Teresa Lipowska: Pogoda ducha i radość życia

Zagrała w ponad 130 filmach, serialach i spektaklach teatralnych. Popularność zawdzięcza pełnej ciepła i życiowej mądrości Barbarze Mostowiak z "M jak miłość". Prywatnie Teresa Lipowska jest serdeczną i niezwykle zajętą osobą.

Teresa Lipowska jest wielką optymistką

Na zasłużony sukces Teresa Lipowska czekała bardzo długo, bo do emerytury. Dzięki "M jak miłość" zyskała wielką popularność i sympatię widzów. Aktorka zdradza, co daje jej ogromną energię do życia i pomaga zachować pogodę ducha.

14 lipca skończy pani 80 lat. Czego możemy z tej okazji pani życzyć?

Reklama

- Zdrowia, zdrowia, jeszcze raz zdrowia. Ono jest najważniejsze i bardzo potrzebne, bo mam jeszcze sporo planów. Lista osób, które chciałabym odwiedzić, jest długa. By ze wszystkim zdążyć, przydałoby się kolejne osiemdziesiąt lat. Na szczęście Bóg mi sprzyja i daje siły, by wszystkiemu podołać. Mój kalendarz jest wypełniony: plan "M jak miłość", spotkania z czytelnikami, z fanami. I nawet, gdy mam gorszy dzień - tu coś strzyka, tam coś zaboli - to nie rozczulam się nad sobą. Ludzie na mnie czekają, czuję się potrzebna, co bardzo mnie mobilizuje. Spotkania z ludźmi są ważne, bo w ten sposób ładuję akumulatory

Jakie prezenty lubi pani dostawać?

- Najważniejszy jest czas, który można spędzić z drugą osobą, z rodziną. Rzeczy materialne - perfumy, norki - owszem, sprawiają przyjemność, ale są tylko miłym dodatkiem. Gdy się pani rozejrzy po moim mieszkaniu, zauważy, że mam pełno aniołków, ponad 120. Wszystkie dostałam w prezencie. Na kolejne już chyba nie ma miejsca. Lubię kwiaty, szczególnie polne: maki, chabry, słoneczniki, te ostatnie kojarzą mi się z mężem, bo często mi je przynosił...

Wnuki odczuwają, że mają popularną babcię?

- Jestem dla nich po prostu babcią. Szymek i Ewa poprosili mnie, bym przyszła do ich szkoły i opowiedziała o zawodzie aktora. Gdy jesteśmy razem, z dumą mówią: to jest moja babcia. Szanują mnie, w miarę możliwości spędzamy wspólnie czas, ale zdaję sobie też sprawę z tego, że najbliżsi są zabiegani, mają swoje życie i nie mogę wymagać, by poświęcali mi każdą wolną minutę.

17 lat "M jak miłość" minęło jak jeden dzień. Pamięta pani pierwsze chwile na planie, pierwszy odcinek?

- Ależ oczywiście. Do serialu trafiłam zupełnie przypadkiem. Pewnego dnia, wracając do domu, natknęłam się na ulicy na reżysera Ryszarda Zatorskiego. Znaliśmy się, zapytał, co teraz robię i czy nie zagrałabym w serialu telewizyjnym. Odpowiedziałam, że chętnie skorzystam z zaproszenia i... ta przygoda trwa do dziś. Każdy początek jest niewiadomą. Liczyliśmy na 20-30 odcinków i nawet przez myśl mi nie przeszło, że zamieni się to w lata.

I po latach emisji okazało się, że grana przez panią i Witolda Pyrkosza para stała się inspiracją dla małżeństw, dla rodziców, dziadków...

- To prawda. Jestem przekonana, że siła sukcesu serialu tkwi właśnie w jego wartości edukacyjnej. Sposób, w jaki Mostowiakowie się do siebie odnoszą, relacje, jakie ich łączą, są wzorem dla widzów. Wiele razy słyszałam podziękowania od pań, których mężowie, wzorując się na Lucku, zmieniali swoje zachowania: zaczęli wręczać żonom upominki, zdobywali się na jakieś drobne gesty czułości. Nasz serial ma nie tylko bawić, ale także uczyć. Bardzo mi się to podoba, bo obserwując nawet własne zawodowe podwórko, widzę, że jest wiele do zrobienia. Młodzi, którzy dopiero wchodzą w ten zawód, są skupieni na sobie, wychowani na klawiszach: telefonach, tabletach. Wszystko jest takie pospieszne, skrótowe. Brakuje im kontaktu z drugim człowiekiem, zwykłej rozmowy.

Pokolenia pani i kolegów: Anny Seniuk, Magdaleny Zawadzkiej, Janusza Gajosa, nie sposób porównać z młodymi aktorami. Mają inny warsztat, podejście do zawodu, do człowieka.

- Kiedyś kręciliśmy 3-4 sceny dziennie, teraz 10-12. O próbach dziś nawet nikt nie wspomina. Ale mimo pośpiechu zawsze przychodzę przygotowana, znam tekst, mam wszystko przemyślane. A młodzi? Cóż, różnie z tym bywa. Na szczęście na naszym planie młodzi chcą uczyć się od starszych kolegów i wzajemnie się szanujemy. Czasem pewne rzeczy mnie drażnią, a nawet ranią, ale nie skupiam się na tym, co złe, tylko na tym, co dobre.

I to jest pani recepta na młodość ducha?

- Tak. Od kiedy zostałam wdową, a było to 11 lat temu, staram się być aktywna każdego dnia. Mój kalendarz wypełniony jest po brzegi spotkaniami, o których wspomniałam. Zapraszają mnie szkoły, biblioteki, klubiki, z całej Polski. Stąd pochodzi moja niesłabnąca pogoda ducha i radość życia. Dzięki ludziom, których spotykam, wiem że warto żyć.

Aktorstwo to dobry zawód? Często pani słyszała: z czego będziesz żyła?

- Każdy zawód jest wspaniały, jak się ma inne pasje. W dzisiejszych czasach wszędzie jest niepewność. Nie ma przydziału pracy, jak w PRL. Od zawsze aktorstwo było zawodem szczęścia. Sporo wysiłku wymaga znalezienie dobrej pracy, ale można to zrobić. Trzeba tylko pamiętać, by robić to uczciwie, nie rozpychać się łokciami. Młodym, którzy zamierzają zdawać do szkoły teatralnej, ciągle powtarzam, że powinni mieć dwa zawody. Mi rodzice pozwolili iść do szkoły aktorskiej dopiero po skończeniu szkoły muzycznej, gdy byli pewni, że w razie niepowodzenia mogę zarabiać grą na fortepianie. To niby oczywiste, co mówię, ale ludzie często o tym zapominają. Podobnie, jak o tym, że powodzenie jest tym większe, im bardziej się wyróżniasz od innych. W filmie "Rzeczpospolita babska" każda bohaterka była inna: Zofia Merle, Krystyna Sienkiewicz, Teresa Lipowska. A dziś? Wszystkie aktorki chcą być szczupłymi, długowłosymi blondynkami w krótkich sukienkach. I giną w tłumie podobnych do siebie. Kinga Preis nie jest Sophią Loren, a jakie ma powodzenie w zawodzie!

Na koniec zapytam, czego możemy spodziewać się w "M jak miłość" po wakacjach? Ze względu na śmierć Witolda Pyrkosza Mostowiaków czeka trudny czas...

- To już pewne, że nie będzie żadnych pogrzebów. I całe szczęście! Podejrzewam, że Barbara nie zamknie się w domu, tylko bardziej skupi się na sprawach pozostałych członków rodziny. Może częściej będzie wyjeżdżać z Grabiny, odwiedzając dzieci i wnuki? I z pewnością nie będzie miała nowego narzeczonego. Wystarczy, że Kisielowa wciąż szuka nowej miłości. Barbara będzie jej w tym sekundować, a sama pozostanie wierna swojemu Luckowi i pięknym wspomnieniom.

Rozmawiała Małgorzata Pyrko

Teresa Lipowska urodziła się w 1937 r. w Warszawie. Ukończyła średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu i PWSFTviT w Łodzi. Zagrała w ponad 130 filmach, serialach i spektaklach teatralnych. Popularność zawdzięcza Barbarze Mostowiak w "M jak miłość". Prywatnie jest życzliwą i niezwykle zajętą osobą. Jest często zapraszana na spotkania z fanami w całej Polsce.

Dowiedz się więcej na temat: Teresa Lipowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje