Kacper Kuszewski: Ma imiona po Trzech Królach

Sam przygotowuje wigilijny barszcz z uszkami i śpiewa kolędy z góralami. Kacper Kuszewski nie wyobraża sobie świąt za granicą i wśród obcych ludzi.

Jestem ateistą i święta nie mają dla mnie aspektu religijnego - wyznaje Kacper Kuszewski

Czy zdarza się panu uciekać od świąt i spędzać je za granicą?

Reklama

Kacper Kuszewski: - Zawsze spędzam je w domu. Wprawdzie jestem ateistą i święta nie mają dla mnie aspektu religijnego, ale mają rodzinny i duchowy. Trzeba pamiętać, że dzień Bożego Narodzenia nie został wybrany przypadkowo. Już w czasach pogańskich okres przesilenia zimowego był celebrowany. To moment symboliczny, ciemność ustępuje i światło powraca do świata, dni zaczynają się wydłużać i powoli zmierzamy ku wiośnie i narodzeniu się na nowo. To wszystko gdzieś tam mi towarzyszy.

A jak jest z przygotowaniami do świąt?

- Ubieranie choinki, szykowanie potraw świątecznych i przygotowywanie wieczerzy wigilijnej to rytuał, który najbardziej kojarzy mi się ze świętami. Jest powrotem do czasów dzieciństwa i dobrych wspomnień. Nie zamieniłbym tego na zagraniczną podróż czy pobyt w hotelu. Zawsze więc spędzam święta w kręgu najbliższych i zamiast biegać po centrach handlowych, zamykam się w kuchni. Jest kilka potraw, w których się specjalizuję, np. barszcz z uszkami.

Sam pan robi te uszka?

- Zgadza się. To jest bardzo pracochłonne zajęcie, często kleję je ze słuchawkami na uszach i słucham muzyki. A ponieważ mam nietypowe upodobania i bardzo lubię muzykę średniowiecza i renesansu, często słucham wtedy utworów z tamtej epoki. Klejenie uszek staje się więc muzyczną medytacją, łączy element duchowy z kulinarnym (śmiech). Poza tym w kuchni najlepiej czuje się świąteczne zapachy: pomarańczy, cynamonu, ciast czy kapusty z grzybami. Za to w pierwszy i drugi dzień świąt leniuchuję i odwiedzam rodzinę.

Słyszałam, że można pana wtedy spotkać w Szczyrku.

- Część mojej rodziny tam mieszka. W górach ciągle jest żywa tradycja kolędowania, zwłaszcza w drugi dzień świąt. Idzie się wtedy w gości i razem śpiewa kolędy. Wielu mieszkańców Szczyrku w dzieciństwie, albo i później, chociaż przez chwilę występowało w jakimś lokalnym zespole pieśni i tańca. Są więc muzykalni, często śpiewają na głosy, a niektórzy potrafią grać na instrumentach. Mają swoje góralskie kolędy, nieznane w innych regionach Polski. Zdarza się też, że do drzwi zapukają kolędnicy, w kostiumach i z turoniem. Wtedy już jest kolędowanie na całego.

Nie wychował się pan w górach, ale rodzice byli artystami. Gdy był pan dzieckiem, śpiewało się w domu przy choince?

- Ja i moja siostra uczyliśmy się w szkole muzycznej. W Wigilię, kiedy stół był już gotowy i wszyscy byli ładnie ubrani, ja siadałem przy pianinie, moja siostra brała skrzypce i całą rodziną śpiewaliśmy kolędy. Dopiero potem był opłatek i zasiadaliśmy do wieczerzy.

Podobno ma pan monopol na Myszkę Mickey. Jak ja byłam dzieckiem, to filmy Disneya leciały w telewizji tylko w święta.

- Też pamiętam te czasy. Teraz są kanały telewizyjne poświęcone wyłącznie tym filmom, można więc na okrągło cieszyć się Myszką Mickey. A co do monopolu to jest tak, że Kompania Disneya w każdym kraju szuka dla postaci ze swoich filmów głosów możliwie najbardziej podobnych do tych oryginalnych. Jeżeli jakiś aktor zostanie wybrany, podpisuje kontrakt i od tej pory tylko on ma prawo dubbingować daną postać. To jest trochę przywilej, a trochę cyrograf, bo gdy w jakimkolwiek filmie pojawi się np. Myszka Mickey i powie choćby jedno zdanie, ja muszę przyjechać do studia i to jedno zdanie nagrać, nikt nie może mnie zastąpić.

Tak naprawdę nazywa się pan Kacper Melchior Baltazar Kuszewski. Oryginalnie!

- To prawda. I rzecz jest o tyle niezwykła, że jest to nielegalne! Polskie prawo pozwala tylko na dwa imiona w akcie urodzenia, a ja mam trzy. Mój ojciec był tak szczęśliwy, że urodził mu się syn, że postanowił tak właśnie mnie uhonorować, po królewsku.

Na trzeźwo?

- (śmiech) Tego nie jestem pewien. Mój tata był artystą - aktorem i reżyserem teatralnym - miał więc artystyczną fantazję. Do tego urok osobisty i charyzmę, umiał przekonać panią w urzędzie stanu cywilnego, by wpisała mi te trzy imiona. Nigdy ich zresztą oficjalnie nie używałem, nie było takiej potrzeby. W moich czasach szkolnych imię Kacper było rzadkie, więc wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. Dziś Kacprów jest wielu, ale chyba tylko ja mogę powiedzieć, że 6 stycznia obchodzę potrójne imieniny.

Rozmawiała Iwona Leończuk.

Dowiedz się więcej na temat: Kacper Kuszewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje