Paulina Holtz: Chwila, która trwa już 11 lat

Pochodzi z artystycznego klanu. Mama i ciotka, Joanna i Jolanta Żółkowskie to znane aktorki, ojciec Witold Holtz jest reżyserem. Wujek, nieżyjący już Krzysztof Kołbasiuk, też był aktorem.

Paulina Holtz

Wychowując się w takiej rodzinie, nie miała pani innego wyjścia, czy też świadomie została aktorką?

Paulina Holtz: - To, że moje losy tak się potoczyły było też w dużej mierze dziełem przypadku. Nie będąc jeszcze aktorką, miałam szansę spróbować swoich sił w tym zawodzie. I zakochałam się w nim! Potem udało mi się skończyć warszawską Akademię Teatralną i ku mojej radości dostać się do jednego z najlepszych wówczas zespołów, czyli do stołecznego Teatru Powszechnego.

Najbliżsi doradzali, czy wręcz przeciwnie i na przekór im poszła pani "w aktory"?

- Moi rodzice wiedzą, że ze mną nie ma co dyskutować, bo i tak zrobię po swojemu. Dlatego mama bardziej starała się pokazać mi blaski i cienie tego zawodu, a decyzję zostawić mnie.

Wchodząc w ten świat, nie bała się pani porównań?

- Nie. Półka mojej mamy to niedościgły ideał. Nigdy nie miałam ambicji, żeby się tam pchać. Kocham to, co robię i robię najlepiej, jak umiem. To mi wystarcza. Zresztą mam tyle innych, równoległych pasji, że nie traktuję zawodu aktorki śmiertelnie poważnie.

Reklama

Aktorski klan to nie tylko życie prywatne. Już ponad 20 lat wciela się pani w Agnieszkę Lubicz w popularnej telenoweli. Był czas, kiedy chciała pani porzucić "Klan".

- Owszem, było to wtedy, kiedy urodziłam pierwszą córkę.

Co zaważyło na decyzji o pozostaniu w serialowej rodzinie?

- Wspólna decyzja moja i producentów serialu. Okazało się, że moje zniknięcie będzie dla nich bardzo kłopotliwe. Nie powiem, mile mnie to zaskoczyło. Postanowiłam więc zostać jeszcze na chwilę... która trwa już 11 lat! Okazało się, że dzięki pracy w tym popularnym serialu mogę żyć spokojnie i bez stresu i nie martwić się, że nie będę miała z czego zapłacić czynszu, a także skupić się na pracy w teatrze.

W "Klanie" gra też pani mama. Jak się pracuje z Joanną Żółkowską? Na planie i scenie jesteście panie koleżankami czy nie da się wyzbyć tych rodzinnych relacji?

- Z mamą gramy również w kilku spektaklach teatralnych i zawsze jest to relacja bardzo profesjonalna. Nie pozwalamy sobie na nic, na co nie pozwoliłybyśmy sobie wobec osoby niespokrewnionej. Myślę, że obie lubimy ze sobą pracować.

Ma pani dwie córki. Na pewno przyglądają się dokonaniom mamy i babci? Myśli pani, że i one podążą waszym śladem?

- Nie sądzę. Ale to na szczęście nie będą moje decyzje i nie moja odpowiedzialność.

Marcin Kalita

Dowiedz się więcej na temat: Paulina Holtz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje