Piotr Kraśko: Urodzony optymista

Dziennikarz, sportowiec, a przede wszystkim szczęśliwy mąż i ojciec. Piotr Kraśko sam jest najlepszą reklamą akcji Pozytywka w "Dzień Dobry TVN".

Piotr Kraśko gospodarzem "Azja Express"? A może uczestnikiem?

Robi pan wrażenie człowieka entuzjastycznie nastawionego do życia. Jak to się robi?

Reklama

Piotr Kraśko: - Kiedyś myślałem, że pesymizm czy optymizm to kwestia przekonań. A teraz uważam, że jest to cecha, z którą się rodzimy i niewiele możemy z tym zrobić. Ja rzeczywiście uważam, że wszystko będzie dobrze. Chociaż oczywiście zdarzały mi się też dramatyczne sytuacje. Jednak jestem jednym z większych optymistów, jakich w życiu poznałem.

W "Dzień Dobry TVN" prowadzicie akcję Pozytywka, przedstawiającą optymistycznie zakręconych ludzi, inspirujących swym działaniem innych. Skąd ten pomysł?

- Uważam, że warto takich ludzi pielęgnować, mówić o nich jak najwięcej. Przykład naszego pierwszego laureata, Aleksandra Doby, jest świetny, bo niewielu znam ludzi aż tak radosnych. Kiedy z nim rozmawiałem, tuż po tym, jak przepłynął kajakiem z Europy do USA, wyobrażałem to sobie jako dramatyczne doświadczenie. A on opowiadał o tym z uśmiechem na twarzy. Mówił, że nawet nie miał czasu się nudzić. To pełen energii, fajny człowiek, który mógłby spędzać spokojnie czas na emeryturze, a szuka pasji. Wszyscy powinniśmy się od niego uczyć.

A w jaki sposób państwo "łowią" takich kandydatów?

- Chodzi o to, by wybrać spośród tych osób, które pojawiają się w ciągu miesiąca w "Dzień Dobry TVN". Tych gości mamy mnóstwo, jest więc z kogo wybierać.

Pojawiły się pogłoski, że poprowadzi pan kolejną edycję "Azji Express". Jak pan myśli, skąd się biorą?

- Nie mam pojęcia. Również dlatego, że ten program ma wspaniałą prowadzącą. Agnieszka (Woźniak-Starak - przyp. red.) jest rewelacyjna i wątpię, żeby komukolwiek przyszło do głowy zastanawiać się nad zmianą. Nie wyobrażam sobie nikogo lepszego w tej roli.

A może widziałby się pan jako uczestnik? Lubi pan ekstremalne klimaty?

- Większość życia spędziłem w klimatach surwiwalowych, tak mógłbym to określić. Tylko w trochę innych okolicznościach. Odwiedzałem służbowo miejsca, gdzie były rewolucje, huragany, wojny czy trzęsienie ziemi. Czyli dla mnie tego rodzaju doświadczenia, a nawet mocniejsze, są absolutnie normalne. Tym samym jednak co innego znaczą dla mnie słowa "trudne doświadczenie w podróży".

Na pewno dałby pan sobie świetnie radę. Jeździ pan konno, uprawia triatlon...

- Triatlon jest dla mnie idealny, bo są w nim trzy dyscypliny: bieganie, jazda na rowerze i pływanie. Nie przepadam za jazdą na rowerze szosowym, bo jedzie się przez kilka godzin w tej samej, dość niewygodnej, pozycji. Ale bieganie i pływanie naprawdę mi się podobają. No i piłka nożna. Od paru lat biorę udział w naszych wielkich meczach i to jest bardzo fajne doświadczenie zespołowe. Bieganie maratonów to jednak dość samotne zajęcie. A atmosfera w drużynie TVN-u jest fantastyczna.

Wiele lat prowadzi pan programy na żywo. To kiedyś przestaje być stresem, a staje się rutyną? Czy może przyjemnością?

- Rutyną nigdy. Nigdy nie jest tak, że stresu nie ma i, moim zdaniem, Bogu dzięki. Ponad 20 lat temu wydawało mi się, że można przyjść do programu na minutę przed nim - bo ja już wszystko wiem, umiem. Chwilę zajęło, zanim człowiek zrozumiał, że nic jeszcze nie wie i nie umie. W tym zawodzie uczymy się do końca życia. Każdy program jest jakimś wyzwaniem.

Niedługo święta. Jakie są w państwa rodzinie ulubione świąteczne tradycje?

- Mamy to szczęście, że zazwyczaj spędzamy Gwiazdkę trochę w Warszawie, trochę na Mazurach. Tam ma to podwójny urok, zwłaszcza jak spadnie śnieg. Biel jest wtedy wszechogarniająca. Jedziemy na długi, kilkugodzinny kulig do lasu, urządzamy ognisko... To jest wspaniałe i niczego więcej nam nie trzeba.

Rozmawiała Katarzyna Sobkowicz.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Kraśko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje