Olga Frycz: Trochę się zmieniłam

Udział w "Agencie" to okazja do tego, by widzowie poznali ją prywatnie i nie mylili jej z postaciami, które gra w serialach.

Olga Frycz

Zaskoczyła mnie twoja obecność w tego typu programie.

Olga Frycz: - Wiele osób mi to mówi. Do tej pory odmawiałam udziału we wszelkiego rodzaju telewizyjnych show. Producenci "Agenta" zadzwonili do mnie i zaproponowali udział w programie akurat w momencie, kiedy miałam dużo wolnego czasu i planowałam gdzieś wyjechać. Myślałam zresztą o Ameryce Południowej, więc kiedy okazało się, że program będzie kręcony w Argentynie, postanowiłam przeanalizować ten pomysł z moim chłopakiem i finalnie podjęłam taką, a nie inną decyzje. Nie żałuję!

Taki program to na pewno prawdziwa próba charakteru. Jakie zadanie było dla ciebie najtrudniejsze?

Reklama

- W programie okazało się, że mam wszystkie lęki, o które się podejrzewałam, a których wcześniej nie miałam okazji sprawdzić w ekstremalnych warunkach. Wpadłam w panikę, kiedy zostałam zamknięta w pewnej przestrzeni. Nie było tam kamer, więc wiedziałam, że nie jest to potrzebne do programu, tym bardziej nie rozumiałam sytuacji. Tkwiłam tam półtorej godziny, to był koszmar. Po wyjściu dostałam histerii, rozpłakałam się jak dziecko.

- Oprócz tego sprawdziło się na mnie powiedzenie, że jak człowiek głodny, to zły! Przeszkadzało mi to, że jako osoba niejedząca mięsa nie bardzo miałam co jeść. Większość czasu spędzaliśmy w miejscach, w których nie było łatwego dostępu do sklepu. Kiedy jednak udało mi się znaleźć jakiś supermarket, to wbiegałam do niego i brałam wszystkie możliwe warzywa i owoce, a Daria Ładocha gotowała dla mnie najpyszniejsze zupy.

Chyba zaprzyjaźniłaś się z Joanną Jędrzejczyk, bo widziałam, że komentowała wszystkie twoje posty na Facebooku?

- Poznałyśmy się trochę wcześniej, ale nie wiedziałam, że weźmie udział w tym programie. To bardzo fajna i konkretna dziewczyna. Ma tę cechę, którą bardzo cenię w ludziach - lojalność. Mieszkałyśmy razem w pokoju, więc dużo rozmawiałyśmy o życiu, podróżach, rodzinie. Zbliżyło nas też to, że Asia jest mistrzynią MMA, a ja amatorsko trenuję boks tajski.

Czy w jakiś specjalny sposób przygotowywałaś się do tego wyjazdu?

- Od roku staram się regularnie trenować i ćwiczyć. Mam dobrą kondycję, więc o zadania fizyczne raczej się nie bałam. Bardziej o psychikę, o to, czy dam radę tak ciągle udawać, kombinować, kręcić. Jestem lojalna i jeśli z kimś się trzymam, to niczego przed nim nie ukrywam. Oczywiście nie byłam blisko ze wszystkimi i nie z każdym się zaprzyjaźniłam, więc trochę musiałam kłamać albo przynajmniej nie mówić całej prawdy.

Trochę czasu tam spędziłaś, więc chyba - wbrew temu, co mówiłaś w wywiadach - jednak umiesz walczyć o siebie?

- Udział w programie pokazał mi, że trochę się zmieniłam i mimo tego, że nadal jestem osobą, która raczej chce dawać niż brać, to jednak nauczyłam się bardziej myśleć o sobie.

Miałaś z tym problem?

- To nie problem. Czasem ofiarowałam komuś pomoc w momencie, kiedy ta osoba wcale ode mnie pomocy nie oczekiwała. Stykałam się ze ścianą i to mnie chyba jakoś utemperowało. Doszło do mnie, że bez sensu się staram i szkoda mojej energii, którą warto skierować na siebie.

Zawodowo też się poprawiło?

- Po czterech latach pracy w serialu postanowiłam odejść z "M jak miłość". Myślałam o tym już od jakiegoś czasu, ale chyba chciałam poczekać na jakiś przełomowy moment w moim życiu. W październiku skończyłam 30 lat i uznałam, że to najlepsza chwila, żeby zacząć robić coś nowego ze swoim życiem. Mam takie przeczucie, że teraz już będzie tylko lepiej.

Ewa Gassen-Piekarska

Dowiedz się więcej na temat: Olga Frycz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje