Radosław Majdan: Nie jestem pantoflarzem

Radosław Majdan i Małgorzatak Rozenek w programie "Iron Majdan" /TVN

Męska przygoda z kobietą u boku? Jest to możliwe, ale wymaga sporo cierpliwości i tolerancji.

Reklama

Jaka była pierwsza pana myśl, gdy padła propozycja, żebyście z żoną wystąpili w programie "Iron Majdan"?

Radosław Majdan: - Że może to być ciężkie. Pamiętam spotkanie z producentem i reżyserem. Powiedzieli, że mają pomysł na program, który może być spełnieniem moich młodzieńczych marzeń, ale też będzie bardzo angażujący i wymagający dużej determinacji. Pomyślałem wtedy, że może być słabo, jeśli sobie z tym nie poradzę. Byłem zawodowym sportowcem, a my sportowcy tak mamy, że gdy ktoś każe nam coś zrobić, to nie pytamy dlaczego, ale o której i gdzie. I robimy to, bo jesteśmy zadaniowcami. A jeśli z czymś nie potrafimy sobie poradzić, to podchodzimy do tego bardzo osobiście. Ja w każdym razie po części taki właśnie jestem.

A wątpliwości?

- Oczywiście, że były. Przede wszystkim, gdy się zastanawiałem, czy to nie jest zbyt niebezpieczne dla Małgosi, czy to nie jest dla niej za duże obciążenie. Czy czasem nie będzie tak, że ja się fajnie bawię, pokonując kolejne wyzwania, i myślę o sobie, jaki jestem z tego powodu wspaniały, a dla Małgosi to jest za ciężkie. Zresztą już podczas realizacji programu widziałem, że momentami niełatwo jej było.

Było zadanie, przy którym doszedł pan do wniosku, że trzeba być szalonym, żeby to robić?

- Na przykład wtedy, gdy jechaliśmy tuk tukami w Kambodży. Pomyślałem, że to chyba trochę się wymyka spod kontroli. My oczywiście zrobiliśmy przyspieszony kurs kierowania tuk tukiem i ja dostałem prawo jazdy kambodżańskie, ale tam na drodze panował potworny chaos. Czasami więc pojawiały takie refleksje w tym programie.

Przyznam, że ja, oglądając "Iron Majdan", przede wszystkim dobrze się bawię, a niektóre wasze rozmowy wywołują mój uśmiech. A co pan czuje, śledząc kolejne odcinki?

- Swoje programy niełatwo się ogląda. Człowiek dostrzega rzeczy, których nie chciałby zobaczyć, zwraca uwagę na coś innego niż widzowie albo wie, że dana trudność czy powaga konkretnej sytuacji nie zostały w pełni oddane. Ten program jest zabawny, my też się dobrze bawimy przed telewizorem. Ostatnio oglądaliśmy odcinek z Kalifornii, ten westernowy, i śmialiśmy się, podobnie było z odcinkiem z Islandii, czyli to rzeczywiście jest zabawne, te nasze wymiany zdań, te powiedzonka Małgosi. To dobrze, bo ten program właśnie taki powinien być, czyli ze sporą dawką pozytywnej energii i humoru.

I pokazujący was jako prawdziwą, a nie komiksową parę!

- Mamy taką nadzieję, że pozwala on widzom przenosić siebie w sytuacje, w jakich my byliśmy. Oczywiście nie mówię o gaszeniu pożarów czy wchodzeniu do jaskini. Jednak gdy wyjeżdżamy na wakacje, często mamy sytuacje, kiedy ktoś chce coś zrobić, partner zaś entuzjazmem nie pała, kobieta z czymś sobie nie radzi, facet trochę się denerwuje, jest więc przekomarzanie się, współgranie i wzajemne wsparcie. O to też nam chodziło, żeby nasi widzowie widzieli w programie siebie. Mieliśmy takie sytuacje, że na Instagramie panie pisały: pani Małgosiu pani jest taka jak ja, narzekam, ale i tak później to robię, albo: mój mąż ma tyle spokoju, co pani mąż... Albo że czyjś mąż nie ma tyle spokoju, bo przyznam, że pana cierpliwość i spokój szalenie mi się podobają.

Reklama

- To przychodzi znacznie łatwiej, kiedy się kogoś kocha, gdyż wtedy działamy niemal automatycznie. Nie chcę się oczywiście mądrzyć, bo nie ma na to złotego środka. Ktoś zresztą powiedział bardzo mądre choć przewrotne zdanie: nie próbuj zrozumieć kobiety, nie wymagaj, żeby ona ciebie zrozumiała. Kiedyś mi się wydawało, że skoro ona mówi, że czegoś nie zrobi, to pewnie tego nie zrobi, bo kiedy ja tak mówię, to rzeczywiście tak myślę. Ona tymczasem w ten sposób jedynie przekazuje: pomóż mi, mam z tym problem, to jest moja fobia, której nie mogę pokonać. Jeśli kogoś kochamy, to oddajemy się bezwarunkowo i wiemy, że to jest ta chwila, kiedy musimy partnera wesprzeć. Tak jest nie tylko na planie, ale przede wszystkim w normalnym życiu, że nie zawsze musimy postawić na swoim. Wbrew temu, co niektórzy mi zarzucają, ja nie jestem pantoflarzem.

Czyli pana cierpliwość ma swoje granice?

- Jak każdego. Małgosia zresztą dobrze te moje bariery zna. W tym programie sytuacje w większości są takie, że to Małgosia potrzebuje mojego wsparcia. W życiu wspieramy się wzajemnie i, co najważniejsze, nie rywalizujemy ze sobą. Czasami ludzie chcą swoim znajomym pokazać, kto w ich domu jest szyją, kto głową. Nam to nie jest potrzebne do niczego. Jesteśmy dojrzali i pogodzeni ze sobą, przeżyliśmy fajne życia, teraz też jesteśmy zadowoleni z tego, co mamy. Wiem, że to banały, ale taka jest prawda.

Przyznam, że byłego piłkarza nie podejrzewałabym o takie pokłady spokoju.

- Proszę jednak pamiętać, że ja byłem bramkarzem. To bardzo odpowiedzialny zawód. Rozgrywałem mecze, o których wiedziałem, że decydują o całym moim życiu. W takich sytuacjach człowiek z jednej strony nabiera dystansu, ale też mocno się uzbraja i zaczyna odsuwać od siebie emocje, które hamują lub wprowadzają nerwowość. Bramkarz to pozycja, na której trzeba zachować spokój. Wszyscy inni mogą panikować, mogą wyrzucać z siebie energię. Gdy się stoi na bramce, trzeba być cały czas czujnym, by zareagować w odpowiedniej chwili. W tym programie to się przydało. Zdarzały się momenty, kiedy spokój był ważny, jak choćby w czasie ucieczki z bezludnej wyspy, kiedy trzeba było na spokojnie przemyśleć, co robić. A pomijając to wszystko, ja myślę, że kobiety na pewne rzeczy mogą sobie pozwolić, a faceci nie. Ja lubię te kobiece sytuacje Małgosi, one mnie rozczulają i ujmują. My jesteśmy inni i nie lubimy zwierzać się ze wszystkich problemów. Małgosia doskonale wie, że jeśli już o czymś mówię albo jest tak zwany mój wybuch, to jest to sprawa poważna. Nie lubię doprowadzać do takich sytuacji, ale wiadomo, że w życiu różnie się zdarza, nie ma par, które tylko ćwierkają.

Zdarzało się, że to pan czuł strach i to nie tylko o żonę?

- Ja mam mało fobii, więc raczej miałem problem z wytyczeniem granicy, czyli momentu, kiedy powinienem produkcji powiedzieć: stop, przesadzacie. Cała rzecz polega jednak na tym, że jesteśmy wystawiani na próby i przełamujemy nasze lęki i słabości. Inaczej nie miałoby to sensu. To nie jest przecież program o szydełkowaniu, w którym siedzimy grzecznie, patrzymy sobie w oczy, rozmawiamy o życiu i robimy robótki ręczne. On miał wydrzeć z nas jakieś emocje i spowodować, że odnajdziemy w sobie lęki. I ja lęk w sobie odkryłem. Gdy byliśmy w Gruzji i tam zeszliśmy do ostatniej jaskini, nagle poczułem, że moje serce mocno bije, zacząłem szybko oddychać i nie mogłem nad tym zapanować. Lepiej zrozumiałem wtedy, co czuła Małgosia w odcinku w Azerbejdżanie, gdy wybiegła z palącego się baraku, kiedy nasz przewodnik strażak popychał ją butem, żeby jednak została i nie rezygnowała z tej próby. Ja szybko zapanowałem nad strachem, bo trochę głupio mi było się do tego przyznać, ale nie ukrywam, że mnie to ruszyło.

Niedawno założył pan konto na Instagramie. Nie obawia się pan, że będzie łatwym celem dla hejterów?

- Długo mnie w internecie nie było, więc teraz postanowiłem dać sobie szansę. Warto spróbować i zobaczyć, jak to jest. Z tym że jeśli coś robię, to lubię się z tym dobrze czuć. Gdyby więc miało się pojawić za dużo wizyt osób nieproszonych, to na pewno nie będzie mi się chciało ich blokować, raczej wolałbym zrezygnować. To jest jak z wizytą u kogoś w domu. Przychodzimy do tych, których lubimy, nie wywalamy nóg na stół i nie mówimy: "W mieście jest nowy szeryf". Raczej dostosowujemy się do obowiązujących reguł, wymieniamy swoje opinie, ale nie ubliżamy, nie odzieramy kogoś z godności, nie wylewamy jadu. W internecie to wszystko poszło zdecydowanie za daleko. Mam jednak nadzieję, że uniknę zalewu hejtu. A profil założyłem, ponieważ chcę, żeby ludzie mnie i Małgosię poznali takimi, jakimi jesteśmy. Jest to też dobre miejsce, żeby pokazać, co robię biznesowo, ale też i zdementować jakieś plotki, jeśli się pojawią.

Iwona Leończuk

Dowiedz się więcej na temat: Radek Majdan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje