"Flesh and Fuel": film z Julianem Świeżewskim na festiwalu w Cannes
"Flesh and Fuel" to surowa, fizyczna i zaskakująco czuła opowieść o dwóch kierowcach tirów, którzy w rzeczywistości zdominowanej przez maczyzm zaczynają szukać bliskości. Najpierw tej czysto cielesnej, a potem także emocjonalnej.
- To film o poszukiwaniu romantycznej relacji w czasach gonienia co chwilę za czymś i powszechnej globalizacji - mówi aktor w rozmowie z Interią w Cannes.
Film, pokazywany w sekcji Semaine de la Critique, jest francuską koprodukcją, ale Świeżewski podkreśla, że współczesne plany filmowe coraz bardziej przypominają wspólny, międzynarodowy język.
- Polska jest już na tym poziomie i gospodarczym, i produkcyjnym, że ta praca nie różni się jakoś bardzo - mówi. Jednocześnie zauważa jedną istotną różnicę: we Francji bardzo mocno działają związki zawodowe. - Potrafią wywalczyć konkretne godziny pracy, stawki i inne warunki. U nas tego cały czas brakuje - twierdzi.
Stwierdziłem, że jest to coś, czego mi brakuje w kinie
"Flesh and Fuel" opowiada historię miłosną w świecie, który kino rzadko traktuje romantycznie. Bohaterowie nie są artystami, intelektualistami ani ludźmi uprzywilejowanymi. To pracownicy fizyczni, zanurzeni w pracy, trasach, postojach i zmęczeniu.
- Mnie przede wszystkim przyciągnęło to, że on opowiada romantyczną historię w świecie ludzi pracy, ludzi, o których tak często się nie mówi właśnie w kontekście romantycznym - tłumaczy Świeżewski. - To jest relacja homoseksualna wśród dwóch takich zdawałoby się macho, manly menów. Jak przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jest to coś, czego mi brakuje w kinie, więc chciałbym być tego częścią - zaznacza.
Prawda relacji ekranowych bohaterów wymaga od aktora bardzo konkretnego przygotowania. Świeżewski wspomina, że do roli musiał przytyć kilkanaście kilogramów, a powrót do dawnej wagi zajął mu ponad pół roku.
- Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to moja zarośnięta broda przez cztery miesiące i to, że czułem się jak bezdomny - śmieje się, pytany o to, co zapamięta z pracy nad tym filmem. Za żartem kryje się jednak poważna praca nad ciałem, bo "Flesh and Fuel" jest, jak podkreśla, również filmem o ciałach w dobie globalizacji.
Cannes? "Wszyscy tutaj mają pokrętło na wrażliwość przekręcone na maksa"
Cannes, jak przyznaje Świeżewski, wygląda zupełnie inaczej, kiedy przyjeżdża się tu z własnym filmem. - Dużo pracy, dużo spotkań - opowiada. Ale pomiędzy obowiązkami udaje mu się także oglądać filmy. Szczególne wrażenie zrobił na nim "Be Loved" z Javierem Bardemem. - Ja tego aktora kocham miłością pierwszą - mówi z uznaniem.
Festiwalowa publiczność również zrobiła na nim ogromne wrażenie. - Mam wrażenie, że wszyscy tutaj mają pokrętło na wrażliwość przekręcone na maksa i bardzo żywo reagują na to, co się dzieje na ekranie. To jest bardzo wzruszające - komentuje.
Film "Flesh and Fuel" ma już polskiego dystrybutora - to firma So FILMS. Trafi do kin w drugiej połowie tego roku.











