Karol Strasburger: Cyrk i camper

- Bardzo lubię grać typy spod ciemnej gwiazdy – mówi Karol Strasburger, który w kultowym serialu "07 zgłoś się" wcielił się w cyrkowca-bandytę. Prowadzący "Familiadę" opowiedział także o swoich wakacyjnych podróżach oraz sposobach na udany urlop.

Karol Strasburger w serialu "07 zgłoś się"

Widzowie kojarzą pana z "Familiadą". W pamięci zapisał się pan szlachetnymi rolami w "Kolumbach", "Polskich drogach" oraz "Nocach i dniach". Ale zdarzało się panu grywać negatywne postaci. Choćby Adam Kunce w "07 zgłoś się".

Karol Strasburger: - Cieszyła mnie ta rola, bo typów spod ciemnej gwiazdy mi brakowało - są zawsze wyraziści, wdzięczni do grania. Teraz też coś w tym klimacie mam w "Pierwszej miłości" - mój bohater, Karol Weksler, także elektryzuje i budzi niepokój. W nowej, powakacyjnej odsłonie będzie go więcej. Pojawią się wokół niego sensacyjne wątki, ale o szczegółach nie mówię, bo nie chciałbym psuć widzom przyjemności.

Wróćmy zatem do serialu sprzed lat. Kryminalna opowieść z granym przez pana cyrkowcem w roli głównej toczy się w mało znanym środowisku...

Reklama

- To też od początku uważałem za jej walor. Istotnie, o cyrku niewiele się powszechnie wie, aczkolwiek ja sam miałem z nim sporo do czynienia. Kilkakrotnie brałem udział w imprezach cyrkowych "Artyści dzieciom" - za pierwszym razem wykonując numer akrobatyczny na palocie, co nie sprawiło mi kłopotu, jako że trenowałem wcześniej wyczynowo gimnastykę sportową. W kolejnej edycji miał być efektowny skok na bungee, ale się nie udało, trafiłem do szpitala. To niefortunne zdarzenie nie zniechęciło mnie jednak do występów na arenie, tyle że później już imałem się rzeczy mniej ekstremalnych. Przez parę lat występowałem też jako konferansjer w cyrku z Finlandii.


Z ludźmi cyrku łączy pana zamiłowanie do podróży i życia w "domkach na kółkach"?

- Zgadza się, z tym że oni mieszkają w nich cały rok. Ja uprawiam turystykę campingową tylko latem, kiedy wsiadam do campera i przemierzam Europę, lądując najczęściej w Chorwacji. Tam oddaję się urokom życia koczowniczego - gotuję zupełnie inne potrawy niż na co dzień - korzystam z miejscowych dóbr, śpię na łonie natury i uprawiam sporty wodne. Cudowna sprawa!

Nie lepiej spędzić urlop na zorganizowanej wycieczce? Dwie godziny lotu, człowiek zmienia klimat i ma podane wszystko pod nos?

- Często to słyszę. Znajomi nawet się dziwią: Karol, a ty nie masz pieniędzy, żeby pojechać sobie do hotelu? Otóż zapewniam państwa, że taki rodzaj turystyki jest często droższy od standardowych wczasów. Samo zgromadzenie sprzętu, koszt i wyposażenie pojazdu we wszystko, co potrzebne do życia pod chmurką, opłaty za przejazdy, autostrady, paliwo i to niemało, bo taki camper pali jak smok - całość zamyka się w cenie wycieczki do Turcji w opcji all inclusive dla kilkuosobowej rodziny. Mówiąc językiem "Familiady", średniego Polaka na to nie stać. Mimo to, z roku na rok przybywa chętnych do takiej formy wypoczynku.

Na czym polega przewaga caravaningu nad standardowymi wczasami?

- Przede wszystkim na nieograniczonej swobodzie. Człowiek robi to, co chce, gdzie chce i kiedy chce. Nie muszę chodzić na plażę, bo mieszkam na plaży! Nie kombinuję, skąd wziąć leżak, jak wypożyczyć sprzęt, bo mam własny. Nie muszę w wyznaczonych godzinach przybywać na posiłki, na które trzeba się dodatkowo odpowiednio przebrać. Nikt nie ustala mi menu i planu dnia. Jestem otoczony ludźmi takimi jak ja - pasjonatami nieskrępowanego wypoczynku, uprawiającymi te same dyscypliny sportu, żyjącymi w podobnym stylu. Społeczność campingowa ma jeszcze ten walor, że tworzy się specyficzna więź. Spędzam w ten sposób wakacje od blisko 40 lat i nie zamieniłbym ich na żadne inne!

Jolanta Majewska

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Karol Strasburger

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje