Małgorzata Foremniak: Nie ma miejsca dla dojrzałych aktorek

Przed nami ostatni odcinek serialu "Aż po sufit!", za tydzień zaś zobaczymy finał "Mam talent!". Małgorzata Foremniak zdradziła jak bardzo jej gust różni się od tego, co wybiera publiczność. Aktorka opowiedziała też o swojej nowej roli i wyjaśniła, dlaczego lubi kryminały.

Małgorzata Foremniak na planie filmu "Sługi boże"

Trudno przewidzieć, kto wygra "Mam talent!", ale może już teraz wie pani coś o kolejnej serii?

Małgorzata Foremniak: - Mam nadzieję, że będzie. To fajny i zabawny program. Ma bardzo wysoką i szeroką oglądalność.

Szeroką? To znaczy?

- Fanami show są zarówno małe dzieci, nastolatki, dorośli, jak i osoby starsze. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Ile razy udało się pani trafnie wytypować zwycięzcę?

- Bywało, że mój wybór diametralnie różnił się od decyzji widzów. Zdarzały się zaskoczenia. Głosujący bardziej kierowali się emocjami, niż oceniali rzeczywisty talent uczestników. Czy teraz też tak będzie? Zobaczymy.

Niedawno zakończyła pani zdjęcia do filmu sensacyjnego "Sługi boże". Czy rola policyjnej psycholog wymagała specjalnych przygotowań?

Reklama

- Moja postać, Joanna Stanisz, jest terapeutą, ale tak naprawdę ma do wykonania zupełnie inne zadanie. Podczas spotkań z komisarzem Warskim [Bartłomiej Topa przyp.red] musi od niego uzyskać jak najwięcej informacji. Co z nimi dalej zrobi? Nie mogę zdradzić. Intryga filmowa ma kilka poziomów. Postać Stanisz jest ciekawa, bo nieoczywista. Zagrałam kilka trudnych scen, które wymagały ode mnie odwagi zarówno aktorskiej, jak i fizycznej.

Lubi pani kryminały?

- Tak, głównie psychologiczne. Agresja i przemoc budzą mój sprzeciw. Jakiś trup w przysłowiowej szafie musi być, ale najchętniej tylko jeden. Przede wszystkim interesuje mnie sposób prowadzenia akcji. Im bardziej jest ona zawiła i zaskakująca, tym bardziej wciąga widza. Takiego rodzaju kino cenię najwyżej.

A książki? Zerka pani na ostatnią stronę, by sprawdzić, kto zabił?

- Zaglądanie na koniec książki - choć niewątpliwie kuszące - zabiera przyjemność czytania. Traci się ten dreszczyk, który towarzyszy rozwiązywaniu zagadki.

Zaczynała pani karierę niemal 30 lat temu. Czy w tym czasie zmieniła się pozycja kobiet w polskim filmie?

- I tak, i nie. Nie jesteśmy już tylko ładnym tłem dla głównego bohatera. Powstaje coraz więcej produkcji telewizyjnych, w których kobiety są osią scenariusza. To historie zarówno lekkie i romantyczne, jak i przejmujące oraz dramatyczne. Niestety, jeszcze mało w nich miejsca dla dojrzalszych aktorek.

To może trzeba częściej i głośniej apelować do reżyserów i scenarzystów?

- No tak... Ten zawód dla kobiet nie jest łatwy. Upływający czas nie należy do sprzymierzeńców. Chce się nas widzieć jako piękne, powabne i seksowne. Ale mądrość i doświadczenie przychodzą wraz z dojrzałością. Natura kobiet jest intrygująca, bo nieprzewidywalna. W tym tkwi nasza siła.

Podgląda pani innych aktorów? Obserwuje ich warsztat?

- Przygotowując się do "Sług bożych" odbyłam sporo rozmów z reżyserem. Obejrzałam wiele skandynawskich kryminałów i grę tamtejszych gwiazd. Szukałam inspiracji, by poczuć klimat oraz konwencję. Ale na planie kieruję się głównie intuicją.

A ulica? Inspirują panią zwykli ludzie?

- Nie miałam jeszcze takiej roli, dla której musiałabym wejść w zupełnie inny świat. Przed rozpoczęciem serialu "Na dobre i na złe" sporo czasu spędziłam na sali szpitalnej, przyglądając się pracy anestezjologa. Widziałam, jak się odbywają operacje serca, mózgu, brzucha czy np. amputacja nogi. Chciałam tego doświadczyć, poczuć.

Zdradzi pani swoje najbliższe plany zawodowe?

- W 2016 roku rozpocznę zdjęcia do nowego serialu i wejdę w kolejny projekt teatralny.

Monika Ustrzycka

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Foremniak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje