Wszyscy mamy coś z Neville'a

Z okazji polskiej premiery filmu "Harry Potter i Książę Półkrwi", do Polski przyjechał Matthew Lewis, która w najnowszym filmie serii wciela się w postać Neville'a Longbottoma. Z młodym aktorem w Hotelu Radisson SAS Kraków rozmawiał Paweł Budziński.

Jak wyglądał casting na postać Neville'a? Jakimi umiejętnościami i cechami musiałeś się wykazać?

Reklama

Matthew Lewis: Casting rządził się bardzo jasnymi regułami. Mieliśmy losowo wybrać sobie numer. Powiedziałem "473" i zająłem miejsce wśród innych kandydatów. Byliśmy wszyscy w wielkiej sali. Na wyczytanie swojego numeru czekało się pięć godzin. Następnie przechodziło się do pokoju, w którym czekała na nas reżyserka castingu. Naszym zadaniem było przeczytanie na głos akapitu z powieści. Była to kwestia Harry'ego dotycząca smoka Norberta. To było wszystko. Reżyserka po prostu słuchała nas, nie chciała od nas niczego więcej. W moim przypadku trwało to krócej niż dwie minuty i na tym koniec.

Przez dwa miesiące nikt się do mnie nie odzywał. Byłem zdruzgotany, naprawdę myślałem, że zawaliłem sprawę. Ale po dwóch miesiącach telefon się odezwał. Osoba, która do mnie zadzwoniła, zapytała, czy chcę spotkać się z Chrisem Columbusem w związku z powtórnym przesłuchaniem do roli Neville'a Longbottoma. W tamtym momencie znałem już cztery pierwsze książki, wiedziałem, kim jest Neville i byłem jego wielkim fanem. To było coś niesamowitego. Wszyscy kandydaci do tej roli spotkali się w Londynie na próbnych zdjęciach. Musieliśmy odegrać jedną scenę przed kamerą tak, aby reżyser zobaczył, jak sobie radzimy. To była scena walki z "Kamienia filozoficznego". Następnie poinformowano nas, co się stanie w przypadku, jeśli dostaniemy tę rolę i pojechałem do domu. Jakieś dwa-trzy dni później odebrałem telefon z wiadomością, że wygrałem zdjęcia próbne. Muszę się przyznać, że nie wiedziałem, co powiedzieć. To było niewiarygodne.

Czy byłeś fanem książek o Harry'm Potterze, zanim dostałeś propozycję zagrania w filmie?

Matthew Lewis: Tak, jak już mówiłem, przeczytałem cztery pierwsze części serii przed castingiem. Byłem wielkim fanem Harry'ego Pottera. O ile pamiętam zacząłem czytać te książki w wieku 9-10 lat. Pamiętam też, że powiedziałem mamie, że jeśli kiedykolwiek powstanie film na podstawie książek, chciałbym pójść na casting. Odpowiedziała: "Zobaczymy". I oto jestem tutaj...

Jak porównałbyś wizje poszczególnych reżyserów, którzy robili kolejne części serii: od Chrisa Columbusa do Davida Yatesa?

Matthew Lewis: Każdy z nich miał swoje własne wyobrażenia na temat historii Harry'ego. Różniły się one zasadniczo a dla mnie jako dla aktora możliwość pracy z nimi wszystkimi była wielce korzystna. Każdy nowy reżyser zawsze potrafił tchnąć w fabułę nowe życie, wnieść do niej coś nowego - myślę, że dlatego właśnie publiczność wracała do sal kinowych. W kolejnych częściach nieodmiennie pojawiało się coś nowego.

Chris Columbus nakręcił bardzo sympatyczny, familijny film, podobny w klimacie do takich dzieł tego reżysera jak "Kevin sam w domu" czy "Pani Doubtfire". To było wspaniałe familijne kino. Wizja Alfonso Cuaron była o wiele mroczniejsza, bardziej wierna historii opowiedzianej w książce.

A Mike Newell przeniósł ją na jeszcze inny poziom.

Matthew Lewis: Tak, zdecydowanie! Nie zrezygnował z mrocznych akcentów, ale jednocześnie wniósł do niej sporo ze stylu angielskiej komedii romantycznej. David Yates, kręcąc "Księcia Półkrwi", poszedł w swojej wizji jeszcze dalej. Mimo znaczących różnic, każdy z tych reżyserów czerpał z wizji swojego poprzednika, bezustannie ulepszając filmową adaptację powieści. To właśnie jest w tym takie niewiarygodne.

Gdyby przyszło ci wcielić się w inną postać w filmach o Potterze, kto by to był?

Matthew Lewis: Kiedy byłem młodszy, podobnie jak wszyscy, chciałem grać Harry'ego. To on był bohaterem całej historii a podczas lektury - moją ulubioną postacią. Wiesz, Dan Radcliffe naprawdę ciężko pracuje. Ja chyba bym tak nie potrafił. I wykonuje fantastyczną robotę. Myślę, że Lucius Malfoy to jest bohater, którego chciałbym zagrać. On jest okropnym facetem. A to nudne grać dobrego gościa przez 9 lat.

Jednak przygoda dobiega końca, jeszcze tylko jedna część. Ciężko Ci się będzie rozstać z Neville'm Longbottomem?

Matthew Lewis: Neville przez dziewięć lat był częścią mojego życia. Podobała mi się jego postać, bardzo dobrze mi się ją grało i teraz wielu ludzi kojarzy mnie z nią. Neville bardzo mi pomógł. Kiedy rozpoczynaliśmy kręcenie pierwszej części, utożsamiałem się z nim: byłem bardzo nieśmiały, małomówny, nie potrafiłem znaleźć się w szkole i wstydziłem się odezwać przy większej grupie ludzi. Fani teraz podchodzą do mnie i mówią, że Neville pomógł im w życiu. Pomógł im poradzić sobie z własnymi problemami, pozwolił im rozwinąć się i uwierzyć w siebie. Dla mnie jako aktora i człowieka jest to niezwykła rzecz. Na pewno będę tęsknił za Nevillem. Mam z nim wiele wspólnego. Wszyscy mamy coś z Neville'a. Nie jest taki przystojny jak Harry, jest nieśmiały. Nie posiada dużych zdolności magicznych. Zawsze był w cieniu rodziców. Jego dziadkowie zawsze mu mówili: "Nigdy nie będziesz tak dobry, jak oni!". Pomimo tego wszystkiego ma coś w sobie. On inspiruje inne postacie.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz wywiad z Matthew Lewisem:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje