Jessica Chastain: Bohaterstwo to część waszej narodowej tożsamości

Laureatka Złotego Globu, dwukrotnie nominowana do Oscara gra główną rolę w filmie "Azyl", który 24 marca trafi do naszych kin. Jessica Chastain wciela się w postać Antoniny Żabińskiej, żony dyrektora warszawskiego zoo, która wspólnie z mężem Janem w czasie niemieckiej okupacji ukrywała na terenie Ogrodu Zoologicznego setki Żydów. Ryzykując życie - osobiście wydostawali ich z getta.

Jessica Chastain w scenie z filmu "Azyl"

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta, RMF FM: Witaj ponownie w Polsce. Jak zapamiętałaś poprzedni pobyt?

Reklama

Jessica Chastain: - Byłam tu na "badaniach terenowych" przed filmem. Odwiedziłam warszawskie zoo, wiele czasu spędziłam na rozmowach z Teresą, córką Jana i Antoniny. Poznałam wtedy fantastycznych ludzi, którzy poprosili mnie, żebym przyjechała z gotowym już filmem do Polski. Zrobiłam to z ogromną radością. To przecież wasza polska historia, a bohaterstwo to część waszej narodowej tożsamości.

Grasz w tym filmie główną rolę, ale jesteś też współproducentką "Azylu". Co w tej opowieści najmocniej cię poruszyło?

- Ta historia jest niezwykła, inspirująca, przejmująca. Antonina Żabińska była bohaterką. Odrzuciła własną wygodę, bezpieczeństwo i postanowiła pomagać ludziom. Była odważną kobietą. To również opowieść o ludzkiej dobroci, o ludzkiej życzliwości w tak nieludzkich czasach jak wojna. Ale Antonina chroniła przecież nie tylko życie, również duszę tych ludzi. Wlewała w ich serca nadzieję i miłość. Nawet jeśli to brzmi patetycznie, warto o tym opowiadać w dzisiejszych czasach.

Dla mnie to przede wszystkim opowieść o człowieczeństwie. Ale również historia wielkiej, wystawionej na ciężką próbę miłości. 

- Ta miłosna opowieść rzeczywiście jest bardzo przejmująca. Ale co ciekawe, trafia w dobry czas. To jest również opowieść o tym, jak silne są kobiety. Poznajemy Antonię w 1939 roku. Jest wtedy młodą kobietą, ale przypomina nieco małą dziewczynkę. Wiemy, że bardzo kocha męża. Ale próbuje go chronić, zataja pewne rzeczy. Kiedy on walczy w podziemiu, gdy walczy w powstaniu, gdy wyjeżdża, ona zostaje w zoo praktycznie sama. Całymi dniami pracuje w ogrodzie zoologicznym, chroni ludzi, którzy ukrywają się w piwnicach, ale żyje w strachu, bo dookoła jest pełno niemieckich żołnierzy. Czujemy, że ona rośnie w siłę, nabiera mocy. Jan widzi, jak jego żona dojrzewa, jak z bezbronnej staje się dzielna.

Antonina jest odważna, mądra, wierna, piękna, prawie jak anioł. To nie takie proste zagrać anioła...

- To prawda, to nie jest proste. Ale bardzo pomogła mi córka Antoniny - Teresa, z którą przegadałam wiele godzin. Czytałam o niej, znałam książkę, ale to było za mało. Poprosiłam, żeby opowiedziała mi takie historie, których nikt nie zna, a które mogą mieć dla mnie znaczenie. Dowiedziałam się, że Teresa nigdy nie widziała matki w spodniach. Antonina nosiła bardzo kobiece sukienki. Malowała paznokcie. Przywiązywała wagę do tego, jak wygląda, nosiła się bardzo kobieco. Zapytałam też Teresę: "Gdyby twoja mama mogła być zwierzęciem, to jakim?". "Byłaby kotem" - odpowiedziała. Jan mówił do żony "Punia", jak do małej pumy. Rozmawiając z rodziną Antoniny, zdałam sobie sprawę, jak bardzo kobieca była. To były czasy macho, gdy rządziły przemoc, wojna, strach. A ona starała się uczynić świat pięknym, delikatnym, przyjaznym dla ludzi.

Mówi się, że na planie filmowym najgorsze i najtrudniejsze są dwie rzeczy - praca z dziećmi i praca ze zwierzętami. Wy mieliście obie opcje...

- Kocham zwierzęta, ale wolę pracować z dziećmi, jeśli mam być szczera (śmiech). Choć w obu przypadkach musisz być bardzo cierpliwym człowiekiem. Staraliśmy się jak najmniej przeszkadzać zwierzętom. Gdy chcieliśmy pokazać je śpiące, czekaliśmy aż zasną. A potem czekaliśmy aż się zbudzą. Chodziło o to, żeby czuły się jak najbardziej swobodnie na planie. Jest taka dramatyczna scena, w której słonica, która ma na imię tak jak ty - Kasia - prawie traci swoje dziecko. Na ekranie wygląda to dramatycznie, słoniątko przestaje oddychać, a jego matka trąca mnie trąbą. Spędziłam z tym zwierzęciem mnóstwo czasu i dowiedziałam się, że uwielbia jabłka. Wpadłam więc na pomysł - schowałam jabłka w kieszeniach i poukładałam wokół siebie, a słonica zaczęła ich szukać, trącając mnie trąbą. O taki efekt nam chodziło.

Na twoim profilu na Instagramie napisałaś "Jessica Chastain - przyjaciółka wszystkich zwierząt". Myślisz, że zwierzę może być czasem lepszym przyjacielem niż człowiek?

- To jest dokładnie tak jak mówi Antonina Żabińska w naszym filmie. "Patrzysz zwierzętom w oczy i od razu wiesz, co mają w sercu". Zwierzę nigdy cię nie oszuka. Czasem oczywiście próbuje tobą manipulować, ale zwykle jest szczere, autentyczne i wierne. Ich miłość jest czysta. Z tego powodu wolę zwierzęta. Mam taką zasadę, że nigdy nie wchodzę im w drogę. Czekam, aż mnie zaproszą do swojego świata, zaakceptują. Nie niszczę ich spokoju, nie chcę być intruzem.

Grasz w Hollywood w dużych produkcjach. Masz na koncie prestiżowe nagrody - jak Złoty Glob czy oscarowe nominacje. Ale każdy, kto uważnie śledzi twoją karierę wie, że bardzo często można cię zobaczyć w mniejszych filmach, na przykład na podstawie klasyki literatury.

- Ten balans jest dla mnie bardzo ważny. Oscar Wilde, William Szekspir, August Strindberg. Salome, Koriolan, Panna Julia... Bardzo chciałabym, żeby wielka literatura trafiała do ludzi przez ekran. Więc oprócz dużych, budżetowych filmów wybieram te bardziej kameralne.

Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wiele osób u nas chce cię zobaczyć jako Polkę - Antoninę Żabińską.

- A ty nawet sobie nie wyobrażasz, jaki to dla mnie zaszczyt zagrać Antoninę. Widzisz przecież, jaka jestem wzruszona, gdy o tym mówię. I zaraz, jak widzę, obie się popłaczemy. Bardzo emocjonalnie traktuję historię mojej bohaterki, waszą trudną historię i przesłanie, które miała Antonina. Ta niezwykła kobieta wierzyła, że ludzkie współczucie i wielka miłość są najlepszą odpowiedzią na przemoc.

Dowiedz się więcej na temat: Jessica Chastain | Azyl 2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje