"ÒPI": feministyczny horror. Toksyny idą w parze z religijnością
Marta Giec napisała scenariusz razem z Dominiką Kłoczewiak. To bardzo feministyczny horror. Nakręciły go kobiety i głównymi bohaterkami są kobiety. Wiktoria Kruszyńska wciela się w Trinie, 18-latkę, która planuje ucieczkę z domu wraz ze swoją przyjaciółką Adą (Pitry). Trinia mieszka z toksyczną matką Ulą (Gabriela Muskała). Ciągła kontrola córki i nieustanna jej krytyka nie bierze się jednak tylko i wyłącznie z kwestii psychologicznych. W jej mrocznym domu toksyny idą w parze z religijnością. Gdy w życiu Triny pojawiają się jej nieznana jej ciotka Helena (Magdalena Boczarska) i przykuta do wózka babcia (Iwona Bielska), dziewczyna zaczyna rozumieć skąd biorą się jej wszystkie bolączki. Ciała, umysłu i duszy.
Grana przez Gabrielę Muskałę Ula jest wersją matki Carrie z klasyku Stephena Kinga zekranizowanego mistrzowsko przez Briana de Palmę. To religijna fanatyczka, która jest przyklejona do telewizora podczas ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Akcja "ÒPI" rozgrywa się na początku XXI wieku, bardzo dziwacznym czasie dla Polski, gdy cała wierchuszka lewicowego rządu Leszka Millera wraz z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim czekała na płycie lotniska na przybycie Papieża Polaka.
Dziś taki obrazek jest nie do pomyślenia. Ten okres jest zresztą w filmie świetnie odwzorowany. Postkomuniści oddający hołd głowie Kościoła katolickiego, raczkujący Internet odpalany z modemu i drewniana boazeria na ścianach mieszkań przypominająca niezwykły czas przełomu, gdy Polska wychodziła już z romantyzowanych dziś, a przecież trudnych lat 90., ale jeszcze była przed wstąpieniem do Unii Europejskiej. Polska jest na rozstaju dróg. Podobnie, jak Trina.
"ÒPI" według kaszubskich wierzeń to inaczej łopi, czyli upiór
Giec i Kłoczewiak pakują do swojego folk horroru sporo elementów. Z ekranów telewizora nie schodzi papież, w którego wpatrzona jest nucąca "Barkę" mama Ula. W tle pojawia się opowieść o Trinie Papisten, zielarce spalonej na stosie w 1701 roku w Słupsku. Zły katolicyzm uosobiony przez papieża vs nauka? Tak to wygląda. Tyle, że Trina Papisten nazywała się naprawdę Kathrin Zimmermann, a pseudonim jest pogardliwym nawiązaniem do jej… katolicyzmu. Zimmermann była ostatnią kobietą spaloną na stosie na Kaszubach. Spaloną przez protestantów, którzy oskarżali ją nie tylko o bycie czarownicą, ale też papistką. Tego faktu z "ÒPI" się akurat nie dowiemy. Tutaj wybrzmiewa zderzenie krzyża z kaszubską demonologią.
"ÒPI" to inaczej łopi, czyli upiór. Według kaszubskich wierzeń pojawiał się on na świecie, gdy rodziło się dziecko urodzone w tzw. czepku. Dla Kaszubów określenie "w czepku urodzony" ma zupełnie inny wymiar niż ten, który znamy z popularnego przysłowia. Aby upiór się nie pojawił, czepek palono, ścierano na proszek i podawano dziecku razem z mlekiem matki. Ten wątek jest kluczowy w mrocznej opowieści o trzech pokoleniach filmowych kobiet. Cieszy fakt, że nasi filmowcy eksploatują ludyczne upiory obecne w mitologiach różnych regionów w Polsce. Strzygi, Wąpierze, Niebyszczyki, Południce, Utopiec, Zmory - mamy w naszym folklorze całą paletę straszydeł, które można wykorzystać w horrorze, dbając, by ten gatunek był wciąż świeży i atrakcyjny. Zresztą Hollywood zaczął się o te zjawy upominać jakiś czas temu. Baba Jaga pojawia się tam nie tylko jako ksywka Johna Wicka.
"ÒPI" jest horrorem pełną gębą pod względem wizualnym
"ÒPI" jest horrorem pełną gębą pod względem wizualnym. Finał nie różni się niczym od hollywoodzkich produkcji kręconych za miliony dolarów. Jest krwawo i mrocznie. Wiktoria Kruszyńska jest przekonująca w roli pogubionej nastolatki, która nie rozumie jeszcze, dlaczego pociągają ją mroczne rejony i skąd bierze się religijny fanatyzm jej matki. Również Muskała i Boczarska dobrze się odnalazły w kinie grozy, które tylko z pozoru jest dla aktora łatwe. Szczególnie, gdy nie jest to horror z elementami meta i autoironią gatunkową.
Szkoda jednak, że do samego scenariusza wkradł się chaos. Zasygnalizowane wątki się urywają (spalenie na stosie), drugoplanowe postacie znikają (przyjaciółka Opi), a o samych kaszubskich wierzeniach musiałem doczytać po seansie, by je w pełni zrozumieć. Można odnieść wrażenie, że scenarzystki wpakowały różne religijne tematy, czyniąc z nich raczej ozdobnik niż spójny obraz duchowości głównych bohaterek.
W finale dzieje się wiele, ale nie do końca jasne jest, kto w finalnej bitwie stoi po stronie dobra, a kto zła. A przecież o tym chodzi w horrorze o upiorach, nieprawdaż? Nawet tych z Kaszub. Chaos w scenariuszu rekompensuje przednia wizualna strona ostatniego aktu. Mnie, fana horrorów, cieszy widok kolejnych polskich filmowców, którzy dobrze się w tym gatunku czują.
6/10
"ÒPI", otwiera się w nowym oknie, reż. Marta Giec, Polska 2026.











!["Godzilla Minus Zero" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NE9HACHI2SUX3-C401.webp)

