Maria Pakulnis: Rola marzenie

Maria Pakulnis ma na swym koncie role w filmach, serialach i spektaklach teatralnych. Na dużym ekranie mogliśmy ją oglądać w takich produkcjach, jak "Pożegnanie jesieni", "Pajęczarki", "Oszołomienie", "Konsul" czy "Jezioro Bodeńskie". Jej najbardziej znane kreacje serialowe pochodzą z "Pierwszej miłości", "Na Wspólnej", "Ekstradycji", ostatnio - "Powiedz TAK!".

Maria Pakulnis

Marzy o roli w filmie, a póki co gra szaloną ciotkę głównej bohaterki w serialu "Powiedz TAK!".

Reklama

Lubi pani graną przez siebie Zofię?

Maria Pakulnis: - Kocham ją! Bardzo rzadko się zdarza tak fantastycznie napisana rola. Zosia jest niezależna, inteligentna, złośliwa, uczciwa, ma klasę, umie zaszaleć, nie wstydzi się żyć! Obojętne, ile ma się lat, człowiek nie powinien się wstydzić smakować życia. Sama chciałabym mieć taki totalny dystans do życia i luz. Przyjemne, że wreszcie w polskim serialu dojrzała kobieta ma swoje życie, a nie żyje życiem dzieci. Na początku ustaliliśmy, że nie pokażemy typowej cioci, która założyła kapcie, czeka z obiadkiem i udziela dobrych rad. Jak taka osoba może udzielić dobrych rad, skoro sama nie żyje? To rola marzenie, miałam taką przyjemność z pracy! Podpisuję się pod Zofią całą sobą. Będę bardzo nieszczęśliwa, jeśli nie będzie kontynuacji tego serialu.

Zofia mówi do swojej siostrzenicy: "Nie nazywaj mnie ciocią, bo dodajesz mi zmarszczek". Prywatnie wiek jest dla pani problemem?

- A skąd! Ja się w ogóle nad tym nie zastanawiam. Intensywnie pracuję i nie mam czasu na takie rozważania. Czasem jestem bardzo zmęczona, ale kocham to zmęczenie, bo dzięki niemu wiem, że żyję! Starzejemy się wszyscy, ale nie rezygnujmy z życia! Warto nawet się umęczyć, ale mieć poczucie, że się coś zrobiło.

Myśli pani, że takiego podejścia można się nauczyć?

- Tak, jeśli człowiek przestanie obsesyjnie myśleć tylko o sobie. Jeśli otworzy oczy i zrozumie, że na świecie nie istnieje sam, a obok żyją fajni ludzie, o których nie należy mówić źle. Trzeba umieć z siebie dawać, dostrzegać innych, nie tworzyć granic i nie wmawiać sobie, że już nam czegoś nie wypada! Wie pani, ile mam lat, a chodzę sobie w podartych dżinsach, które mi się strasznie podobają, bo są bardzo wygodne! I mam luz i dystans do siebie. Kiedy byłam młoda, bardzo dbałam o wygląd, chodziłam w sukienkach, szpilkach, byłam taka "ą-ę". Jakie to nudne! Teraz uważam, że mam najlepszy czas! Dojrzałość może być cudowna, jeśli nie będziemy siebie traktowali śmiertelnie poważnie.

Wydaje mi się, że musi pani mieć mnóstwo przyjaciół!

- Mam! Bardzo lubię ludzi i ludzie mnie lubią, okazują mi to i dla mnie to najcenniejsza rzecz, jaka istnieje w życiu.

A co z mężczyznami? Jak na panią reagują?

- Pozwoli pani, że przytoczę cytat z mojego spektaklu "Seks dla opornych": "Prawda jest taka, że kobiety w moim wieku są już niewidzialne, chyba że ktoś usiłuje sprzedać im polisę na życie - wtedy wszędzie nas znajdą!!!" (śmiech)

Czy podobnie jak Zofia miała pani taki moment, kiedy była pani bez pracy i pieniędzy?

- Oczywiście! Taką skrajną i beznadziejną sytuację miałam po śmierci mojego męża. Po 20 latach z dnia na dzień odeszłam z teatru, bo źle się w nim czułam. Byłam bez etatu, bez odłożonej kupki na życie, po strasznych przeżyciach, miałam dziecko, które potwornie przeżyło śmierć ojca, i wiedziałam, że jeśli się poddam, to będzie po nas. Szukałam więc pracy, różnie bywało, ciągle słyszałam, że nic dla mnie nie ma. To był najgorszy moment w moim życiu. Dowiedziałam się jednak, że w Teatrze Komedia dyrektor robi "Dziewczyny z kalendarza". Zgłosiłam swój akces i dostałam rolę! Gdybym siedziała i czekała, aż ktoś do mnie zadzwoni, to bym nic nie miała! To już nie te czasy! Potem namówiłam przyjaciół, żebyśmy coś sami zrobili, i tak od trzech lat gramy "Seks dla opornych". Cały czas jestem zajęta, za chwilę będę wydawała książkę...

Kucharską?

- Nie będzie stricte kucharska, bo mnie takie książki nudzą. Zawierają tysiące przepisów i małych zdjęć i jedyne, co z tego wynoszę, to chaos. Kuchnia to powinno być miejsce wyciszenia, zmysłowości, smaku, rozmów, picia wina... Ja to uwielbiam! I ta książka będzie o tym, żebyśmy nie bali się eksperymentować, puszczać wodzy fantazji, kreować czegoś nowego. Bez odmierzania mililitrów, gramów i kilogramów. Gotowanie ma być przyjemnością, a nie męką. Świat tak pędzi do przodu, a ja bym chciała, żebyśmy znaleźli chwilę na refleksję, na ciszę, na posłuchanie samych siebie.

Pani syn odziedziczył pani podejście do życia?

- Myślę, że tak. Bardzo dbałam o to, żeby uprawiał sport. Moim zdaniem to święty obowiązek rodziców, by nauczyć swoje dziecko aktywności fizycznej. Rodzice, którzy pozwalają dzieciom na spędzanie czasu wyłącznie przed komputerem, powinni być karani, bo skazują swoje dzieci na choroby, wydają na nie wyrok. To nie jest miłość, tylko złe życzenie. Z miłości młodemu człowiekowi daje się dobry przykład. Ja dla Jaśka nauczyłam się w wieku 40 lat jeździć na nartach. Kiedy przechodził fazę tajnego jedzenia fast foodów i się roztył, byłam bezwzględna. Nakrzyczałam na niego i powiedziałam, że wolałam go szczupłego i sprawnego niż otyłego. Przemyślał to i dziś jest wysportowanym, dbającym o siebie i o to, co je, młodym człowiekiem. Ale ja uważam, że przede wszystkim starsi ludzie nie powinni żyć życiem swoich dzieci. Trzeba być dla nich od święta, trzeba im pomagać, ale nie zapominać o sobie. Dzieci wolą widzieć swoich rodziców zadowolonych, szczęśliwych. Rodzice powinni być dla nich wykładnią życia, a nie rezygnacji. Apeluję - nie róbmy tego! Zabraniam wszystkim starszym ludziom być szurakami!

Ewa Gassen-Piekarska

Dowiedz się więcej na temat: Maria Pakulnis

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje