Laura Łącz: Tak mu się spodobałam, że przysłał mi kilka scenariuszy

Laura Łącz, córka znakomitego aktora Mariana Łącza ("Janosik"), po tacie odziedziczyła pogodne usposobienie, niespożyte pokłady energii, talent aktorski i... zamiłowanie do spędzania czasu nad wodą. Nam opowiedziała o ojcu, wędkowaniu oraz "Klanie".

Laura Łącz pracuje na scenie już 37 lat

Laura Łącz pisze książki, gra w serialu "Klan" i organizuje Zawody Łowieckie Aktorów.

Reklama

Znaczącą częścią świata Laury Łącz są ryby. W tym roku znowu wybraliśmy się z panią na łowisko.

- To były XIX Zawody Wędkarskie Aktorów im. Mariana Łącza, a byłyby ponad dwudzieste, gdyby nie krótka przerwa.Co ciekawe, ich pomysłodawcą był wspaniały, nieżyjący już Marian Glinka. Na łowisku od początku pojawiali się także mój mąż Krzysztof Chamiec, Bogusz Bilewski, Jurek Turek. Pomysł z miejsca podchwycił Tele Tydzień , toteż od lat łowimy razem. Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie szukała idealnego miejsca. Okazało się nim Rancho pod Bocianem w Przypkach koło Tarczyna: ryba tu bierze, nie ma też tłumów przeszkadzających łowiącym. Poza właścicielami, państwem Domżał, chcę podziękować panu Edmundowi Gutkiewiczowi. Ten wybitny wędkarz wyznacza dla nas stanowiska, przywozi zanęty, przynęty, robaki, służy radą i pomocą. O poziom dbają także zaprzyjaźnieni z aktorami, sędziujący w zawodach państwo Elżbieta i Ryszard Brzozowscy.

Na łowisku bywały prawdziwe legendy...

- Od lat łowił z nami Andrzej Turski. W tym roku przyjechała jego córka, Ula Chincz. W zawodach zawsze brał udział prof. Zbigniew Religa, nawet bezpośrednio po poważnej operacji. Po śmierci, rokrocznie gościem honorowym jest Jego żona. Odwiedzają nas jego syn Grzegorz i wnuk. Wygląda na to, że wędkowanie to rodzinny sport. Piosenkarz Rafał Brzozowski przyjechał nocą, prosto z festiwalu w Opolu: nie sam, lecz z narzeczoną. Olga Borys i Wojciech Majchrzak łowili jako małżeństwo na osobnych stanowiskach. Zawody pokochała i ch córka. Jerzy Gruza zabrał wnuka, zachwyconego! Tak było i ze mną. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie mój ojciec, Marian Łącz.

Czym skorupka...?

- Tata lubił przebywać na łonie przyrody. Teatr Polski miał ośrodek w Zgonie na Mazurach. Ojciec - nawet, gdy dostawał domek kempingowy - budował przed nim namiot z gałęzi, miejsce grillowe i codziennie wypływał łowić ryby. Często odwiedzał go w Zgonie Witek Pyrkosz. Czasem szukał "Makusia", ale nie mógł znaleźć, bo "Makuś" siedział na środku jeziora w łódce w stroju niedbałym, z zielonym liściem na nosie, zupełnie do siebie niepodobny. Po latach takie same problemy miewał np. pan Turski - łowił wysmarowany kremem przeciwsłonecznym, a fotograficy pytali, kto to jest. Nie rozpoznawali i innych zamaskowanych postaci: Ignacego Gogolewskiego czy Andrzeja Kopiczyńskiego. Tata wędkował z Witkiem Pyrkoszem, Boguszem Bilewskim. Wcześnie pokazał mi, jakie to fajne. Proszę się jednak nie dziwić: jako młoda kobieta nie byłam tym aż tak zafascynowana. Podobnym do taty człowiekiem okazał się mój mąż. I to właśnie on zabierał mnie już regularnie na grzyby do lasu czy na ryby. Zaszczepił tę pasję również naszemu synowi.

Dziś można by napisać o zawodach książkę z anegdotami!

- I to niejedną! Pamiętam na przykład, jak nieustraszony Tomasz Stockinger wszedł w spodniach po pas do wody, bo nie dał rady podebrać podbierakiem 5-kilogramowego karpia. Ale od czego są ręce?

Pani łowi, gra, ale też pisze, i to od dawna.

- Ukończyłam filologię polską jako drugi fakultet, by robić to profesjonalnie, bo oczywiście początkowo - jak to młoda kobieta - pisałam wyłącznie wiersze o dorosłym życiu i miłości. Dopiero później, po urodzeniu syna, zaczęłam tworzyć słuchowiska radiowe, opowiadania, bajki dla dzieci. Piszę właściwie bez przerwy.

Elementem stałym jest także "Klan". Za panią ostatni przed wakacjami dzień zdjęciowy.

- Gabriela nie ma wielu ciekawych przygód, choć ktoś niedawno określił ją mianem postaci kultowej. Oczywiście kultowej w tym sensie, że jest to jednoznacznie pozytywna osoba. Gdy jeżdżę na spotkania z publicznością, okazuje się, że wszyscy ją znają i lubią. Nigdy nie wyrządziła nikomu krzywdy. Przeszkadzało mi to, że nie mam nic ciekawego do grania, bo aktorzy lubią trudne sytuacje scenariuszowe, ale w porę zorientowałam się, że właśnie to jest dla widzów ciekawe. Pomyślałam: "Dobrze, niech Gabi już taka będzie". Tym bardziej, że latem powtarzany jest serial "07 zgłoś się", gdzie jestem zupełnie inna. Gram w dwóch odcinkach, przy czym w jednym prostytutkę, złodziejkę i morderczynię. Pamiętam, reżyser przyszedł do Teatru Polskiego, obejrzał mnie jako Roksanę w "Cyrano de Bergerac". Tak mu się spodobałam, że przysłał mi kilka scenariuszy i... pozwolił wybrać rolę. Wybrałam najbardziej negatywną. Chyba już wtedy obawiałam się, że taka postać nigdy więcej nie zostanie mi zaproponowana (śmiech).

Tymczasem Gabriela staje się częścią rodziny Lubiczów...

- A to dlatego, że jej serialowa córka Agata (Maria Niklińska) wychodzi za mąż. Być może adoptują dziecko. Zdjęcia ślubu odbyły się w Łazienkach. Emisja odcinka przewidziana jest na wrzesień. Co w związku z tym będzie się działo u Gabrieli, zobaczymy. Ciekawie ma być też u Moniki. Przez "Klan" przewinęły się dziesiątki legendarnych nazwisk - ten serial żyje. No a ci, którzy grają tu od lat, zawsze są u mnie na rybach. I tak zawodowe oraz towarzyskie aktorskie koło się zamyka.

Rozmawiał: Maciej Misiorny

Dowiedz się więcej na temat: Laura Łącz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje