"Spiritus sanctus": Michał Toczek i Sebastian Stankiewicz w Konkursie Filmów Krótkometrażowych w Cannes
To - jak mówią twórcy - opowieść, która zaczyna się od anegdoty, a prowadzi w stronę metafizyki. Fabuła koncentruje się na Bogdanie, który nie może kupić alkoholu, bo w związku z wizytą papieża w Polsce wprowadzono w kraju prohibicję.
- Dwa mocne przeciwstawne elementy, sacrum i profanum, są energetyczne filmowo i mnie pociągają - tłumaczy reżyser Michał Toczek w rozmowie z Interią w Cannes. Podkreśla, że nie chodziło mu o prowokację wymierzoną w czyjąkolwiek wrażliwość. - Zawsze mi zależy, żeby tymi filmami nie urażać - deklaruje. - To jest jakiś rodzaj komedii, więc powinno być trochę niegrzecznie, ale z szacunkiem - dodaje.
- Na początku to była anegdota - mówi Michał Toczek, opowiadając o genezie filmu. Pomysł wyszedł od scenarzysty Adama Porębowicza, ale dopiero później rozpoczęła się właściwa praca nad scenariuszem, tonem i znaczeniami tej historii. Toczek zaprosił do współpracy Sebastiana Stankiewicza, z którym zna się już z wcześniejszych projektów.
- Cieszymy się, że premiera jest tutaj. Ale mamy nadzieję, że film jeszcze oczywiście po festiwalu będzie żył, będzie oglądany - zaznacza. Polska publiczność zobaczy go dopiero w kolejnych miesiącach, między innymi na Krakowskim Festiwalu Filmowym, "Młodzi i Film" w Koszalinie i Nowych Horyzontach.
"Spiritus sanctus": "metafizyczny film drogi"
Sebastian Stankiewicz opisuje film jako "metafizyczny film drogi", choć zamknięty w krótkim metrażu. Jego bohater, Bogdan, jest człowiekiem żyjącym gdzieś z boku, "w cichości swojego serca", niepozornym, niemal niewidzialnym.
- To są zawsze ludzie gdzieś z tłumu, ludzie gdzieś z sąsiedztwa - mówi aktor o bohaterach, których interesują Toczka. - Raczej tacy, którzy się nie wybijają na afisz, a których ta wielka historia potem dopada.
Tym razem wielka historia przychodzi pod postacią narodowego religijnego wydarzenia, ale też bardzo przyziemnego problemu: jak uczcić urodziny, kiedy w kraju obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu?
Cannes okazało się dla twórców zaskoczeniem
Toczek wspomina, że wiadomość o selekcji przyszła bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia. - Nie było żadnych znaków na niebie - opowiada. - Po prostu była informacja: zapraszamy. Najpierw trzeba było wypełnić formalności, a dopiero potem dotarło do nas, że film rzeczywiście trafił do jednego z najważniejszych konkursów krótkometrażowych na świecie - wspomina.
Przyznaje, że to była olbrzymia radość, ale też niedowierzanie. Stankiewicz uzupełnia, że Cannes robi ogromne wrażenie już od pierwszych minut. - Przyjechaliśmy właściwie prosto z samolotu, zrzuciliśmy torby i od razu przyszliśmy tutaj. Widzimy, ile się dzieje. To naprawdę wielkie święto kina artystycznego - podkreśla.
Dla Stankiewicza obecność w Cannes ma także wymiar osobistego spełnienia. Aktor przyznaje, że od lat oglądał filmy z tego festiwalu, śledząc kino, które wyznacza trendy, szuka nowych form i podejmuje odważne tematy.
- To kino jest odważne, pokazuje coś innego, podejmuje ważne tematy, ale też pod względem artystycznym cały czas szuka czegoś nowego - mówi. - Spełniło się jakieś moje kolejne marzenie aktorskie, żeby być tutaj, w miejscu, gdzie odbywa się to święto światowego kina.
Kino krótkometrażowe jest ważne
Ich film "Spiritus sanctus" jest również przypomnieniem, jak ważne pozostaje kino krótkometrażowe. Toczek zwraca uwagę, że Cannes pomaga skierować uwagę widzów na formę, która często nie ma takiej promocji jak pełne metraże, choć potrafi podróżować po świecie i opowiadać o polskiej kulturze równie skutecznie.
- Ludzie nie zawsze są zaznajomieni z filmem krótkometrażowym - mówi. - A przecież na świecie jest dużo polskich filmów na festiwalach. Dzięki nim widzowie z całego świata zapoznają się z polską kulturą - przekonuje. Jak dodaje, piętnaście minut może być dla widza łatwiejszym zaproszeniem do kina niż pełnometrażowy seans, a zarazem wystarczającą przestrzenią, by opowiedzieć pełną, znaczącą historię.












