Michalina Olszańska: Prywatnie jestem "skryciuchem"

Olga Hepnarova była ostatnią kobietą w Czechosłowacji, na której wykonano karę śmierci. Po latach jej historia została przeniesiona na wielki ekran. W postać Olgi wcieliła się polska aktorka młodego pokolenia Michalina Olszańska.

Nie lubię tłumów, wolę otaczać się ludźmi, których kocham - wyznaje Michalina Olszańska

W 1973 roku twoja bohaterka, przemierzając ulice Pragi, wjechała ciężarówką w grupę ludzi oczekujących na tramwaj. Czy nie sądzisz, że na ironię zakrawa fakt, że o filmie "Ja, Olga Hepnarova" rozmawiamy tuż po zamachu terrorystycznym w Berlinie?

Reklama

Michalina Olszańska: - Już drugi raz w tym roku historia filmowa splotła się autentycznymi wydarzeniami. Tydzień po francuskiej premierze "Ja, Olga Hepnarova" doszło do tragedii w Nicei. Wątpię w to, żeby zamachowcy inspirowali się Olgą, żeby oglądali niezależne filmy europejskie. Warto podkreślić, że nakręciliśmy obraz jeszcze przed nową falą terroryzmu na świecie.

Jak trafiłaś do czeskiego filmu?

- To akurat było dosyć proste, bo film był koprodukcją czesko-słowacko-polską, w związku z czym aktorki szukano także w Polsce. Zaproszono mnie na casting.

Czy zanim dostałaś rolę, znałaś czeski chociaż w stopniu podstawowym?

- Znałam tylko kilka słów, takich jak "ahoj". W filmie jestem dubbingowana. Jednak nauczyłam się tekstu po czesku, żeby ruch warg się zgadzał. Mogę próbować walczyć z polskim akcentem, gdy mówię po angielsku, ale nie pozbędę się w tak krótkim czasie akcentu w języku, który dopiero co poznałam. To jest prawie niemożliwe. Dlatego stwierdziliśmy, że dla dobra filmu lepszy będzie dubbing. Poza tym, mało w tym filmie mówimy. I dobrze, bo nie lubię przegadanych produkcji. Teraz często siadam z reżyserem nad scenariuszem i skracamy dialogi do absolutnego minimum.

Dlaczego twoim zdaniem Olga dopuściła się takiej masakry?

- Była osobą lekko socjopatyczną, ale nie każdy socjopata jest od razu psychopatą. Środowisko nie chciało jej zrozumieć. Próbowano ją wtłoczyć w drobnomieszczańskie ramy. Olga była też lesbijką, ale to nie stanowiło największego problemu, bo udawało jej się znajdować partnerki. Poza tym nie mamy doniesień, że była na tym tle prześladowana. Jednak to na pewno pogłębiało jej "inność". Pamiętajmy, że historia dzieje się na początku lat 70., gdy nie mówiło się tyle o tolerancji, pomocy chorym na depresję. Wtedy, jeśli ktoś był inny, "zadziobywano" go. Czyn Olgi odbieram więc jako gest rozpaczy.

Olga mówiła o sobie, używają niemieckiego słowa, Prugelknabe, albo też po czesku - otloukanek. Co miała na myśli?

- Chodzi o to, że była chłopcem do bicia, popychadłem. Kimś, kto jest prześladowany w szkole, w pracy, gdziekolwiek. Teraz nieustannie trwa debata publiczna o przemocy w szkole. Nawet jeśli jakiś incydent był tylko szczeniacką przepychanką, od razu mamy interwencję, wielki wrzask. Ale lepiej dmuchać na zimne, niż dopuszczać do eskalacji przemocy.

Czy miałaś okazję poznać bliskich Olgi?

- Jedyną osobą ze środowiska Olgi, jaką poznałam, był jej ostatni partner, który też pojawia się w filmie. Rozmowa z nim była ciekawym przeżyciem. Reżyserzy mieli też kontakt z siostrą Olgi, ale ta niewiele chciała mówić. Nie mieliśmy zbyt wielu materiałów na temat Olgi. Dysponowaliśmy kilkoma jej listami, zeznaniami z sądu oraz paroma zdjęciami. Jakkolwiek by było, chciałam wykreować kogoś podobnego, ale nie odzwierciedlić prawdziwą postać.

Zauważyłam, że twoja bohaterka porusza się jak chłopczyca, trochę kanciasto.

- Chodząc w ten sposób, moja Olga chciała pokazać otoczeniu, że jest osobą silną, zamaskować swoje niskie poczucie wartości.

Czy podczas zdjęć nosiłaś perukę?

- Miałam swoje włosy. Do roli wyraźnie je skróciłam. Strasznie tego nie chciałam, ale okazało się, że to był świetny ruch.

Olga była zawodowym kierowcą. W filmie często widzimy cię za kierownicą. Czy naprawdę prowadziłaś starodawne auta?

- Tak. Nawet wpadłam małym trabantem do rowu w lesie. Reżyser przeraził się, że jakieś złe duchy krążą nad filmem. Przekonałam go, że to duch Olgi uratował mi życie.

W filmie jest kilka akcentów lesbijskich. Czy granie intymnych scen z kobietami jest dla ciebie prostsze od grania ich z mężczyznami?

- Nie wiem, czy łatwiejsze. Te sceny ogólnie uważam za łatwe. Nie ma w nich żadnej psychologii, to jest coś, co znamy z tysiąca filmów, z własnego życia. To jest banał aktorski, pod warunkiem, że nie wstydzimy się swojej cielesności. Uważam, że akurat aktorzy nie powinni być wstydliwi. Na pewno o wiele trudniejsza jest scena, w której trzeba przeżyć jakiś koszmar wewnętrzny, niż całować się z ładną dziewczyną.

Czy w jakiś stopniu jesteś podobna do swojej bohaterki?

- Mam klasyczny syndrom aktora, który w filmie jest bardzo odważny i otwarty, a prywatnie jest "skryciuchem". Chodzę w dresach, nie maluję się, chowam się w swojej norze. Nie mam znajomych, za to mam kilkoro przyjaciół. Unikam tłumów, bo nie znoszę small talków. Lubię otaczać się ludźmi, których kocham. Przy nich czuję się bezpiecznie. Nie jestem totalnym samotnikiem. Tylko od czasu do czasu chcę pobyć sama.

Czy odchorowywałaś rolę Olgi?

- Szybko się po niej otrząsnęłam. Odchorowywałam inny film. W "Synu Królowej Śniegu" zagrałam matkę, która zabija własne dziecko. To było ciężkie doświadczenie, bo mojej bohaterki nie dało się usprawiedliwić w żaden sposób. Historia oparta jest na faktach. Ale nie chodzi o matkę Madzi z Sosnowca, mój filmowy syn ma sześć lat.

Czy zobaczymy cię jeszcze w jakiejś czeskiej produkcji?

- Tego lata zagrałam w czeskim filmie "Muzykanci", który jest w konwencji musicalowo-młodzieżowej. Uwielbiam Czechów, Pragę, Cieszyn. Pracowałam już w kilku krajach i nigdzie za granicą nie czułam się tak dobrze jak u naszych południowych sąsiadów. Czesi to dla mnie tacy wyluzowani Polacy. Są do nas podobni, ale jednocześnie nie dźwigają bólu pokoleń.

Michalina Olszańska (ur. 1992) - aktorka, pisarka, skrzypaczka. Studiowała na Akademii Teatralnej w Warszawie. Zagrała m.in. w takich filmach, jak "Anatomia zła", "Piąte: Nie odchodź!", "Miasto 44" i "Córki dancingu". Popularność przyniósł jej serial "Barwy szczęścia". Wydała dwie powieści: "Dziecko gwiazd Atlantyda" i "Zaklęta". Polską premierę filmu "Ja, Olga Hepnarova" zaplanowano na 13 stycznia.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life).

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Michalina Olszańska | Ja Olga Hepnarova

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje