Magda Gessler: Chciałabym jeszcze przyspieszyć

Niezmordowana Magda Gessler chwyta każdy dzień, otwiera i naprawia restauracje, planuje kolejne dokumenty oraz zapewnia, że będzie najlepszą babcią na świecie.

Będę najlepszą babcią na świecie! - przekonuje Magda Gessler

Co pani serwuje w 2. serii "Sexy kuchni"?

Reklama

Magda Gessler: - Cały sezon będzie pyszny! Szczególnie polecam odcinek, w którym gotuję bouillabaisse, czyli zupę rybną pochodzącą z rejonu Morza Śródziemnego. To proste danie kuchni francuskiej, popularne w Marsylii. Można je w łatwy sposób ugotować w Polsce, bo składniki są u nas dostępne.

Za nami 17. sezon "Kuchennych rewolucji". Które miejsca pani najlepiej zapamiętała?

- Polecam zajrzeć do Goszczanowa, do knajpki "Kaczki za wodą". Słyszałam, że słynna pieczona kaczka z kopytkami i zasmażanymi buraczkami, według mojego przepisu, idzie jak woda. Fantastycznym miejscem jest także częstochowska "Gospoda Kwaśnica". Gdy pierwszy raz zobaczyłam to miejsce, byłam przekonana, że nic z tego nie będzie. Okazało się, że kwaśnica przyciąga ludzi z całej Polski.

Istnieje potrawa, która jest dla pani kulinarnym wyzwaniem?

- Gotuję od 3. roku życia. Jako 22-latka gotowałam dla króla Hiszpanii. Wiele lat sama przyrządzałam dania w "U Fukiera" i nie mam dość. Teraz po głowie chodzą mi pasztety francuskie, np. ardeńskie - aksamitne, delikatne. Chciałabym pojechać do Francji, by podpatrzeć, jak robią to najlepsi kucharze. Ciekawa jestem, do jakiej temperatury należy podgrzać mięso, by pasztet idealnie się rozsmarowywał?

Słyszałam, że ruszyła już pani w trasę z 18. sezonem "Kuchennych rewolucji"!

- Zdjęcia trwają, kolejka restauracji do naprawienia chyba nigdy się nie skończy (śmiech). Zrobiłam już ponad 280 odcinków. To ponad osiem lat z mojego życia. Za chwilę jadę do Elbląga. "Kuchenne rewolucje" są dla mnie jak sekta, w której schowałam się przed celebryckim światem, ludźmi, którzy pokazują swoje ego, wielkie majątki, przed wyjściami na ścianki, imprezy. Mnie to nudzi. Cieszę się, że od tego uciekłam. Spełniam się zawodowo i rodzinnie. Jestem szczęśliwa!

Co doradziłby pani osobom, które chcą związać się z kulinarnym biznesem?

- Mogłabym o tym opowiadać godzinami, ale jeśli ktoś nie ma pojęcia o gotowaniu i prowadzeniu knajpy, to radzę, by się za to nie zabierał. Ludziom wydaje się, że własna restauracja to pomysł na szybki i łatwy zarobek. Nic bardziej mylnego. To potwornie trudne zajęcie. Wymaga talentu, wielkiej wyobraźni, pracowitości i innych rzeczy. A, i zapomniałam o najważniejszym, trzeba mieć wielkie szczęście i mocno w siebie wierzyć. Restaurator to człowiek renesansu - powinien się dużo uczyć, sporo umieć, być dobrym psychologiem. Ogromna praca, duży wysiłek fizyczny. To chyba jeden z najcięższych zawodów.

Czy ma pani jeszcze jakieś marzenia dotyczące polskiej gastronomii?

- Jeśli o czymś marzę, to natychmiast zabieram się realizację. Właśnie otworzyłam restaurację rybną w Gdyni - "Santo Porto". W menu będą prawdziwe, świeże ryby i owoce morza. Każdy klient będzie miał szansę wybrać sobie rybę, a kucharz ją dla nas przyrządzi. Ryby są sprowadzane z Hiszpanii i Portugalii: dorady, labraksy, turboty, homary. Z ryb polskich dostępne będą liny, leszcze, szczupaki, węgorze, trocie, karasie. Palce lizać! A do tego otwieram nową linię swoich produktów "Salon smaków Magdy Gessler": grzybki, chrzany, soki, dżemy, miody, czyli wszystko to, co najbardziej lubimy. Są naturalne, bez środków chemicznych, nadają się dla dorosłych, jak i dla dzieci. A jeśli chodzi o inne niespodzianki, to zdradzę pani, że przygotowuję nowy odcinek do serii dokumentów, którą widzowie pokochali i o którą wciąż mnie pytają. Planuję pokazać Polakom skarby Kostaryki. Jesteśmy na etapie wyboru lokalizacji, ale ponieważ kocham Amerykę Południową i Łacińską, to możecie być pewni, że wybierzemy właśnie coś z tych rejonów. Kostaryka jest mi szczególnie bliska. To piękne miejsce. Czuję się tam jak u siebie. Proszę trzymać kciuki, by wszystko się udało!

A prywatne marzenia?

- Chociaż kilka dni tylko dla mnie i moich najbliższych. Proszę mi wierzyć, aktualnie w moim kalendarzu nie ma ani jednego dnia wolnego, i tak do końca października. Przed chwilą mój manager zarezerwował zdjęcia we wrześniu, ale muszę się zbuntować, bo marzę o odpoczynku. Poleciałabym na wycieczkę do Santa Lucia. Tropiki, piękne widoki i ja. Będę pływać, nurkować, a gdy nacieszę się wodą, znajdę restaurację i wspólnie z szefem kuchni coś smacznego ugotuję. Ubóstwiam gotować z innymi, a najbardziej z kucharkami. One potrafią wszystko. Oglądała pani odcinek "Kuchennych..." z Brańska, gdzie właścicielką restauracji była Dorota? Od początku potrafiła świetnie gotować. W prowadzeniu lokalu pomagała jej córka i kilka pracownic. Nie mogłam wyjść z podziwu nad ich umiejętnościami. W kobietach jest siła! Nigdzie nie zjecie lepszej kiszki ziemniaczanej niż u Doroty.

Pani mąż gotuje?

- Waldek nie gotuje, ale robi świetne śniadania (śmiech). Za to ubóstwia wszystkie moje dania, które pochłania w błyskawicznym tempie i w dużych ilościach. Jest wielkim smakoszem i zna się na dobrym jedzeniu. Nigdy nie prosi o konkretne danie, bo lubi niespodzianki. Ostatnio przyrządziłam mu polędwicę z sosem grzybowym, na który składały się same pieczarki. Mąż uważa, że powinnam przystopować, więcej odpoczywać, a ja chciałabym przyspieszyć. O to zresztą się najczęściej spieramy.

A chciałaby pani zostać babcią?

- Oczywiście, ale Lara chyba nie jest jeszcze gotowa na to, by zostać mamą. Dziecka nie da się zaprojektować. Nie suszę córce głowy o wnuki. Raczej chwytam każdy dzień. Carpe diem! Dzisiaj jestem, jutro może mnie nie być. Sama rodziłam dzieci, gdy byłam zakochana i przekonana, że to odpowiedni czas. Projektowanie sobie życia jest bardzo niebezpieczne i mało romantyczne. Ale zapewniam - będę najlepszą babcią na świecie (śmiech).

Rozmawiała Małgorzata Pyrko.

Dowiedz się więcej na temat: Magda Gessler

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje