miłość, trolle i inne questy". Najlepszy "twój stary" w polskim kinie
Kądziela powraca do LARP-ów po swoim krótkim metrażu pod tym samym tytułem sprzed 11 lat. Grający w nim główne role Marcel Borowiec i Helena Ganjalyan pojawiają się zresztą w "Miłości, trollach i innych questach" w tle jednej z gier. Nie jestem fanem tamtego filmu, utrzymanego w nieznośnie poważnej tonacji. Prezentował on podobną historię chłopaka, który uciekał w fantastykę w obawie przed konfrontacją z codziennością. Wydaje się, że po 11 latach reżyser znalazł w końcu klucz do tej opowieści, a także wypracował własny język filmowy. Swe umiejętności szlifował między innymi za kamerą kilku odcinków hitu Netfliksa "1670", a obecny tam rodzaj humoru znajdziemy także w najnowszym "LARP-ie".
Co ważne, reżyser wie, że dowcip wiąże się często z postaciami. Z kolei nawet najśmieszniejszy żart nie wiele zdziała, jeśli nie będzie nas obchodziło, kogo on dotyczy. Kądziela wypełnia świat swojego filmu sympatycznymi i charakterystycznymi bohaterami, których zaraz się zapamiętuje i lubi. Świetnie wypada ekipa Sergiusza, czyli Damon (Maciej Bisiorek), Kostka (Agnieszka Rajda) i milczący Goliat (Mikołaj Chilimończyk). Bardzo dobrze prezentuje się także Bartłomiej Topa jako pisarz Louis Lacroix, czyli Steven Seagal polskiej fantastyki z ego wybujałym ponad miarę. Show kradnie jednak Andrzej Konopka jako owdowiały ojciec głównego bohatera, który za wszelką cenę stara się zrobić z niego mężczyznę. Twórcy mogliby wyśmiać tę postać jako stereotypowego "twojego starego". Jednak pod powierzchnią kołaczą się tam skrajne emocje, trud w nawiązaniu relacji z synem, samotność po tragicznej śmierci żony, w końcu tony dobrej energii, które szukają jakiegoś ujścia. Także Hubert Łapacz sprawia, że szkolny łobuz Gonzo ma drugie dno i potrafimy mu jakość współczuć. Natomiast Filip Zaręba i Matylda Byczkowska są razem uroczo niezręczni i łatwo im kibicować.

"LARP. Miłość, trolle i inne questy". Brakowało nam takiego poczucia humoru
Kądziela bierze różne sytuacje, które znamy z naszych domów, szkół i relacji, czasem podkręca je komediowo, ale nigdy z nikogo się nie naśmiewa. Jego poczucie humoru najczęściej przypomina wspominanie czegoś z nostalgią. Oczywiście zdarzają się także dowcipy utrzymane w innym stylu, czasem mogące przekroczyć granice niektórych widzów (tragiczny los matki Sergiusza), ale większość z nich przepełnia ciepło i dobra energia. W naszym kinie brakowało takiego poczucia humoru.
"Miłość, trolle i inne questy" robi także ogromne wrażenie za sprawą swej realizacji. W kreacji świata dominują ciepłe kolory połączone z pewną retromanią – meblościanka nigdy nie wyglądała tak ładnie. Wspaniała scenografia i dobór gadżetów oraz kostiumów sprawia zresztą, że "LARP" jest utrzymany trochę poza czasem. Akcja mogłaby się rozgrywać 30 lub 10 lat temu. Boli mnie, że w pewnym momencie pada zdanie o sklepie online, które burzy tę iluzję.

"LARP. Miłość, trolle i inne questy". W polskim kinie idzie nowe
Dzięki wyrazistym bohaterom, humorowi i świetnej realizacji tę w sumie sztampową historię o klasowej niedojdzie, która stara się zdobyć serce pięknej koleżanki, ogląda się z ciągłym zaangażowaniem. Trochę bolą scenariuszowe skróty i uproszczenia (pojawienie się "orka" w obozie, rozwiązanie konfliktu Sergiusza i jego ekipy). Ostatecznie trudno jednak nie lubić "LARP-u", bo jego morał jest jak najbardziej słuszny. Akceptujmy się i nie wstydźmy tego, kim jesteśmy, a razem łatwiej jest przeciwstawić się kolejnym problemom. Wszystko to opakowane w zabawną formę, a przede wszystkim pozbawione elementów, które skutecznie ubijały wcześniejsze filmy o licealistach – bycia "młodzieżowym" na siłę (nikt tutaj nie rapuje!), wyeksploatowanych motywów fabularnych (narkotyki, pójście w gangsterkę) i nadętego moralizatorstwa.
"LARP" razem z "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" Emi Buchwald i "Życiem dla początkujących" Pawła Podolskiego – filmami tak różnymi od siebie – otwiera nurt o młodych dorosłych, w którym relacje, empatia i próby zrozumienia są najważniejszymi wartościami. Po latach dokręcania śruby i pesymizmu w polskim kinie mam nadzieję, że potrwa on jak najdłużej.
7,5/10
"LARP. Miłość, trolle i inne questy", reż. Kordian Kądziela, Polska 2025, dystrybucja: Mówi Serwis, premiera kinowa: 17 października 2025 roku










