Marcin Dorociński: Psy, żubry i wilki

Marcin Dorociński użyczył głosu czworonożnemu bohaterowi filmu "Był sobie pies". Do tej roli pasuje jak mało kto, gdyż jest oddanym przyjacielem zwierząt. Ma dwa psy ze schroniska, pomaga w adopcji czworonogów, angażuje się na rzecz ochrony wilków i żubrów.

Marcin Dorociński na pokazie filmu "Był sobie pies"

Który aspekt pracy nad dubbingiem lubisz najbardziej?

Reklama

Marcin Dorociński: - Intymność. Kiedy nagrywamy dubbing, w jednym pokoju jest reżyser i realizator, a w drugim jestem tylko ja. Nikt na mnie nie patrzy, tak jak w teatrze czy na premierze filmu, nie ma tłumu ludzi wokół, mogę w pełni skupić się na swoim zadaniu. Ta prostota, asceza pracy bardzo mi się podoba.

Co w tej pracy stanowi największe wyzwanie?

- Najtrudniejsze jest trafić z charakterem w postać, której głosu w oryginalnej wersji użyczył inny aktor. Z jednej strony trzeba znaleźć barwę bardzo bliską oryginału, ale z drugiej trzeba nadać temu kształt pasujący do polskiej wersji.

Czy zawsze miałeś dobrą dykcję i emisję głosu? Czy musiałeś włożyć wiele pracy, by odpowiednio brzmieć?

- Nie miałem nigdy problemów logopedycznych, ale zajęcia w szkole teatralnej sporo mi dały. Nauczyłem się, jak oddychać, jak mówić głośniej, żeby nie zedrzeć sobie głosu na scenie. Bardzo jestem wdzięczny wszystkim profesorom, który nauczyli mnie odpowiedniej techniki.

Co sądzisz o filmie "Był sobie pies"?

- Uważam, że jest to film o rzeczach ważnych. Film prosty, przepiękny, wzruszający, mądry.

Czy miałeś w dzieciństwie takiego psa jak Bailey?

- Kiedy byłem mały, mieliśmy dwa psy, jeden po drugim. To było jakieś 35 lat temu! Pamiętam, że jeden był mały i długi, miał krótkie nóżki. Nie był to czysty jamnik, raczej skrzyżowanie basseta z jamnikiem. Natomiast drugi, dla odmiany, miał bardzo długie nogi i krótki tułów. Wyglądał jak gazela, gdy skakał przez pole kapusty. Pierwszy niestety uciekł, a drugiego, ponieważ mieszkaliśmy przy ruchliwej drodze, potrącił samochód.

Czy obecnie masz jakieś psy?

- Mamy dwa psy ze schroniska w Korabiewicach pod Żyrardowem - Rózie i Chlebka. To są mieszańce. Rózia jest czarna, a Chlebek rudy. Doświadczam ich miłości każdego dnia, jak wracam do domu. Najlepiej jest im, gdy jedziemy na Podlasie, gdzie mamy kawałek ziemi. Tam mogą szaleć do woli, mają otwartą przestrzeń, niedaleko jest rzeka. Na co dzień jednak mieszkają z nami w kamienicy i muszą im wystarczyć trzy, cztery spacery dziennie.

Brałeś udział w wielu akcjach, których celem było pomaganie psom. Jaki projekt pochłonął cię w ostatnim czasie?

- Wspierałem akcję Adoptuj Seniora, organizowaną przez Schronisko na Paluchu. Zachęcaliśmy, żeby Polacy adoptowali psich seniorów, czyli psy, które spędzają w schroniskach wiele lat. Większe wrażenie na ludziach, co jest zrozumiałe, robią małe, słodkie szczeniaczki, które dopiero co trafiają do schroniska. Cieszę się, że akcja spotkała się z tak niesamowitym odzewem - w ubiegłym roku na Paluchu adoptowano rekordową ilość zwierząt.

Niedawno przyłączyłeś się do protestów przeciwko planowanemu odstrzałowi 10 starych i chorych żubrów w Puszczy Boreckiej na Mazurach. Czy działania obrońców zwierząt przyniosły już jakieś wymierne efekty?

- Tak, Lasy Państwowe wstrzymały odstrzał żubrów, a wszystkie przypadki odstrzału tych zwierząt w Puszczy Boreckiej w latach 2012-2016 zostaną skontrolowane. Nasze protesty nie były fanaberią. Nie widzę potrzeby strzelania do zwierząt, jeśli nie ma pewności, czy są chore. To niedopuszczalne, że najpierw ktoś chciał do nich strzelać, a potem dopiero je badać. Nie możemy zabijać tak unikalnych zwierząt dla pieniędzy.

Wystąpiłeś też w spocie, który promuje działania na rzecz ochrony wilków w Bieszczadach. Na listopadowej konferencji, komentując ten projekt, przyznałeś, że jeszcze nigdy na żywo nie widziałeś dzikiego wilka. Czy coś się zmieniło w tej kwestii?

- Dzięki pobytowi w Białowieży, gdzie z ekologiem i dziennikarzem Adamem Wajrakiem robiliśmy materiał o żubrach, w końcu widziałem wilka. Najpierw zobaczyłem stado żubrów na wolności. Jeśli zachowa się odpowiednią odległość, zupełnie nie boją się człowieka. Chwilę później Wajrak podniósł alarm: "Wilk, wilk!" Rzeczywiście, w oddali stał wilk. Po chwili wystraszył się nas i uciekł. Kiedy jechaliśmy samochodem z dziećmi, zobaczyliśmy drugiego. Tak więc widziałem już dwa wolno żyjące wilki.

Film "Był sobie pies", który jest ekranizacją bestsellerowej powieści W. Bruce'a Camerona, trafi do kin 17 lutego.

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Dorociński | Był sobie pies

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje