Maria Czubaszek: Ostatni wywiad

Fascynowała ją śmierć. Lubiła o niej mówić, co więcej – żartowała z niej. Ale też przyznawała, że gdy nadejdzie, wolałaby przy tym nie być. W tym była zgodna ze swoim idolem Woodym Allenem, którego wielbiła. Większą miłością darzyła jedynie swojego męża Wojciecha Karolaka. To ostatni wywiad, jakiego udzieliła "Życiu na Gorąco" przed śmiercią w 2015 roku.

Maria Czubaszek

Spotkałyśmy się w restauracji włoskiej pod blokiem Marii Czubaszek i Wojciecha Karolaka. Pani Maria przyszła przed czasem. Czekała w kawiarnianym ogrodzie. Chciała zamówić Campari, ale nie było. Zgodziła się na Aperol.

Reklama

Podoba mi się, jak pani opowiada o małżeństwie z Karolakiem. Brzmi prawdziwie. Lubię u pani tę rzadko spotykaną wśród znanych kobiet opowieść o architekturze związku, który mimo burz przetrwał lata i jest fajny...

Maria Czubaszek: - Tak jak nie wierzę w lubienie się kobiet, to wierzę w lubienie się kobiety i mężczyzny. To jest dla mnie najważniejsze. My się z Karolakiem po prostu bardzo lubimy. Przecież nie wierzy pani, że po 30 latach to jest bardzo wielka miłość.

No nie...

- Też nie jestem taka naiwna. On mówi, że mnie bardzo kocha, i to na swój sposób mi schlebia.

Pani też wyznaje mu miłość?

- To żartem. To jest tak "Kochasz mnie, ja cię też bardzo kocham". A naprawdę to brzmi tak: "Kochasz mnie? A spróbowałabyś k... nie!". To są tylko żarty. Oboje jesteśmy bardzo dorośli. My sobie nie przeszkadzamy, bez przerwy się mijamy. Nie wchodzimy sobie w drogę, dlatego jesteśmy razem tyle lat. To nie są papużki nierozłączki. Na szczęście, na większość tematów mamy podobne zdania. Mamy o czym porozmawiać, o co się pokłócić.

A o co się kłócicie?

- Jest jeden temat, przy którym zawsze skaczemy sobie do gardeł. To jest temat śmierci. Bo on się panicznie jej boi. A mnie korci do samobójstwa. Zawsze, od dziecka, mnie korciło. Mnie szalenie imponują samobójcy, zawsze mi imponowali. I poza tym mnie przy życiu już nic nie trzyma. Jestem już tak stara, że spokojnie mogę umrzeć. On, czyli Karolak, jak to słyszy, to się strasznie złości...

Może myśli wtedy o ofierze samobójcy, jak np. ta piękna, młoda dziewczyna, na którą skoczył młody samobójca, a ona została kaleką?

- Nie trzeba od razu skakać!

Przecież wszyscy się boimy śmierci... Nie wiemy, czym ona jest, jaka jest, czy zaboli, czy kiedyś się spotkamy?

- Ach tam, wszyscy się boją śmierci, wszyscy mówią, że się boją... Niech pani nie gada... Dla mnie to jest bohaterstwo, żeby sobie powiedzieć, to koniec tej drogi.

I jak się już tak kłócicie, to co robi mąż?

- On mnie prosi, więc ja staram się o tym nie mówić. Ale teraz, przy wspólnej rozmowie z Arturem [Andrusem - przyp. red.] to wychodzi. I on wtedy wychodzi do łazienki, ze strachu. Chyba nie wyobraża sobie czegoś takiego... Chyba gdzieś tam, w podświadomości wierzy, że nie umrze, że może mu się uda. W każdym razie nie przyjmuje tego do wiadomości. Trochę jak Miłosz. Jak go zapytano, co myśli o przemijaniu, powiedział: "Jestem przeciw". I to było jedyne, co mi się u Miłosza podobało. Tak samo Karolak jest przeciw śmierci. Ja jestem za! Uważam, że to całe szczęście, że się umiera, jestem bardzo za. Jemu się to nie podoba, a mnie się bardzo podoba. Dla mnie byłby to koszmar, gdyby ludzie mieli żyć w nieskończoność. O Matko Boska, to byłoby nieszczęście! Już pomijam, że ZUS by zbankrutował. A jakie rachunki człowiek by za światło płacił!

I nie starczyłoby powierzchni dla tych nieśmiertelników...

- E tam, zawsze by się trochę pozabijali. Jak by tak długo żyli, to by tym bardziej się zabijali. Dla mnie śmierć jest to coś zrozumiałego. Jak ktoś żyje, to musi umrzeć. To jest dla mnie oczywiste. I całe szczęście, że jest tak. Ostatnio Arturowi powiedziałam, że właściwie to już mi się nie chce żyć. A jedyne co mnie trzyma przy życiu, to świadomość, że jak już będę miała zupełnie dosyć, to będę mogła sama z tym skończyć.

Brzmi jak prześmiewcza kokieteria... Zgrabnie uszyta na miarę Marii Czubaszek, jedyna, oryginalna, niepowtarzalna...

-  Nie, to nie kokieteria! Mnie naprawdę wkurza, że pani tak myśli! To jest tak, jak Basi Wrzesińskiej o mało nie zabiłam, jak mi powiedziała, że nie wierzy, że ja naprawdę nie chcę mieć dziecka. Na tyle mnie znała, że mogła uwierzyć. Baśka, która się uważała za moją przyjaciółkę... Myślałam, że ją zatłukę. Ja naprawdę czasami po prostu mam dosyć! Mnie się nie chce już żyć. Nie chce mi się wychodzić, pracować, pisać. Wszystko wydaje mi się dosyć szare i nudne. Tyle już przeżyłam, to po co?

Skąd pani wie, że jeszcze czegoś nie przeżyje fajnego? Czegoś takiego, że znów chce się żyć?

- A co ja w tym wieku jeszcze mogę przeżyć? Nic już bym nie chciała przeżyć. Chciałabym umrzeć szybko i bezboleśnie. Chcę przeżyć swoją śmierć, tak, żebym jej nie poczuła.

No to może eutanazja byłaby najlepszym wyjściem...

- Tak, ale u nas jest zabroniona. Nie mam takich pieniędzy. Gdybym miała, to bym dawno pojechała do Holandii czy gdzieś tam. Niedawno pożyczyłam 5 tys. od Artura, żeby za mieszkanie zapłacić. Nie będzie mnie stać, żeby do Holandii pojechać! Jestem realistką. Nie będę skakała, nie będę się wieszała. To mi się nie podoba. Tylko prochy
wchodzą w grę.

Ale wciąż pani pracuje, pisze pani kolejną książkę, ma napięty grafik, "Szkło kontaktowe"...

- Przecież nie mówię, że za chwile zażyję. W momencie, kiedy dojdę do wniosku, to nikt mnie nie przekona. Parę dni temu w TOK FM była audycja, prowadził Cezary Łasiczka. To jedyny redaktor, którego tam uwielbiam. Rozmawiał z profesorem na temat samobójstwa. Jest takie towarzystwo, które stara się tych ludzi, którzy mają myśli samobójcze przekonać, powstrzymać. Łasiczka powiedział, że to my tak uważamy. A jeżeli ten człowiek uważa, że przed nim nic nie ma, to jest jego sprawa. To nam się tak wydaje...

A jeśli potencjalnymi samobójcami są młodzi ludzie, to może należy ich odwieść od takich myśli?

- No to co, że młodzi? Widocznie nie chcą już żyć. Wczoraj się czwórka potopiła. Inni giną w wypadkach: np. zginęło 60 osób, w tym dzieci, grzmią w mediach. A stary człowiek to się nie liczy?

Przeżył swoje życie...

- A ja wiem? A może z tego małego to bandyta wyrośnie, czy zamachowiec. Hitler też był dzieckiem, Kadafi też, Stalin, był ślicznym bobaskiem, ciu, ciu, ciu. A jak umiera stary człowiek, to przynajmniej wiem, czy był to uczciwy człowiek, czy mi go szkoda...

Anna Binkowska

-------------------------------

Maria Czubaszek zmarła we śnie 12 maja 2016 r. w Warszawie.

Dowiedz się więcej na temat: Maria Czubaszek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje