Marieta Żukowska: W świecie androidów

Marieta Żukowska jako psychoterapeutka androidów? To wcale nie jest primaaprilisowy żart. Aktorka właśnie skończyła zdjęcia do swojego nowego filmu "Panacea", produkcji z gatunku science fiction.

Bardzo chcę rozkwitnąć na wiosnę - wyznaje Marieta Żukowska

O twoim nowym filmie "Panacea" wiemy bardzo niewiele...

Marieta Żukowska: - Mówiąc najkrócej, w takim norweskim, zimnym stylu pokazujemy niesamowitą burzę emocji, pod przykrywką filmu science fiction. Główną bohaterką "Panacei" jest Ren, kobieta android, która ulega niewyjaśnionej awarii i zostaje wysłana na terapię. Ma dowiedzieć się, czy nadaje się na zastępczą matkę. Jestem jej psychoterapeutką, która chętnie sięga po niestandardowe, aczkolwiek skuteczne metody leczenia. Gdy Ren poznaje prawdziwą naturę swojego problemu, film nabiera dramaturgii.

Reklama

Będą latające statki i kostiumy rodem z "Piątego elementu"?

- To absolutnie nie jest tego typu film. Wszystko, co kojarzy nam się z obrazem science fiction, ograniczyliśmy do minimum. "Panacea" ma bardziej wymiar psychologiczny i filozoficzny. Ten film zadaje wiele pytań o rolę technologii w naszym życiu, o to, dokąd zmierza nasza cywilizacja. Wszystkich nas, którzy pracowaliśmy nad filmem, zainspirował autentyczny wynalazek - humanoidalny robot Sophia. Dostosowuje się on do ludzkich zachowań, żartuje, płacze, udziela wywiadów.

Niani-androida może nie masz, ale smartfon i tablet na pewno - czy takie akcesoria są ważne w twoim życiu?

- Te akcesoria są nieuniknione w dzisiejszym świecie. Musimy z nimi funkcjonować. Myślę, że tablet i komórka są po prostu częścią nas. Nie możemy się zbuntować przeciwko temu. Albo będziemy nadążać za techniką, albo gdzieś zostaniemy w tyle. Trzeba jednak pamiętać, że trzeba sobie robić przerwy od gadżetów, iść na spacer do lasu, żeby nie oszaleć.

Kto jest reżyserem filmu?

- Za reżyserię odpowiada Piotr Ryczko - Polak, który wychował się w Norwegii. Był on wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych festiwalach filmowych w kategorii filmów krótkometrażowych. Co ciekawe, operatorem jest Yori Fabian - pół Japończyk, pół Niemiec. Niezwykły miks kulturowy tego filmu dopełniają domy w skandynawskim stylu, które znaleźliśmy w Wieluniu pod Łodzią.

Przygotowując się do tego filmu, wgłębiłaś się w temat psychoterapii, rozmawiałaś ze specjalistami. Czy według ciebie psychoterapeuci są w ogóle nam potrzebni?

- Tak i to bardzo. Czy to jest ksiądz, przewodnik duchowy, psychoterapeuta - skategoryzowałabym ich na jednym poziomie - uczą nas, jak żyć lepiej. W dawnych czasach ludzie więcej się spotykali i rozmawiali ze sobą, żyli w takich grupach. Teraz zamykamy się w domach, nie mamy tylu przyjaciół. Podobno, jeżeli masz przyjaciela i powiesz mu o swoim problemie, to tak jakbyś zażył tabletkę psychotropową. Były robione badania, które potwierdzają, że rozmowa z drugim człowiekiem, podzielenie się swoim problemem, może cię rozładować do tego stopnia, że nie musisz zażywać tabletek.

W twoim przypadku kwestia psychologii, mam wrażenie, łączy się ze zmianą fryzur. Ciekawe, że "Panacea" to już kolejny film, przy okazji którego przeszłaś fryzjerską metamorfozę.

- Nie boję się wygolić połowy głowy do filmu, jeśli wiem, że to jest potrzebne nam w scenie. Włosy zawsze odrosną. Zmiana fryzury na pewno pomaga wejść w postać. Zauważ, że kobiety, jak chciały rozpocząć nowe życie, zawsze ścinały włosy. Był to rodzaj rytuału.

 Co ci teraz w duszy gra? Nie możesz doczekać się wiosny w pełnym jej wydaniu?

- Bardzo chcę rozkwitnąć na wiosnę (śmiech). Nawet się dzisiaj nie zdenerwowałam, że spadł śnieg. Mądre, starsze panie mówią, że przedwiośnie to jest najtrudniejszy moment w całym roku, ponieważ natura musi wybuchnąć w pewien sposób, wyrzucić liście na zewnątrz. Więc musi ściągnąć energię ze wszystkich ludzi i kiedy to zrobi, poczujemy ulgę, radość i pójdziemy do przodu.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)


Dowiedz się więcej na temat: Marieta Żukowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje