Katarzyna Kalicińska: Musielismy pożegnać bohaterkę Małgorzaty Braunek

Producentka Katarzyna Kalicińska opowiada w wywiadzie dla PAP Life o kulisach powstawania szóstej serii serialu "Nad rozlewiskiem". "Życie splotło się ze scenariuszem" - mówi wspominając Małgorzatę Braunek.

Producentka "Pensjonatu nad rozlewiskiem", Katarzyna Kalicińska

Już w grudniu widzowie TVP będą mogli zobaczyć nowy sezon serialu "Nad rozlewiskiem". Tym razem seria nosi tytuł "Pensjonat nad rozlewiskiem".

Reklama

Katarzyna Kalicińska: - To kontynuacja przygód Małgorzaty Jantar oraz jej najbliższych. Widzowie będą mieli okazję zobaczyć znaną plejadę aktorów, ale również tych, którzy dołączyli do naszej, zgranej już ekipy.

Niestety, w nowym sezonie zabraknie Małgorzaty Braunek.

- Życie splotło się ze scenariuszem. Oczywiście w serialu musieliśmy pożegnać Basię, którą grała Małgorzata Braunek. Trzy dni temu kręciliśmy scenę stypy w rok od śmierci Basi. Przyjechali wszyscy z rozlewiska - rodzina, przyjaciele, znajomi.

- Muszę przyznać, że na planie panowało ogromne wzruszenie. Bo jednak te sceny splotły się z życiem i prawdziwym wspomnieniem o Małgosi. Ale było pogodnie, tak jak pogodna była Małgosia Braunek jako osoba i postać, którą grała. Było to też dla nas wzruszające, szczególnie dla Asi Brodzik, Olgi Frycz i dla nas, bo myśmy byli z nią bardzo zaprzyjaźnieni.

Do pensjonatu przyjeżdżają goście...

- Mamy trochę znanych osób, bo wystąpił zespół Perfect jako Perfect. Nasz pensjonat odwiedził Karol Strasburger, który również zagrał siebie. I mamy Jurka Bończaka, który gra krytyka kulinarnego. Przyjeżdża nad rozlewisko, by sprawdzić, jaka jest tu kuchnia, bo z tego pensjonat słynie. I bardzo dużo się dzieje.

W książce znalazło się wiele przepisów kulinarnych.

- My, Kalicińscy, jesteśmy rodziną gotująco-jedząco-kulinarną. I tego w serialu nie zabraknie.

Jak wygląda dzień zdjęciowy?

- Obowiązuje nas tzw. kalendarzówka, która jest sumą zajętości aktorów i obiektów I jednego dnia kręci się sceny z różnych odcinków - np. pierwszego i czwartego. Na ogół gra się obiektami, bo zdarza się, że jednego dnia przerzucamy się w kilka miejsc. Naszym głównym miejscem jest oczywiście pensjonat, który jest w Nastajkach blisko Ostródy. Kręcimy też w samej Ostródzie oraz w stajni, która jest pod Olsztynem. Także zwiedzamy okolice.

- Ekipa codziennie wstaje około godz. 5-6 rano. O godz. 7-8 na ogół jest wyjazd na plan i ludzie pracują przez cały dzień. I tak przez trzy miesiące. To jest bardzo ciężka fizyczna praca, bardzo intensywna

A pensjonat, w którym rozgrywa się akcja?

- Pensjonat jest oczywiście wynajęty. To dom prywatnych ludzi. I u nich gramy, a w stodole mamy wybudowaną "halę". Tam mamy kuchnię i jadalnię z widokiem na rozlewisko. No, jest tam przepięknie. Jest to wspaniałe miejsce. Łabędzie jak na zamówienie zawsze wpływają w kadr wtedy, kiedy potrzeba. Bocian leci w momencie, w którym potrzeba więc wszystko jest tutaj wyreżyserowane.

Jak pani odnajduje Mazury?

- Spędzamy na Mazurach już tyle czasu, że dla nas jest to drugi dom. I wszyscy nas tutaj znają, wszyscy są bardzo życzliwi Tutaj czas trochę płynie inaczej. Telewizji nikt nie ogląda, więc nie wiemy, co się na świecie dzieje. Może i dobrze. Jesteśmy w sielskim klimacie i do końca sierpnia postaramy się tu być, bo chcemy zrobić dla widzów fajny obyczajowy serial o relacjach ludzkich, przyrodzie, wekach, prowadzeniu pensjonatu, miłości i dać trochę ludziom natchnienia, lekkiego oddechu.

- Bardzo ładnie Asia Brodzik powiedziała, że my to jesteśmy trochę jak takie przetwory, co się w lecie robi i zimą się otwiera słoiczek z wiśniami lub z truskawkami - wspomnieniem lata, bardzo słodkimi. I tak wygląda.

Jak aktorzy i ekipa filmowa spędza czas po zakończonych zdjęciach lub w dni wolne?

- Powiem szczerze, że wszyscy są tak wykończeni, że te czasy rock'n'rolla się skończyły i naprawdę wszyscy grzecznie idą spać. No, bo rano trzeba wstać. A jak mamy wolny dzień, co nam się rzadko zdarza, to tu jest tak pięknie w Ostródzie, że ludzie wsiadają na kajaki, chłopaki idą łowić ryby, a moja ekipa, bo założyliśmy drużynę piłkarską, wieczorami gra w piłkę nożną. Więc ten czas spędzamy jak na koloniach...

A jak z pogodą? Czy sprzyja realizacji serialu?

- Do tej pory pogoda nas nie rozpieszczała - w ciągu dnia były cztery pory roku: wiosna, lato, jesień i zima. A w tej chwili pogoda się stabilizuje. I wierzymy, że już będzie lepiej. Nasz kierownik planu ma magiczny płaszcz. Jak jest bardzo źle, to on ten płaszcz zakłada, idzie do lasu, robi jakiś szamański taniec i deszcz przechodzi. I wierzymy w ten magiczny płaszcz i wierzymy, że pogoda wreszcie będzie, ale też liczymy, że i płaszcz nas nie zawiedzie. Jest dobrze

Kiedy pierwszy odcinek "Pensjonatu nad rozlewiskiem" będą mogli obejrzeć widzowie telewizyjnej Jedynki?

- Wraz z końcem sierpnia kończymy zdjęcia, później zaplanowany jest montaż, montaż postsynchronów, udźwiękowienie To wszystko oczywiście trochę trwa. Na 3 grudnia zaplanowana jest emisja pierwszego odcinka.

Dowiedz się więcej na temat: Pensjonat nad rozlewiskiem | Katarzyna Kalicińska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje