"Ojczyzna": Niezwykła podróż przez powojenne Niemcy
Nie była to zwykła podróż z uwagi na jej czas, miejsce oraz okoliczności. Po latach wygnania, które spędził głównie w Stanach Zjednoczonych, Mann wraca w 1949 roku do Niemiec z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Goethego. Pisarz i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, postrzegany przez nazistów jako wróg, trafia do zniszczonej i podzielonej ojczyzny. Zachodnia część okupowana jest przez Amerykanów, wschodnia - przez Rosjan. W filmie Pawlikowskiego te dwa światy symbolizują miasta - Frankfurt i Weimar. Podróż z jednego do drugiego, stanowiąca fabularną oś filmu, to także zderzenie dwóch perspektyw spojrzenia na niemiecką "ojczyznę".
Pierwsza należy do samego Manna, w którego udanie wcielił się Hanns Zischler, druga do najstarszej córki bohatera - Eriki. Gra ją wybitna niemiecka aktorka Sandra Hüller i to jej kolejna znakomita rola w ostatnich latach, po "Anatomii upadku" czy "Strefie interesów". Erika Mann była fascynującą kobietą - aktorką, pisarką, korespondentką wojenną, a przede wszystkim zagorzałą antyfaszystką. Pawlikowski nie koncentruje się jednak na rysie biograficznym ani jej, ani Thomasa Manna, a raczej opowiada o konkretnym, kilkudniowym jej wycinku. Bo ta podróż naprawdę się wydarzyła, choć - jak przekonuje polski reżyser - wiele elementów w napisanym wspólnie z Henkiem Handloegtenem scenariuszu jest fikcyjnych.
"Ojczyzna": Dwie perspektywy
Tytuł "Ojczyzna" nabiera szczególnego znaczenia, bowiem obserwujemy ją z dwóch różnych perspektyw - ojca i córki, Wschodu oraz Zachodu. O filmie Pawlikowskiego mówi się jako o domknięciu nieformalnej trylogii, na którą składać by się miały jeszcze "Ida" oraz "Zimna wojna". Polski reżyser wciąż eksploruje bliskie mu tematy - kwestię tożsamości, zarówno jednostkowej, jak i narodowej, winy, potrzeby przynależności, spojrzenia na Europę w cieniu wielkich konfliktów. Słowiańską emocjonalność zastępuje jednak bardziej wystudiowanym, powściągliwym, chłodnym tonem, co przekłada się na wrażenie klinicznej wręcz precyzji, z jaką zrobiona jest "Ojczyzna". Dylematy, z jakimi mierzą się bohaterowie, rozgrywają się bardziej na poziomie intelektualnym, retorycznym. Tym razem u Pawlikowskiego rozum góruje nad sercem.
Nie zmienia się za to estetyka filmu. "Ojczyzna" pozostaje minimalistyczną, pięknie sfotografowaną czarno-białą opowieścią. Pawlikowski już przy "Idzie" mówił w wywiadach, że kolor rozpraszałby go i odbierał filmowi poetyckości. To wciąż jedna z najważniejszych cech jego kina, gdzie emocje często budowane są spojrzeniami, gestami i muzyką. W kreowaniu tego od lat pomaga mu grono zaufanych współpracowników, na czele z producentką Ewą Puszczyńską, autorem zdjęć Łukaszem Żalem, scenografami Katarzyną Sobańską i Marcelem Sławińskim czy kostiumografką Aleksandrą Staszko.
"Ojczyzna": Więcej tu rozumu, niż serca
Podróż, zwykle wykorzystywana przez artystów do zobrazowania przemiany, jaka zachodzi w bohaterach, ma też kilka wątków pobocznych, związanych zarówno z rzeczywistością zachodnich, jak i wschodnich Niemiec. Chociażby temat relacji z synem Klausem (August Diehl) czy niezależności artysty i nonkonformizmu, jakie zasygnalizowane zostają w "obu" częściach filmu. Te tematy pozostają niedopowiedziane, a szkoda. "Ojczyzna" jest dla mnie najbardziej filozoficznym, ale też hermetycznym filmem polskiego reżysera spośród całej "trylogii". Trudno go nie docenić, ale mnie jednak w jego twórczości zawsze bliżej było do serca niż rozumu.
7/10
"Ojczyzna", reż. Paweł Pawlikowski, Polska/Niemcy/Francja/Włochy 2026, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 19 czerwca 2026 roku.














