​Michalina Olszańska: Aktorstwo to tylko praca

Michalina Olszańska, jedna z najzdolniejszych polskich aktorek młodego pokolenia, zagrała tytułową rolę w polsko-czeskiej koprodukcji "Ja, Olga Hepnarova". Jej bohaterka była ostatnią kobietą w Czechosłowacji, na której wykonano karę śmierci.

Michalina Olszańska podczas uroczystej premiery filmu "Ja, Olga Hepnarova"

Michalina Olszańska to objawienie dekady. Krytycy prześcigają się w porównaniach z Natalie Portman i uwagach o mrożącej krew w żyłach, demonicznej roli "morderczego potwora". Ubrana w pastelową sukienkę z falbankami z początku trochę się wierci, po czym nagle garbi ramiona, ściąga brwi, a dziecięcy, wesoły wyraz twarzy na sekundę zmienia w nieprzytomny wzrok Hepnarovej z filmu: "Pytałaś, jak trudno zmienić się w masowego mordercę. Mniej więcej tak".

Reklama

Żadnego zagłębiania się w duchowość, po prostu wygląd zewnętrzny?

Michalina Olszańska: - Mimika i ruchy są dla mnie kluczowe. Zaczynałam oczywiście od środka, ale później od razu przeszłam do cech fizycznych. Ludzie często pytają, czego uczyłam się o Oldze Hepnarovej. Zaskakuje ich, gdy mówię, że prawie niczego. Właściwie głównie oglądałam zdjęcia. Długo i dokładnie, oczy bowiem mówią o ludziach najwięcej.

Najwyraźniej wystarczyło, do filmu zmieniłaś się nie do poznania.

- Dziękuję za komplement. Kiedy później obejrzałam film, kompletnie mnie zatkało. To było jedno długie zbliżenie mojej twarzy, nie spodziewałam się tego. Kiedy grasz, nie zastanawiasz się, jak długo i szczegółowo filmuje cię kamera. Na szczęście - nie wiem, czy w innym razie udałoby mi się pozostać prawdziwą. Tak czy inaczej reżyserzy dużo ryzykowali - wówczas nie miałam jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia.

Jak cię znaleźli?

- Na castingu, który organizowali w Polsce w ramach koprodukcji. Kiedy przeczytałam scenariusz, powiedziałam sobie: chcę zagrać w tej historii. Mimo iż akcja toczy się w przeszłości, jest bardziej aktualna niż teraźniejszość. Wierzę w to, że role czekają na swoich aktorów, dlatego nie martwię się, kiedy coś nie wyjdzie. Olga ewidentnie czekała na mnie, byłam o tym stuprocentowo przekonana.

Ponoć przyszłaś na casting w sukience z epoki i nie wyszłaś z roli nawet podczas przerwy.


- Naturalnie - praca nad postacią zaczyna się dla mnie już podczas czytania scenariusza. Twórców nie interesuje Michalina, ale to, co ma zagrać.

Na castingu do "Córek dancingu", które oczarowały festiwal w Sundance, udawałaś, że jesteś młodsza.

- Na początku szukali młodziutkich dziewczynek, około jedenastu lat. Do filmu, w którym aż roi się od erotycznych scen! Pamiętam, jak siedziałam pośród dziewczynek z mamami, starałam się wyglądać dziecięco i czułam się bardzo nie na miejscu, prawie nienormalnie - mając dwadzieścia lat możesz zagrać piętnastolatkę, ale nie dziecko. Rok później odbywała się jednak druga tura, zadzwonili do mnie z informacją, że podnieśli granicę wiekową. Załapałam się.

Czesi do dziś są przewrażliwieni na punkcie Hepnarovej. Nie bałaś się odpowiedzialności?

- Granica pomiędzy portretem a obroną złoczyńcy może być bardzo cienka, uświadamiałam to sobie każdego dnia. Niektórzy ludzie nie rozumieją, dlaczego poświęciliśmy pełnometrażowy film morderczyni, na pewno jednak nie chcieliśmy jej bronić.

Czego więc chcieliście?

- Pokazać ją jako człowieka, który jest tak samotny, że zmusza go to do robienia strasznych rzeczy. Dlatego też nie przedstawiamy jej jako biedaczki, której nikt nie chciał pomóc. Przeciwnie - ludzie wokół starają się, ale ona ich odrzuca, sama wybiera swoją drogę. To dla mnie kluczowe. Każdy powinien uświadomić sobie, że kiedy dzieje się coś nieprzyjemnego, nie może z tym zostawać sam, jakkolwiek nie wydawałoby mu się, że to nie do pokonania. Jeśli nie pozwoli sobie pomóc, konsekwencje mogą być tragiczne - widujemy to przecież codziennie w wiadomościach.

Jak określiłaś Hepnarovą na własne potrzeby?

- Starałam się ją zrozumieć - oczywiście w ramach możliwości, nie próbowałam nikogo zabijać. Dla siebie "przetłumaczyłam" ją jako prototyp współczesnej nastolatki, symbol młodych ludzi, którzy z różnych względów kaleczą się, sprawiają sobie ból, tną się. Nie wiem, co jest tego przyczyną, czy to kwestia hormonów, doświadczeń czy przeżyć, przecież dla niektórych traumatycznym przeżyciem może być śmierć matki, a dla innych to, że ojciec nie chce im pożyczyć samochodu. Wszyscy mają jednak jakiś swój cichy problem, którego nie potrafią rozwiązać. I odmawiają pomocy z zewnątrz. Zamykają się w sobie, a im większy jest mur pomiędzy nimi a światem, tym mniejsza szansa, że zza niego wyjdą. Myślę, że Olga również musiała przeżyć coś podobnego.

Reżyserzy mówili również o podejrzeniu zespołu Aspergera.

- To jedno z możliwych wyjaśnień. Ja osobiście nie chciałam robić z Olgi wariatki. Kiedy morderca dostaje diagnozę, zostaje usprawiedliwiony, niezależnie od tego, czy chodzi o Hepnarovą czy o Hitlera. Poza tym gubi się wówczas ten element ostrzegawczy, który mówi, że może to dotyczyć nas wszystkich. Że jeśli nie pozwolimy sobie pomóc, prosimy się o kłopoty. Pojawiają się one dopiero w momencie, kiedy ludzie wokół nas, tzw. normalni ludzie, zaczną zachowywać się nienormalnie.

A zatem to nie Asperger?

- Jakieś cechy na pewno przejawiała. Cierpiała na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i nie umiała patrzeć ludziom w oczy. Nie czuła się też dobrze w swojej skórze. Pracowałam z tym, kiedy zastanawiałam się, jak ją pokazać, ale starałam się tego nie przeceniać. Jak mogła kogoś pokochać, skoro nie lubiła nawet samej siebie? To był dla mnie punkt wyjścia.

Jaki wpływ ma rola mordercy na psychikę aktora?

- Na szczęście umiem przestawiać się z filmu na "cywila". Niektórzy muszą zanurzyć się w rolę, ja przeciwnie - pomiędzy zdjęciami żyłam intensywniej niż zazwyczaj, być może dlatego, że potrzebowałam ją z siebie zrzucić. Aktorzy to wrażliwe osoby, nieprzypadkowo część z nich cierpi na zaburzenia afektywne dwubiegunowe, to taka choroba zawodowa. Dlatego wolę się nie zachłystywać rolą. Gram, a później idę do domu, tak jak ty. Film to też tylko praca.

Co było w Oldze najtrudniejsze?

- Żeby nie zrobić z niej potwora, jakkolwiek kuszące by to nie było. Poza tym nic nie sprawiało mi większych problemów, rola syreny w "Córkach dancingu" była dużo bardziej wymagająca fizycznie.

Źródło: Tereza Spáčilová, "Hepnarovą stworzyliśmy sami"

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Michalina Olszańska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje