Paweł Pawlikowski: "Ojczyzna" jest najbardziej osobistym filmem, jaki zrealizowałem
"Ojczyzna" to pierwsza fabuła Pawlikowskiego od czasu "Zimnej wojny", która w 2018 roku zapewniła mu w Cannes nagrodę za najlepszą reżyserię, a następnie nominacje do Oscarów.
W "Ojczyźnie" ponownie poruszył kwestie tożsamości, historycznych zawirowań i poczucia przynależności. Scenariusz - współtworzony przez Pawlikowskiego i Henka Handloegtena - został oparty na książce "Czarodziej" Colma Tóibína o życiu niemieckiego pisarza Thomasa Manna.
Podczas piątkowej konferencji prasowej w Cannes reżyser podkreślił, że interesują go historie korespondujące z momentem, w którym się znajdujemy.
"Rzadko robię filmy, więc między nimi mam mnóstwo czasu. A w moim życiu i na świecie dzieją się różne rzeczy. Niczego nie kalkuluję. Po prostu zastanawiam się, która historia łączy się ze mną w danym momencie - nie w sensie intelektualnym, ale z tym, gdzie jestem. Co dziwne, choć 'Ojczyzna' opowiada o rodzinie Mannów, jest najbardziej osobistym filmem, jaki zrealizowałem. Czuję to, co oni. Rzeczywistość jest skomplikowana i nic z tego, co mówią ludzie, nie odzwierciedla tego, kim jesteśmy ani jaki jest świat. Bliskie jest mi poczucie bezradności. Pewnie nie tylko mnie, może również widzom" - powiedział Paweł Pawlikowski.
Twórca zwrócił uwagę, że powstaje coraz więcej produkcji poświęconych przeszłości, ponieważ z dystansu łatwiej opowiada się o tym, co było.
"Wiele filmów historycznych, które oglądam, ma jasną tezę, pokazuje przeszłość zgodnie z obraną narracją. Twórcy takich obrazów próbują nam coś wmówić, a postacie bardzo często coś ilustrują lub wyjaśniają. Staram się działać odwrotnie - pokazywać, jak bardzo wszystko jest złożone. Jeśli masz pewność, że twoja narracja jest słuszna, oznacza to coś przeciwnego. Historia jest zawiła" - podsumował.
O czym opowiada film "Ojczyzna"?
Wszystko zaczyna od prologu. Syn Thomasa Manna Klaus (August Diehl) siedzi nago w canneńskim hotelu, oparty o łóżko. W zbliżeniu widzimy drobiazgi leżące na stoliku, wśród nich napełnioną strzykawkę. W tle - pogniecioną pościel noszącą ślady przelotnych, miłosnych uniesień. Nie ma wątpliwości, że mamy przed sobą człowieka uzależnionego, złamanego, który spędził życie w cieniu sławnego ojca i nie doczekał się z jego strony upragnionego uznania.
Klaus rozmawia przez telefon ze swoją siostrą, pisarką Eriką (Sandra Hüller), z którą zawsze łączyły go bliskie relacje. Kobieta namawia go, by dołączył do niej i ojca Thomasa Manna (w tej roli Hanns Zischler) podczas wyprawy do Niemiec. Po 16 latach spędzonych na emigracji - najpierw w Szwajcarii, a następnie w Stanach Zjednoczonych - w 1949 roku noblista postanowił bowiem odwiedzić swoją ojczyznę.
"Będąc obywatelem amerykańskim, nadal jestem pisarzem niemieckim, wiernym językowi niemieckiemu, który jest moim prawdziwym domem" - uzasadnił tę potrzebę bohater książki Tóibína. Erika uważa, że to zły pomysł. Wie, że podczas wizyty powojenne resentymenty odżyją, że niektórzy nie wybaczą jej ojcu wyjazdu za ocean, a inni - zamiaru powrotu do Kalifornii. Zgadza się jednak wozić pisarza po kraju.
Pierwszym przystankiem na ich trasie jest będący w amerykańskiej strefie Frankfurt, gdzie Mann ma odebrać nagrodę imienia Goethego, ostatnim natomiast - kontrolowany przez Sowietów Weimar. W trakcie publicznych wystąpień pisarz musi zmierzyć się z natarczywymi pytaniami o swoją relację z podzielonymi Niemcami. W międzyczasie on i Erika otrzymują informację o śmierci Klausa.
Obraz zrealizowano w koprodukcji polsko-niemiecko-włosko-francuskiej. Jedną z producentek jest Ewa Puszczyńska (Extreme Emotions). Oprócz niej i operatora Łukasza Żala wśród twórców znaleźli się też regularnie współpracujący z Pawlikowskim montażysta Piotr Wójcik, kostiumografka Aleksandra Staszko, scenografowie Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński, a także kompozytor Marcin Masecki.
"Ojczyzna" trafi do polskich kin 19 czerwca. Jej dystrybutorem jest Kino Świat.











