"All of a Sudden" to kino o śmierci, ale przede wszystkim o życiu: o jego kruchości, przemijaniu i potrzebie bliskości. Ryusuke Hamaguchi nakręcił ten film w prawdziwym ośrodku, wśród osób znajdujących się u kresu życia. Aktorki nie ukrywają, że projekt zostawił w nich trwały ślad.
Virginie Efira opowiadała, że metoda pracy Hamaguchiego polegała nie na graniu emocji, lecz na zanurzeniu się w rzeczywistości miejsca. - Nie używaj tekstu jako narzędzia. Wejdź do środka - wspomina słowa reżysera. Jak przyznała, praca nad filmem była dla niej niemal drogą duchową.
Osobisty charakter doświadczenia planu filmowego podkreślała też Tao Okamoto. Aktorka przyznaje, że przez lata wypierała myślenie o śmierci, ponieważ panicznie bała się jej jako dziecko. Przygotowując się do roli umierającej kobiety, oglądała materiały o pacjentach onkologicznych i rozmawiała z rodzinami osób chorych na raka. - Momentami czułam, jakbym sama naprawdę była chora - mówiła.
Obie aktorki podkreślały, że film Hamaguchiego nie próbuje oswoić śmierci w sentymentalny sposób. Raczej przypomina o czymś, od czego współczesny świat desperacko ucieka. - Śmierć rozświetla życie, rzuca na nie światło - podkreśla Efira.
Dotykając niewygodnego tematu, "All of a Sudden" okazało się jednym z najważniejszych filmów tegorocznego Cannes. To nie tylko osiągnięcie artystyczne, ale też niezwykle rzadki dziś przykład kina, które próbuje rozmawiać o przemijaniu bez cynizmu, ironii i emocjonalnego szantażu.
Artur Zaborski: Wiem od reżysera, że pracowaliście w miejscu, gdzie przebywają ludzie terminalnie chorzy, będący blisko śmierci. Jak to miejsce wpłynęło na waszą pracę? Jaki miało wpływ na was osobiście i na graną przez was postać?
Virginie Efira: - Podczas przygotowań, kiedy robiliśmy wszystkie czytania w EHPAD (francuski odpowiednik medycznego domu opieki dla osób starszych - przyp. red.), czasem w trakcie prób ktoś przychodził, siadał obok, brał szklankę, coś pił i wracał na swoje miejsce, a Ryusuke brał go za rękę. To wszystko cały czas się działo. Byliśmy w tym zanurzeni. Cały proces, cały sposób pracy Ryusuke Hamaguchiego polega na tym, żeby wejść do środka rzeczywistości, być wewnątrz tego świata. I oczywiście jednym ze sposobów było po prostu przebywanie z tymi ludźmi. Czasem można niektórych z nich zobaczyć w filmie, ale wszystkie postacie z zaburzeniami poznawczymi są grane przez aktorów.
Tao Okamoto: - Grałam osobę, która początkowo tylko przychodzi w odwiedziny, ale ostatecznie przeżywa tam swoje ostatnie chwile. Tak jak mówiła Virginie, cały czas byliśmy tam razem podczas prób i przygotowań. Poprosiłam więc produkcję, żeby znalazła mi mieszkanie jakieś trzy minuty pieszo od tego miejsca. I samo codzienne chodzenie tam było czymś niezwykłym. To miejsce było tak piękne - natura, atmosfera… Czuliśmy, że ludzie, którzy naprawdę tam mieszkają, mają dobre życie. I myślę, że dzięki temu łatwo było nam wejść w ideę tego, czym mógłby być idealny dom opieki dla osób starszych. Byliśmy bardzo blisko takiego wymarzonego miejsca, choć oczywiście są też ludzie, którzy myślą inaczej, mają inne cele. I to również zostało pokazane w filmie. Ale generalnie wszyscy mówiliśmy sobie, że jeśli kiedyś będziemy potrzebować takiego miejsca, chcielibyśmy wrócić właśnie tam, bo było po prostu piękne.
Śmierć jest czymś, od czego próbujemy uciec, chcemy ją ignorować. Udajemy, że nas nie spotka. Nie lubimy o niej rozmawiać ani się w nią zagłębiać. Ale filmy takie jak ten próbują nam o tym przypominać. Próbują uczynić to czymś normalnym. Zastanawiam się, dlaczego zdecydowałyście się wziąć udział w projekcie, który porusza jednocześnie tak ważny i tak trudny temat?
Virginie Efira: - Zdecydowałam się wejść w ten projekt właśnie z tego powodu. Ze względu na ten temat. Pierwszą rzeczą, jakiej uczy filozofia, jest to, że życie ma wartość dlatego, że jest ulotne. To dlatego, że istnieje śmierć, egzystencja staje się interesująca. Wszystko, co tragiczne, jest wyczerpujące. Ale życie jest warte przeżycia właśnie dlatego, że na jego końcu jest śmierć. Jest przejściowe, to coś ulotnego. Śmierć rozświetla życie, rzuca na nie światło.
Tao Okamoto: - Dla mnie powodem, dla którego wskoczyłam do tego projektu, było po pierwsze to, że to film pana Hamaguchiego. Byłam wielką fanką jego twórczości. Niezależnie od tematu, ale akurat ten temat był dla mnie idealny. Śmierć była czymś, co, tak jak powiedziałeś, ignorowałam przez lata, ponieważ jako dziecko strasznie się jej bałam. Kiedy zaczynałam o niej myśleć, nie mogłam przestać płakać albo nie mogłam zasnąć. A kiedy dorastałam, nauczyłam się odwracać od tego faktu, że wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku. Ale tym razem musiałam się z tym skonfrontować ponownie, grając postać, która umiera. I to nie było łatwe.
- Czytałam historie osób, które przeżyły albo nie przeżyły, oglądałam materiały na YouTubie, czytałam artykuły, poznawałam historie rodzin pozostawionych przez tych nieszczęsnych ludzi chorych na raka. I momentami czułam, jakbym sama naprawdę była chora. Czasem, kiedy człowiek jest psychicznie osłabiony, może niemal przejąć pewne fizyczne objawy choroby. Nie mówię, że można dostać raka od samego myślenia o nim, bo to zupełnie inny mechanizm, rozumiem to. Ale mimo wszystko miałam momenty, kiedy myślałam: "Może ja też to mam?". Takie uczucie przechodziło przez moje ciało. Musiałam też schudnąć do tej roli. Byłam bardzo osłabiona i naprawdę miałam nadzieję, że po filmie nie zachoruję. To było ogromnie wymagające doświadczenie, ale jednocześnie bardzo spełniające.
Czy istnieje emocjonalny koszt, który aktorka musi zapłacić za udział w takich projektach?
Virginie Efira: - Zdecydowanie tak, ponieważ to było czymś więcej niż tylko planem zdjęciowym. To było doświadczenie życiowe. Kiedy już się czegoś takiego doświadczy, to już nigdy człowieka nie opuszcza. Na szczęście. Sposób, w jaki reżyser podchodził do pracy, sposób, w jaki pracował z nami, sprawił, że mogliśmy naprawdę doświadczać różnych rzeczy. Zamiast próbować je odgrywać czy reprezentować, mieliśmy - jak sam mówił - odnaleźć światło i poczuć wszystko od środka. Pamiętam, jak pewnego dnia powiedział mi: "Czuję, że wciąż próbujesz interpretować tekst. Nie używaj tekstu jako narzędzia. Wejdź do środka". Na początku pomyślałam: "Co to właściwie znaczy?". Ale właśnie o to chodziło. Jest w tym emocjonalne zaangażowanie, ale na szczęście ono już istnieje w człowieku. Trzeba tylko znaleźć do niego drogę. To jest coś więcej niż droga aktora, to niemal droga duchowa.
Tao Okamoto: - Dla mnie to również było doświadczenie, które zmienia życie. Zagranie tej roli naprawdę coś we mnie zmieniło. Ale odkryłam też ponownie, że podczas pracy nad takim projektem wciąż żyjesz swoim codziennym życiem poza planem. I to po prostu się dzieje, niezależnie od twojej woli. To wszystko na ciebie wpływa. Czasami bardzo próbuję trzymać się tego, co sobie zaplanowałam jako aktorka, ale moje prawdziwe życie jest akurat kompletnym chaosem. I nagle okazuje się, że jestem szczęśliwsza, niż powinnam być w danej scenie albo odwrotnie. W pewnym momencie po prostu poddałam się próbom kontrolowania tego i pozwoliłam rzeczywistości wnosić swoją własną magię do procesu tworzenia filmu. Bo ostatecznie aktorzy też są tylko ludźmi. I ten cud, ta tajemnica tego, że właśnie ja gram tę postać, właśnie w tym roku, z nią, w tej sytuacji, w tym otoczeniu - wszystko to staje się składnikami filmu. To było więc bardzo piękne doświadczenie samopoznania.

















!["Ojczyzna" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MWPXYJLE8088G-C401.webp)