"Ulya": łotewsko-polska produkcja w sekcji Un Certain Regard w Cannes
Jednym z najbardziej intrygujących elementów filmu "Ulya" jest obsadzenie młodego aktora Karelisa Arnotsa w roli dziewczyny. W dzisiejszym klimacie sporów o reprezentację i ekranową wiarygodność taki wybór mógł wydawać się ryzykowny, ale twórcy podeszli do niego bardzo świadomie.
- Były takie niepokoje. I pojawiały się komentarze już na etapie zdjęć - przyznają Wojciech Staroń i Małgorzata Staroń w rozmowie z Interią w Cannes.
Jednak wraz z kolejnymi etapami pracy postać stawała się coraz bardziej przekonująca. - Karolis tak bardzo pracował nad tą rolą, że rozwijał się razem z nią. Z każdym etapem widzieliśmy, że to jest coraz bardziej wiarygodne. Co ciekawe, to właśnie młody aktor jako pierwszy zainspirował się tą historią i wokół niego zaczęto budować cały projekt - mówią twórcy.
"Ulya": opowieść o dojrzewaniu, wyobcowaniu i próbie zaakceptowania własnej inności
"Ulya" jest jednocześnie opowieścią o dojrzewaniu, wyobcowaniu i próbie zaakceptowania własnej inności, ale też przykładem niezwykle ciekawej współpracy twórczej między Polską a krajami bałtyckimi. Dla Staroniów to już kolejny projekt realizowany na Łotwie, a jednocześnie kolejny dowód na to, że współczesne kino coraz mniej mieści się w narodowych granicach.
- To już nasz trzeci film na Łotwie. I na szczęście ten dostał się do Cannes - mówią twórcy.
Historia "Ulyi" rozgrywa się w latach 60. i 70. XX wieku i inspirowana jest losami nastoletniej koszykarki, która jako czternastolatka mierzy ponad dwa metry wzrostu i nie potrafi odnaleźć się ani we własnym ciele, ani w świecie wokół siebie.
- To jest opowieść o odnajdywaniu siebie i szukaniu zalet w swojej inności - tłumaczy Małgorzata Staroń.
Bohaterka zostaje wyrwana z prowincjonalnej rzeczywistości i trafia do dużego miasta, gdzie musi nauczyć się funkcjonować w nowym świecie i zaakceptować to, kim jest. Wojciech Staroń podkreśla jednak, że twórców od początku interesowała bardziej emocjonalna i poetycka prawda tej historii niż klasyczna biografia sportowa.
- Odeszliśmy od biografii sensu stricto - mówi operator. - Niektórzy nazywają ten film balladą. To jest bardziej film z akcentem na świat wewnętrzny i rozwój duchowy tej dziewczyny.
Dzięki temu "Ulya" wydaje się filmem bardzo współczesnym mimo historycznego kostiumu. Temat wyobcowania, inności i potrzeby samoakceptacji wybrzmiewa dziś wyjątkowo mocno, a poetycka forma filmu tylko wzmacnia ten uniwersalny wymiar. Staroń podkreśla, że razem z reżyserem chcieli stworzyć kino bardziej emocjonalne niż faktograficzne, skupione na doświadczeniu wewnętrznym bohaterki.
- To jest film o dziewczynie wyrwanej z kołchozu i wrzuconej do dużego miasta, która musi przejść trudną drogę, żeby odnaleźć siebie - mówi.
Cannes to najważniejsze zawodowe wydarzenie
Dla Małgorzaty Staroń sam udział filmu w Un Certain Regard jest już najważniejszym zawodowym wydarzeniem.
- Możliwość uczestniczenia w premierze filmu, który koprodukowałam, jest dla mnie czymś ogromnym - przyznaje.
Wojciech Staroń z kolei najbardziej przeżywa moment projekcji na wielkim ekranie.
- Dużo czasu spędziłem na postprodukcji, żeby ten film dobrze wyglądał na dużym ekranie - mówi. - Jestem bardzo ciekawy, jak to wszystko zadziała tutaj.











