Katarzyna Bujakiewicz: Zmiana na lepsze

Dzięki Katarzynie Bujakiewicz już niebawem zajrzymy do domów gwiazd, zobaczymy, jak mieszkają i czego im jeszcze potrzeba do pełni szczęścia.

Nie udaję, że jestem, dziennikarką, po prostu przychodzę do znajomych i rozmawiam z nimi - mówi o swoim programie Katarzyna Bujakiewicz

Została pani gospodynią nowego programu "Wnętrze do poprawki: domy gwiazd". Co się pani spodobało w tym projekcie?

Reklama

Katarzyna Bujakiewicz: - Producenci szukali osoby, która będzie rozmawiała z gwiazdami w sposób naturalny i "bez napinki". Tak się składa, że z powodów zawodowych znam mniej lub bardziej większość naszych bohaterek. Dotąd byliśmy u Zosi Ślotały, Olgi Kalickiej, Mai Bohosiewicz, Odety Moro i Eli Romanowskiej. Nie udaję, że jestem, dziennikarką, po prostu przychodzę do znajomych i rozmawiam z nimi m.in. o ich domach, o tym, co chciałyby w nich poprawić. Dzięki temu programowi widzowie mają możliwość zobaczyć znane osoby w prywatnych, domowych sytuacjach.

Gwiazdy opowiadają, co chcą zmienić, a pani to umożliwia?

- Pomagam umożliwić, bo metamorfozą zajmuje się projektantka wnętrz, Marianna Krystev.

Która, z tego, co widziałam, jest bardzo surowa i niczego pani nie pozwala dotknąć!

- Tak, mocno mnie tam strofuje i w sumie ma rację. Ja się wygłupiam, a zabawa jakimś elektrycznym urządzeniem mogłaby się źle skończyć, nie tylko dla sprzętu. To jej królestwo, więc się na to zgadzam. Ona wie, co robi, i ma naprawdę fantastyczne pomysły. Choć zaznaczam, że to nie są wielkie remonty, to raczej urządzanie poprzez dekorowanie. I na razie wszyscy są zadowoleni.

A pani ma dryg do urządzania?

- Niestety nie! Taka Marianka mogłaby do mnie przyjść, ja bym sobie poszła do fryzjera, a po powrocie chciałabym mieć urządzone mieszkanie. Mniej więcej umiem wskazać kierunek, wytłumaczyć, jaki efekt chcę osiągnąć, ale na szczegółach się nie znam. Moja przyjaciółka kiedyś mnie zapytała, czemu brałam kredyt i kupowałam dom (w zasadzie pół bliźniaka), skoro w nim w ogóle nie mieszkam? Wtedy sporo czasu spędzałam w Warszawie, poza tym razem z moim partnerem, Piotrkiem, mamy taki styl życia. Jeśli nie pracujemy, to natychmiast ruszamy w podróż.

- Kiedyś wyjechaliśmy na półtora miesiąca i wspomniana przyjaciółka, która ma dryg do urządzania, miała mi ten dom doprowadzić do porządku. Skonsultowałyśmy się ze specjalistą, a ten powiedział, że nie da się tego zrobić w tak krótkim czasie. Więc mówię do niego: "A to ja poproszę tylko kuchnię!" Na co pan: "No tak, ale kuchnia jest połączona z salonem, a salon z korytarzem, ten łączy się z łazienką...". Więc podziękowałam. Moja matka do dziś narzeka, że u mnie nie ma firan i zasłon, bo przecież w każdym poznańskim domu powinny być! A ja tego nie znoszę, więc nie mam.

Nie było pomysłu, żeby odnowić też pani mieszkanie?

- Ale miałabym sama ze sobą rozmawiać? Poza tym ja mam cały dom do poprawki.

Co według pani jest najważniejsze w domu?

- Chyba kuchnia. Spędzam w niej dużo czasu, lubię gotować i gotuję zdrowo. Kiedy urodziłam Olę, zrobiłam sobie przerwę w pracy i spędzałyśmy razem dużo czasu w domu. Każdy dzień wyglądał tak samo - po jej przewinięciu, nakarmieniu i uśpieniu potrzebowałam jakiejś rozrywki, chciałam, żeby coś się działo. Moi znajomi jakoś wtedy omijali nasz dom, małe dziecko, wiadomo - same kłopoty i utrudnienia. Więc, żeby ich ściągnąć, gotowałam, piekłam i dzwoniłam do wszystkich: "Dzisiaj zrobiłam ciasto marchewkowe, kto przyjdzie? Albo na bigos?". Ściągałam ludzi jedzeniem.

Dzisiaj Ola ma już 7 lat i pewnie ma już zdanie w kwestii urządzania swojego pokoju?

- No tak, niedawno, kiedy poszła do szkoły, musieliśmy go przemeblować. Starałam się jej wytłumaczyć, że potrzebuje biurka, miejsca na naukę, że te zabawki już nie są jej potrzebne. Stoczyłam z nią wojnę, bo była bardzo przywiązana do tych swoich dziecięcych gadżetów. Obiecałam, że jej ukochane zabawki zostawimy, ale zmiany musimy wprowadzić. Pokazywałam jej kolejne projekty i w końcu wybrała meble konkretnej firmy. Więc poszłam do tego sklepu i kiedy zobaczyłam ceny, dostałam zawału serca, wróciłam do domu i powiedziałam, że musimy poszukać tańszych odpowiedników. I kolejna wojna, bo się mocno uparła. Bardzo się zdenerwowałam, próbowałam tłumaczyć, rozpisałam niemalże biznes plan - wszystkie czekające nas wydatki. Na szczęście się udało, choć nie było łatwo. Przyjechała ekipa, pomalowała pokój, ładnie urządziła, a jeszcze Piotr wymyślił fototapetę z ukochaną sprinterką Oli, Dafne Schippers. Na koniec córka powiedziała, że jestem najlepszą mamą i że to najpiękniejszy pokój na świecie.

A sprząta go?

- Nie zmuszam jej, choć widzę, że się sama stara. Ja z mlekiem mojej poznańskiej matki wyssałam miłość do sprzątania. Jako nastolatka miałam swoje obowiązki - co piątek były u nas wielkie porządki i zanim wszystko nie zostało dosłownie wylizane, nie mogłam wyjść z domu. I tak mi zostało - lubię porządek, więc ciągle latam z odkurzaczem, choć Perfekcyjnej Pani Domu raczej bym nie wpuściła. Raz na miesiąc przychodzi pani Hania, która ogarnia całe mieszkanie. W domu wtedy jest popłoch - Ola woła: "U mnie nie wolno!", Piotr: "Na tym stole nic nie ruszać!". Jest zabawnie. Ten nasz dom jest niby duży, ale nieduży, więc wszyscy chodzą za mną, bo chcemy być razem. Kiedy jestem w kuchni, Piotr przychodzi z tymi swoimi papierami i sadowi się przy stole, Ola przynosi swoje rzeczy i jeszcze do tego wszystkiego między nogami plącze się pies. Niewygodnie, ale przynajmniej miło.

Hołduje pani jakimś zwyczajom związanym z domem?

- Kiedyś moja ciocia dała mi książkę o feng shui, ale jak zaczęłam ją czytać, to się tylko zestresowałam. Nie mam tyle pokoi, żeby hołdować tym zasadom. Zostało mi to, że trzeba zamykać klapę od ubikacji, bo uciekają pieniądze. I jeszcze pamiętam, że kobiety samotne nie powinny mieć zdjęć czy obrazów samotnych kobiet, a pary nie powinny mieć trzech osób, bo to oznacza trójkąt. Chyba że pełna rodzina, wtedy OK. Niby człowiek nie wierzy w takie rzeczy, ale potem sobie myśli: "A może to, że mi się nie układa, to właśnie przez to?" Pamiętam, jak kiedyś w pociągu spotkałam Asię Kurowską, której wspomniałam, że mieszkam z babcią. Ona wtedy powiedziała, że nie mogę tak robić, bo nigdy nie założę własnej rodziny i zawsze będę żyła na walizkach. Więc wróciłam do domu do babci i powiedziałam jej o tym. A na to ona: "Nie, Kasiu, ja się modlę, zobaczysz, ty będziesz miała dobrą rodzinę, bo na to zasługujesz!" No i miała rację.

Rozmawiała Ewa Gassen-Piekarska.

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Bujakiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje